<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123</id><updated>2012-01-13T20:25:14.706+01:00</updated><category term='Nowe teksty'/><category term='historia'/><category term='blacha'/><category term='Relacja z Brukseli'/><category term='inne'/><category term='podróże'/><category term='gry'/><category term='komiksy'/><category term='muzyka'/><category term='Sześciokącik StarCrafta'/><category term='książka'/><category term='imprezy'/><category term='reset'/><category term='horyzont'/><category term='archiwum RF'/><category term='anime'/><category term='prywata'/><category term='film'/><category term='motoryzacja'/><title type='text'>Blog Cyber Niekulturalny</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>161</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-1975757782924646002</id><published>2012-01-06T13:40:00.000+01:00</published><updated>2012-01-06T15:07:09.145+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Prince of Persia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Zapowiedziałem, że w 2011 pojawi się jeszcze jeden post i - jak to zwykle bywa - zapowiedź ta okazała się być całkowicie bez pokrycia. W związku z tym, pragnę złożyć spóźnione życzenia noworoczne - niech 2012 będzie lepszy od 2011. W popkulturze będzie na pewno (Timof wyda "Habibi" Craiga Thompsona, ukaże się "Heart of the Swarm", a do kin trafi pierwsza część "Hobbita"). Mam nadzieję, że w końcu zacznę więcej pisać (a dużo pisaniny mnie goni, bardzo dużo...). Postanowień noworocznych nie składam, bo z nimi zazwyczaj jest tak, jak z obietnicami regularnego aktualizowania niniejszego bloga. Co do poniższego tekstu, to niestety nie udało mi się wyciągnąć z gry screenów, więc posiłkuję się tym, co znalazłem na &lt;a href="http://uk.ign.com/"&gt;IGN&lt;/a&gt; (do kompletu wrzucam trailer z logiem tego serwisu). Przy okazji polecam &lt;a href="http://prince-of-persia.us.ubi.com/PA/html/index.php"&gt;pięknie ilustrowaną baśń&lt;/a&gt;, którą, na potrzeby promocji gry, stworzył zespół odpowiedzialny za "Penny Arcade". A teraz już zapraszam do tekstu.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-V3G11hC0xXU/TwbpxEOFtAI/AAAAAAAABAs/jHQETXzGp4I/s1600/prince-of-persia-20081126005313433.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://2.bp.blogspot.com/-V3G11hC0xXU/TwbpxEOFtAI/AAAAAAAABAs/jHQETXzGp4I/s320/prince-of-persia-20081126005313433.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatni tydzień zeszłego i pierwszy dzień aktualnego roku upłynęły mi pod znakiem "Prince of Persia". Pamiętam, że w momencie premiery tej produkcji nieco się na nią napaliłem. Nawet zakupiłem wówczas okazjonalne wydanie "KŚ Gry", ale będąc szczerym, uczyniłem to tylko po to, aby posiadać w końcu swój egzemplarz "Piasków Czasu" (był dołączony do wspomnianego wydawnictwa, które bardziej zasługiwało na miano broszurki, niż pełnoprawnego numeru magazynu). I tyle mi wystarczyło, sam "Prince of Persia" rocznik 2008 musiał poczekać na nadejście mocniejszego sprzętu. Mocniejszy sprzęt nadszedł, a ja jakoś zapomniałem, że kiedyś chciałem zagrać w rzeczoną produkcję. I pewnie by tak było do tej pory, gdyby nie dorzucono jej do kierownicy, którą sprezentowałem bratu na gwiazdkę. Swoją drogą, też mi pomysł - dorzucać do kierownicy platformówkę...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-M4TIXLZR_sk/Twbp3E_Mu2I/AAAAAAAABA4/2AyzRvl_CNc/s1600/prince-of-persia-20081126005324542.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://1.bp.blogspot.com/-M4TIXLZR_sk/Twbp3E_Mu2I/AAAAAAAABA4/2AyzRvl_CNc/s320/prince-of-persia-20081126005324542.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O "Prince of Persia" wiedziałem tyle, że to próba kolejnego restartu serii, tym razem stworzona w technice cel-shadingu i mocno upraszczająca rozgrywkę. W pamięci miałem też recenzję Olafa Szewczyka, w której autor poruszał kwestię wykorzystywania (żeby nie powiedzieć: wypaczania) Zaratusztrianizmu. Ten temat jest materiałem na osobny artykuł, a ja osobiście, mimo, że bardzo lubię historię starożytnej Persji, nie czuję się na siłach, aby wypowiadać się na temat jednej z pierwszych na świecie monoteistycznych religii. Chcę tylko zaznaczyć, że fabułę "Prince of Persia" zbudowano wokół nieustającego boju pomiędzy Ahura Mazdą (Ormuzdem) i Angra Mainju (Arymanem). Oczywiście większość tego, co znajdziemy w grze jest wymysłem projektantów, jednak pamiętać należy, że sam pomysł wywodzi się z religii zapoczątkowanej przez proroka Zaratusztrę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-sjTIH8SEkOE/Twbp9UrWDbI/AAAAAAAABBE/D4Md3LcQ-BM/s1600/prince-of-persia-20081113032944676.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://4.bp.blogspot.com/-sjTIH8SEkOE/Twbp9UrWDbI/AAAAAAAABBE/D4Md3LcQ-BM/s320/prince-of-persia-20081113032944676.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książę w tej części nie jest księciem, a tylko wędrownym złodziejem, który zgubiwszy się na pustyni spotyka Elikę, księżniczkę ludu, który od wieków strzeże więzienia Arymana. Jak szybko się okazuje, zły bóg znowu stał się realnym zagrożeniem, a wszystko przez ojca wspomnianej księżniczki. Dwójka bohaterów musi stawić czoła zagrożeniu, przywrócić stary porządek i odbyć mnóstwo pustych, damsko-męskich pogawędek. Jak nietrudno przewidzieć, wraz z postępami w walce ze złem narodzi się nić uczucia. Tyle fabuły. Nie jest ona jakoś specjalnie odkrywcza, momentami naprawdę męczy, ale jednocześnie nie pozostawia obojętnym. Ostatnia uwaga tyczy się zwłaszcza jej zakończenia, które wywołało we mnie autentyczny sprzeciw i sprawiło, że za Eliką powtórzyłem tylko: "Dlaczego?".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Dz0ZMPN4scs/TwbqCn-hDsI/AAAAAAAABBQ/Xo1_ekzBOpY/s1600/prince-of-persia-20081113032919880.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://4.bp.blogspot.com/-Dz0ZMPN4scs/TwbqCn-hDsI/AAAAAAAABBQ/Xo1_ekzBOpY/s320/prince-of-persia-20081113032919880.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W grze chodzi o to, aby oczyszczać kolejne źródła światła, odblokować cztery umiejętności specjalne, pokonać czterech bossów - sługusów Arymana, a ostatecznie i ich władcę. W "Prince of Persia: Piaski Czasu" zbierało się ziarna piasku, tutaj przyjdzie zbierać ziarna światła. Ot, jak to w platformówce - były monety, jabłka, pierścienie, mogą być i ziarna światła. Co ciekawe, gracz od początku ma dostęp do pełnej mapy świata i może penetrować jedną z czterech lokacji (te dzielą się na pięć mniejszych obszarów i "legowisko" bossa). Aby leczyć kolejne źródła świata, trzeba odblokowywać kolejne moce Ormazda. Uleczone źródło, to więcej nasion światła do zebrania, zebrane nasiona, to możliwość odblokowania mocy, odblokowana moc, to szansa na uleczenie kolejnego źródła i tak w kółko. Jest dużo skakania i biegania po ścianach, a niewiele walki - na szczęście, gdyż potyczki to najsłabszy element całej gry. Cóż z tego, że gracz nieustannie zarzucany jest wskazówkami, jaki klawisz wcisnąć, skoro spóźnione reakcje bohatera skutecznie niwelują jakąkolwiek radość płynącą z walki. Z każdym bossem musimy stoczyć bój przy każdym źródle światła. Człowiek się męczy, bo wie, że zginąć nie może (w grze Książę nie ginie nawet skacząc w przepaść, gdyż zawsze ratuje go Elika), a z każdym atakiem, który normalnie zakończyłby się zgonem bohatera, odnawia się pasek energii bossa, przez co walka może trwać w nieskończoność. Ogólnie gra jest bardzo łatwa (nie można zginąć, zagadki do trudnych nie należą, a margines błędu przy skokach jest całkiem spory), zatem może te walki też dało się przejść "od strzała", tylko mi brakło cierpliwości? Wszystko pewnie przez to, że rozpieściły mnie potyczki w trylogii "Piaski Czasu", zwłaszcza w "Duszy Wojownika", gdzie system walki nie pozostawiał nic do życzenia, a upływ czasu pomiędzy wciśnięciem przycisku na myszce, a reakcją Księcia był niezauważalny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VEOiAqxeDr8/TwbqIUrAzuI/AAAAAAAABBc/Ps1DabM-hbY/s1600/prince-of-persia-20081113032911739.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://2.bp.blogspot.com/-VEOiAqxeDr8/TwbqIUrAzuI/AAAAAAAABBc/Ps1DabM-hbY/s320/prince-of-persia-20081113032911739.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prosta fabuła, prosta gra - jest się zatem czymkolwiek zachwycać? Zdecydowanie jest. Oprawa to majstersztyk, zarówno jeśli chodzi o grafikę, jak i muzykę. Nawet polski dubbing jakoś zdzierżyłem i nie przeszkadzał mi Zakościelny w tytułowej roli. Najlepiej wypadają scenerie, przy których projektanci popisali się niesamowitą wyobraźnią i talentem. Dla samego oglądania tych cudownych lokacji warto biegać tam i z powrotem, skakać, wspinać się i ciągle wracać, aby odszukiwać kolejne źródła światła. Szczególne wrażenie każda miejscówka robi po uleczeniu źródła światła, kiedy wszystko zaczyna porastać zielona trawa, a na doskonale błękitnym niebie pojawia słońce. Zdarza się, że człowiek nie wie gdzie podziać wzrok i zapomina, że musi się gdzieś złapać, przedłużyć skok, bądź odbić od ściany. Cel-shading, czyli technika sprawiająca, że trójwymiarowy obraz sprawia wrażenie tradycyjnej grafiki, sprawdza się tutaj doskonale. Podobnie jak muzyka, która świetnie buduje klimat. Warto w tym miejscu wspomnieć, o pięknym flashowym wprowadzeniu wykonanym na potrzeby strony promującej grę (na stronie znajduje się teraz materiał dotyczący "Zapomnianych Piasków", ale samo wprowadzenie można znaleźć pod &lt;a href="http://prince-of-persia.uk.ubi.com/intro/"&gt;tym adresem&lt;/a&gt;), w którym wykorzystano kawałek pt. "Breath me" artystki o imieniu Sia. Nieczęsto się zdarza, że tym, co wywołuje u mnie syndrom "jeszcze jednej misji", jest oprawa. W przypadku "Prince of Persia" tak się właśnie stało.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/Mg206YpaXlA/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Mg206YpaXlA&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/Mg206YpaXlA&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy zaczynałem grać byłem pewien, że wcześniej czy późnej odłożę "Prince of Persia" rocznik 2008 nie ukończywszy jej. Mało tego, nieco żałowałem, iż ta gra w ogóle powstała, żerując bezwstydnie na doskonałej trylogii zapoczątkowanej przez "Paski Czasu". Dzisiaj mam inne zdanie. "Prince of Persia" pozwoliła wziąć serii nowy oddech, być może nawet przyciągnąć do niej nowych fanów. I mimo, że hasła rzucane przez Księcia irytują w tej części nie mniej niż walki, to dostarcza ona tak konkretnych doznań estetycznych, że nie sposób przejść obok niej obojętnie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-1975757782924646002?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/1975757782924646002/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=1975757782924646002' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1975757782924646002'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1975757782924646002'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2012/01/prince-of-persia.html' title='Prince of Persia'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-V3G11hC0xXU/TwbpxEOFtAI/AAAAAAAABAs/jHQETXzGp4I/s72-c/prince-of-persia-20081126005313433.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-5280531876458990424</id><published>2011-12-24T00:48:00.002+01:00</published><updated>2011-12-24T00:52:27.249+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Trochę o "Drive"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Kiedy skończę pisać poniższy artykuł, będzie już pewnie grubo po północy, a kalendarz zacznie wyświetlać datę 24 grudnia - w związku z czym wypada zacząć od życzeń. Z okazji świąt życzę Wam wszystkiego dobrego (i myślę, że tyle wystarczy, gdyż każdy wie, co jest dla niego dobre). Życzenia noworoczne zostawiam z kolei na później, co możecie potraktować jako zapowiedź tego, że w mijającym roku pojawi się tutaj jeszcze jeden tekst.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-BAEHsy0-xPA/TvUPYZ23QQI/AAAAAAAABAg/zUHRNugQ6tM/s1600/drive_home_wallpaper_s.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-BAEHsy0-xPA/TvUPYZ23QQI/AAAAAAAABAg/zUHRNugQ6tM/s320/drive_home_wallpaper_s.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Początkowo miałem zamiar napisać coś na kształt recenzji, ale, kiedy byłem już przy trzecim akapicie, w odtwarzaczu rozbrzmiał "Nightcall" i zmieniłem zdanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Drive" to jeden z tych filmów, po który sięgnąłem w momencie, gdy nieco przycichł już cały szum wokół niego rozpętany. Właściwie to chciałem go zobaczyć już od dawna, ale jakoś się nie złożyło. W końcu - po kolejnej opinii na jego temat, w której podkreślona zostało nie tylko wyjątkowość obrazu, ale i towarzyszącej mu muzyki - nie wytrzymałem i zabrałem się do oglądania. No i film rzeczywiście super, a muzyka jeszcze lepsza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starczy jeśli wspomnę, że wspomniane na wstępnie "Nightcall", w przeciągu dwóch dni od seansu, odsłuchałem niezliczoną ilość razy. Przy okazji sięgnąłem po twórczość Kavinsky'ego, trafiając na mini album "1986". Stylistyczny powrót do lat osiemdziesiątych, okraszony dynamiczną animacją, w której główną rolę odgrywa Ferrari Testarossa, to pomysł może i kiczowaty, ale dla mnie po prostu piękny. Wyobraźcie sobie kolesia, który ma z tyłu nieco więcej włosów niż z przodu, pod nosem niewielkiego wąsa, na tymże nosie wielkie czarne okulary, a przyodziany jest w sportową kurtę, typową dla amerykańskich futbolistów i nastoletnich bohaterów pokroju Buda Tuckera (z gry "Podwójne kłopoty Buda Tuckera").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/SQSHg-SJXR8" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W muzyce Kavinsky'ego nawiązania do lat osiemdziesiątych odnaleźć można nie tylko w bohaterze teledysku do "Testarossa Autodrive", ale także w samej muzyce, która brzmi jakby była podrasowaną wersją melodii z jakiejś gry z tamtego okresu. No i sam motyw tytułowego auta - ikony swoich czasów, jednego z najbardziej charakterystycznych sportowych supersamochodów w historii motoryzacji. Słuchając utworów z "1986" w głowie pojawia się pewien szczególny obraz lat 80. To obraz wspólny dla pokolenia, które kultury popularnej owej dekady zasmakowało już na początku lat 90. Symbolem lat 80. dla tych ludzi już na zawsze pozostaną gry pokroju "Outrun" i seriale w rodzaju "Policjantów z Miami". Francuski twórca muzyki elektronicznej ten sentyment w mistrzowski sposób zawarł w swoich kompozycjach (przynajmniej tych, których dane było mi posłuchać). I nutka nostalgii za tymi czasami widoczna jest też w "Drive".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomniany film to powrót do epoki, w której bohaterami kina byli twardzi, milczący przystojniacy. Dzisiaj w filmie akcji najczęściej napotkać można wyszczekanego osiłka. Tutaj zamiast takiego typa pojawia się zamknięty w sobie samotnik o twarzy niewiniątka. Ale "Drive" nie daje się łatwo klasyfikować. Nawiązań można się tutaj doszukiwać całe mnóstwo - główny bohater jeździ samochodem niemal żywcem wyjętym z "Bullitta" czy "Znikającego punktu", ubraną ma kurtkę, której nie powstydziłby się "Mistrz kierownicy", a jego brutalność sprawia, że mógłby być którąś z postaci przewijających się przez "Pulp Fiction". Wszystkie te elementy są jednak zadziwiająco spójne i razem tworzą obraz, któremu niewiele można zarzucić (a na pewno nie wtórność).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Drive" zajmuje wysokie miejsca w pojawiających się już filmowych podsumowaniach roku i pewnie jeszcze będzie o nim głośno. Ze swojego doświadczenia wiem jednak, że dużo osób o obrazie Nicolasa Windinga Refna nie słyszało. Naprawdę warto zobaczyć ten film - choćby dla momentu, w którym obok siedzącego za kółkiem głównego bohatera pojawia się wielki, różowy napis tytułowy, a w tle rozbrzmiewają pierwsze dźwięki utworu Kavinsky'ego &amp;amp; Lovefoxxx.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-5280531876458990424?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/5280531876458990424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=5280531876458990424' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/5280531876458990424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/5280531876458990424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/12/troche-o-drive.html' title='Trochę o &quot;Drive&quot;'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-BAEHsy0-xPA/TvUPYZ23QQI/AAAAAAAABAg/zUHRNugQ6tM/s72-c/drive_home_wallpaper_s.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-8959238360946748304</id><published>2011-11-13T17:16:00.001+01:00</published><updated>2011-11-13T19:09:53.680+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sześciokącik StarCrafta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Sześciokącik StarCraft #18</title><content type='html'>&lt;i&gt;Siłą rozpędu - dzisiaj więcej oglądania niż czytania.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-I7m_8r65Y-E/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/zJvmTcfO_Zw/s1600/firebat.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="89" src="http://4.bp.blogspot.com/-I7m_8r65Y-E/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/zJvmTcfO_Zw/s320/firebat.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przy okazji dłuższego weekendu postanowiłem zerknąć na od dawna nieodwiedzaną witrynę &lt;a href="http://www.starcraft2.net.pl/"&gt;starcraft2.net.pl&lt;/a&gt;. Wśród masy informacji ze świata gwiezdnego e-sportu znalazłem jeden niezwykle interesujący filmik. Pogrzebałem dalej i trafiłem na kolejne rzeczy warte obejrzenia. Potem już tylko szybka wizyta na YouTube i w ten sposób powstał dzisiejszy wpis, będący w istocie kompilacją kilku starcraftowych animacji. Mam nadzieję, że nie trafił się wśród nich jakiś odgrzewany kotlet, którego już kiedyś linkowałem... Smacznego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na dobry początek proponuję jednak oficjalny trailer "Heart of the Swarm", który niecały miesiąc temu pojawił się w sieci i z miejsca zdobył moje serce.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/SG_3R9BoVvg/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/SG_3R9BoVvg&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/SG_3R9BoVvg&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Świetny, prawda? To teraz proponuję trailer do podstawki, który pojawił się w okolicy jej premiery, czyli pod koniec lipca 2010 roku.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/C_E83GfWM-A/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/C_E83GfWM-A&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/C_E83GfWM-A&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czemu go przypominam? Ano temu, żebyście właściwie odebrali poniższe cudeńko.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/JJbAT1wzS8U/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/JJbAT1wzS8U&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/JJbAT1wzS8U&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zatem kiedy wszyscy są już w dobrych nastrojach, proponuję dzisiejszy gwóźdź programu, w postaci amatorskiej animacji nawiązującej do pierwszego StarCrafta. Więcej informacji o tym dziele znajdziecie na &lt;a href="http://sclegacy.com/editorials/34-general/1095-final-metamorphosis"&gt;StarCraft Legacy&lt;/a&gt;. Dodam tylko, że autorem tej animacji, do której nijak nie pasuje potoczne znaczenie przymiotnika "amatorska", jest młody mieszkaniec Rumunii. W jej tworzeniu pomógł mu m.in. nasz rodak - Piotr Musiał, którego działem jest muzyka towarzysząca obrazowi. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/_kAJSswZPvI/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/_kAJSswZPvI&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/_kAJSswZPvI&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miałem w zanadrzu jeszcze kilka filmików, ale doszedłem do wniosku, że przy powyższym wszystkie one wyglądają żałośnie i to nawet pomijając fakt, że zamiarem ich twórców było rozbawienie widzów, a nie wywoływanie w nich zachwytu poziomem wykonania. Bo będąc szczerym, to przy przygodach kucyków te odrzucone animacje też jakoś nie bawią, zatem aby nie kończyć słabym akcentem zostawię je na kiedy indziej. Podobnie kiedy indziej porozczulam się nieco nad zmianami w jednostkach, które przyniesie ze sobą "Heart of the Swarm"...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-8959238360946748304?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/8959238360946748304/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=8959238360946748304' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8959238360946748304'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8959238360946748304'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/11/szesciokacik-starcraft-18.html' title='Sześciokącik StarCraft #18'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-I7m_8r65Y-E/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/zJvmTcfO_Zw/s72-c/firebat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-4858373770404531881</id><published>2011-11-12T16:22:00.001+01:00</published><updated>2011-11-12T18:48:40.729+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Sentymenty, nu metal i "Osiedle Swoboda"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Moje newsy na Alei Komiksu przestają być krótkimi, subiektywnymi informacjami, do ludzi, których ledwo znam, piszę maile długości kilku akapitów, a na fejsbuku wdaję się w dyskusje na temat warszawskiego Marszu Niepodległości... Wątpię, aby którekolwiek z powyższych wyszło mi na zdrowie. Wniosek zatem tylko jeden: pora wrócić do pisania bloga, zanim głód twórczego stukania w klawiaturę nie doprowadzi do tego, że zacznę komentować wiadomości na portalu gazeta.pl.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Parę dni temu, siedząc w robocie, odpaliłem sobie na YouTube playlistę z kawałkami Machine Head. Leciał numer za numerem, żmudne przeglądanie kolejnych teczek szło całkiem sprawnie, a ja znowu przypomniałem sobie, że ekipa kierowana przez Roberta Flynna robi kawał fajnej muzy. Trafiony falą nostalgii pogrzebałem w Wikipedii i okazało się, że chłopaki wypuścili niedawno nowy album. Nie oni jedni...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powiedzmy, że mija dekada, kiedy pojawiła się u mnie zajawka na muzykę, którą ignoranci i ci, którzy lubią proste kategoryzowanie muzyki, określiliby mianem nu metalu. Pod ten jakże pojemny termin podpiąć można zarówno to, co się z nim najbardziej kojarzy, czyli np. Korna i Limp Bizkit, ale także kapele, które od tego nurtu zaczynały bądź zaliczyły z nim krótki flirt, czyli np. Deftones, System of a Down, czy właśnie Machine Head. Ja do worka swoich ówczesnych fascynacji muzycznych dorzuciłbym jeszcze typowy rapcore, w postaci Rage Against the Machine. Z jednej strony jest zatem dosyć ambitny Deftones, z drugiej trashowy Machine Head, a z trzeciej irytujący Limb Bizkit. A to tylko wycinek nu metalowego tortu, bo przecież grzebiąc w jego kolejnych warstwach można znaleźć nawet Faith No More. I pewnie wiele osób się obruszy, że "jak to tak szmatławe kapele mieszać z wielkimi współczesnego rocka?". Może w tych głosach będzie sporo racji, ale sam termin nu metal jest na tyle mylący i niejednoznaczny, że dopasowanie do niego konkretnych zespołów jest po prostu niemożliwe. Niech będzie, że zespół nu metalowy w moim ujęciu, to taki, który w żaden sposób nie może legitymizować się dopiskiem death, black, power, doom (i innymi kanonicznymi określeniami towarzyszącymi słowu "metal", wyjąwszy może trash, gdyż kapele z tego nurtu dosyć chętnie przestrajały sobie gitary), a jego członkowie lubują się w spodniach bojówkach, skate'owych butach i dredach (oczywiście przymusu nie ma). I właśnie takiej muzy słuchałem namiętnie pod koniec szkoły średniej (właściwie to chyba przez jej większy kawałek). Potem trochę mi przeszło, skręciłem w kierunku punka, a teraz to już słucham niemal wszystkiego...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdzieś w schyłkowym okresie tego nu metalowego okresu życia odkryłem "Produkt" i "Osiedle Swoboda". Tak się złożyło, że akurat wracałem do komiksowego hobby (po kilkuletniej absencji) i na nowo odkrywałem piękno historii obrazkowych. "Osiedle Swoboda" było takim szokiem, że od razu pożyczyłem od kumpla jego kolekcję "Produktów" i z zapartym tchem wchłaniałem przygody Smutnego i reszty. "Produkt" upadł, na rynku pojawiła się kolorowa seria, a ja stałem się prawdziwym fanem Śledzia, bez narzekania łykającym wszystko, co wyszło spod jego ręki (nawet na pierwsze "Kompendium Wiedzy", kurzące się na półce, zerknąłem z nowym błyskiem w oku). Dodatkowym smaczkiem było, to że "Osiedle Swoboda" naszpikowane było nabazgranymi tu i ówdzie nazwami kapel, takich jak Korn, SOAD czy Soulfly. Zacząłem nawet rozglądać się za koszulką Deftonesów, w którą przyodziany był w jednym odcinku tytułowy bohater serii "Olaf_22", a naszywkę Machine Head (podobną do tej, jaką miał Niedźwiedź na swojej czapce) z dumą nosiłem na swojej torbie (i to już na studiach...).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Abstrahując na chwilę od nu metalu i minionej dekady, to chciałbym zaznaczyć, że muzykę lat 80-tych i 90-tych do tej pory uważam za najlepsze, co mogły kiedykolwiek usłyszeć moje uszy. Dotyczy to zwłaszcza polskich kapel - z jednej strony klasyczny punk i post punk, z drugiej (już w ostatniej dekadzie XX wieku) wynalazki pokroju Illusion, Flapjacka, KNŻ, Houka i innych. Teraz nadeszła moda na reaktywacje: Kazik na Żywo lada chwila wypuści nową płytę, Flapjack ciągle takową obiecuje, a Illusion znowu daje koncerty. Podobnie rzecz się ma z wielkimi, znanymi na całym świecie kapelami: Rage Against the Machine znowu wspólnie koncertują, tak samo System of a Down. Poza tym zeszłoroczne płyty Korna i Deftones są naprawdę dobre i mogą być argumentem przeciw twierdzeniom, że te kapele odcinają tylko kupony od dawnej popularności. Mało tego, muszę szczerze przyznać, że - wbrew moim wszelkim obawom i przewidywaniom - nieźle wypadła tegoroczna płyta najbardziej nu metalowej kapeli na świecie (w klasycznym rozumieniu tego terminu), czyli Limp Bizkit. Szkaradne opakowanie kryje naprawdę niezgorszą zawartość, która nowych fanów zespołowi na pewno nie przysporzy, ale jednocześnie nie odstraszy starych. Takich zespołów, które przeżywają swoja drugą młodość, jest dużo więcej - wystarczy choćby wymienić wspomniane na wstępie Machine Head (tak naprawdę będące zespołem trash metalowym, o czym dobitnie przekonuje na ostatnich albumach).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podobnie jest z "Osiedlem Swoboda". Drugi dodruk sprzedaje się ponoć jak świeże bułeczki, na grudzień Śledziu planuje start sieciowych epizodów nawiązujących do tej serii, a gdzieś na horyzoncie majaczy kontynuacja "OS", czyli "Centrum". Jak to zwykle bywa, sentymenty biorą górę nad moimi gustami i myślę sobie, że naprawdę dobrze się dzieje. Jak za dawnych, dobrych lat czytam "Osiedle Swoboda", zasłuchuję się Machine Head i liczę, że RATM ponownie wystąpi w Polsce, jako support mając KNŻ. Bojówek nigdy nie przestałem nosić, ale może pora na nowo zapuścić włosy?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-4858373770404531881?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/4858373770404531881/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=4858373770404531881' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4858373770404531881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4858373770404531881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/11/sentymenty-nu-metal-i-osiedle-swoboda.html' title='Sentymenty, nu metal i &quot;Osiedle Swoboda&quot;'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-5204746772039032388</id><published>2011-08-02T14:16:00.015+02:00</published><updated>2011-08-02T15:54:52.031+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='inne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Po trupach do celu, czyli gry o zombie a sprawa polska</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;W lipcu nieco się opuściłem, a wszysto przez to, że trochę spraw różnorakich mi spadło na łepetynę. Dzisiaj też nie proponuję nic świeżego, bo tekst, który skrobnąłem pod koniec marca. Poszedł na konkurs organizowany przez pewien znany miesięcznik o grach, ale nic nie zawojował, zatem wklejam go tutaj. Mam nadzieję, że wszyscy potraktują go z odpowiednim dystansem i żadnej burzy przypadkiem nie rozpętam. Poza tym poprzedni wpis ozdobiłem trzema skanami. Wyszły nieco koślawe, ale myślę, że dobrze prezentują ówczesną szatę graficzną "Resetu" (zaznaczam, że jego strony nie były jedynie białe).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kawałek autopromocji. Zapraszam do lektury wywiadu, który pod koniec czerwca przeprowadziłem z Rafałem Szłapą. Bardzo miło nam się gadało, a mój rozmówca machnął nawet z tej okazji dwie graficzki. Rzecz do przeczytania i obejrzenia na &lt;a href="http://komiks.nast.pl/artykul/5651/Marudzenie-o-superbohaterstwie-rozmowa-z-Rafalem-Szlapa/"&gt;Alei Komiksu&lt;/a&gt;. Przy okazji uprzedzam, że w sierpniu pewnie też zaniedbam bloga, gdyż swą aktywność twórczą planuję w większym stopniu skupić na wspomnianej Alei Komiksu i szeroko pojętej pracy naukowej. Mam tylko nadzieję, że cokolwiek z tych zamierzeń wyjedzie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrazek wykorzystany w tekście pochodzi ze strony internetowej &lt;a href="http://www.runa.pl/przedwiosnie-zywych-trupow.html"&gt;"Przedwiośnia żywych trupów&lt;/a&gt;, a jego autorką jest Dagmara Matuszak (artystka pojawiła się na pierwszej fotografii towarzyszącej relacji z &lt;a href="http://reset-forever.blogspot.com/2011/04/blok-komiksowy-przy-krakow-game-fusion.html"&gt;Bloku Komiksowego przy Krakow Game Fusion 2011&lt;/a&gt;). Przyznaję, że nieco przydługawe to wprowadzenie, zatem dla relaksu, przed lekturą właściwego artykułu, proponuję filmik.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;iframe frameborder="0" width="320" height="184" src="http://www.dailymotion.com/embed/video/xh2w7m?width=320"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.dailymotion.com/video/xh2w7m_trailer-dead-island_videogames" target="_blank"&gt;Trailer Dead Island&lt;/a&gt; &lt;i&gt; przez &lt;a href="http://www.dailymotion.com/Gameinvaders" target="_blank"&gt;Gameinvaders&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;Trailer „Dead Island” zrobił furorę. Już teraz wiadomo, że sama gra nie przejdzie bez echa – podobnie jak „Bulletstorm”, drugi „Wiedźmin” i najnowszy „Call of Juarez”. Polski miłośnik elektronicznej rozrywki może się tylko cieszyć. I ja się cieszę, ale jednocześnie kręcę nosem na brak swojskich akcentów w tych produkcjach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasne, nasi robią gry na światowym poziomie, to niech robią je dla światowego odbiorcy – nawet takiego, który myśli, że w naszym kraju żyją niedźwiedzie polarne. Tylko, jakoś mi tęskno za propagowaniem mej ojczyzny w grach. Może ktoś nie wie, że ww. produkcje powstały w Polsce, a przecież wystarczyłoby dać kilka elementów, które nie pozostawiłyby żadnych wątpliwości. Kiedyś bez swojskich akcentów nie mogła się obyć żadna rodzima gra komputerowa. Wystarczy wspomnieć choćby „Polan”, „Mortyra” i „Rezerwowe psy”. Ze współczesnych, topowych produkcji jedynie „Wiedźmin” pokazuje z jakiej ziemi się wywodzi - wszak powstał na kanwie najbardziej polskiego z cykli fantasy, którego autor z kolei czerpał garściami z mitologii słowiańskiej. Mimo to mam wątpliwości, czy na pewno każdy gracz łączy Wiedźmina z Polską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze wszystkich tegorocznych hitów największe nadzieje wiążę ze wspomnianym na wstępie „Dead Island”. Zombie to temat tak chwytliwy, że można śmiało stwierdzić, iż tak jak pojawienie się żywych trupów zwiastuje w fabule konkretną masakrę, tak sam fakt ich wykorzystania przez twórcę jest jednym z fundamentów sukcesu (oczywiście jakość samej produkcji pozostaje nadal elementem kluczowym). A gdyby tak połączyć polskość z zombie? Umarlaki pojawiały się już w różnych konfiguracjach i dekoracjach, więc czemu nie wysłać ich gdzieś między Odrę i Bug?Rodzime lasy i miasteczka naprawdę mogłyby być pięknym tłem dla historii o grupce niedobitków. Często w dziełach traktujących o zombie prawdziwym zagrożeniem są ludzie, a nie żywe trupy. Pomiędzy ocalałymi narasta napięcie, rodzą się konflikty, w reszcie dochodzi do eskalacji przemocy. Gdzie, jeśli nie w Polsce, ludzie są w stosunku do siebie bardziej nieufni i wrogo nastawieni? Wystarczy wyjechać autem na miasto, niedzielne popołudnie spożytkować na zakupach w hipermarkecie czy po prostu włączyć telewizor, aby uświadomić sobie, że rodacy wcale nie potrzebują plagi zombie, by żyć w stanie ciągłego zagrożenia, a każdą napotkaną osobę traktować jak adwersarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-tvwxoyfcFg0/TjfvZdMP91I/AAAAAAAABAY/fy7AOXacvu8/s1600/pzt_1024x768.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-tvwxoyfcFg0/TjfvZdMP91I/AAAAAAAABAY/fy7AOXacvu8/s320/pzt_1024x768.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636236679289239378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Można też sięgnąć do klasyki narodowej literatury. Na gruncie powieści fantastycznej zrobił tak Kamil Śmiałkowski, czego rezultatem „Przedwiośnie żywych trupów” - błyskotliwa przeróbka „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego. Już sam romantyzm przesiąknięty jest masą rozmaitych upiorów. Czemuż by nie skorzystać choćby z „Dziadów”, wszelkie straszydła przerabiając odpowiednio na zombie? Pozostaje przy tym pytanie: jak grę, która „bezcześci” narodową kulturę, odbierze ogół społeczeństwa? Jeśli tylko taka produkcja nie byłaby finansowana z państwowej kasy, to nie groziłby jej przemiał (jak było to w przypadku antologii komiksów o Chopinie), a nieco szumu medialnego tylko by jej pomogło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marzy mi się swojska „Dead Island” – może być współczesna, może historyczna, ale niech przebija z niej ten rodzimy pierwiastek, który nie pozostawi wątpliwości w jakim kraju gra powstała. Z drugiej strony, w egzotycznych kurortach coraz częściej usłyszeć można znajomy język, zatem może na wyspie z żywymi trupami będzie więcej Polaków niż można by początkowo sądzić...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-5204746772039032388?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/5204746772039032388/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=5204746772039032388' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/5204746772039032388'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/5204746772039032388'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/08/po-trupach-do-celu-czyli-gry-o-zombie.html' title='Po trupach do celu, czyli gry o zombie a sprawa polska'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-tvwxoyfcFg0/TjfvZdMP91I/AAAAAAAABAY/fy7AOXacvu8/s72-c/pzt_1024x768.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-6417569809037831087</id><published>2011-07-20T18:10:00.006+02:00</published><updated>2011-08-02T14:07:24.798+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='reset'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Dekada bez "Resetu"</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Osobisty tekst wspominkowy, do którego zabierałem się już od dłuższego czasu. Całość dosyć sentymentalna i pisana na żywca, zatem jej strawności zagwarantować nie mogę. A okładkę wrzucę, jak tylko ją zeskanuję - może jutro, może za tydzień.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/--llmvYjrSa4/TjfmfUC7yRI/AAAAAAAABAA/HwSAC3pGzDU/s1600/OstatniReset01.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 223px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/--llmvYjrSa4/TjfmfUC7yRI/AAAAAAAABAA/HwSAC3pGzDU/s320/OstatniReset01.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636226884308814098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Numer wakacyjny A.D. 2001 był ostatnim numerem Magazynu Cyber Niekulturalngo (wówczas to już właściwie Magazynu Niekulturalnego z Cybertalerzykiem, gdyż "Reset" u schyłku swego istnienia ukazywał się tylko w odmianie CD). Numerem dla mnie osobiście bardzo ważnym i jednym z tych, do których najczęściej wracam. Właśnie leży przede mną i zastanawiam się, jak go najlepiej opisać, aby ukazać specyfikę ostatnich "Resetów", które wcale nie ustępowały tym z najlepszego okresu rzeczonego pisma (czyli w moim odczuciu lat 1998-1999).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni "Reset" miał nieco większy format niż wcześniejsze numery, przy tym zacną objętość 116 stron (licząc z okładką) i masę różnych dóbr, w tym pełną wersją bardzo przyjemnej gry pt. "Wild Metal County" na jednej z dołączonych płyt. Na okładce witała czytelników sympatyczna pani o azjatyckich rysach twarzy (wnioskując po koszulce z logiem popularnego producenta odzieży sportowej, fotka nawiązywała do tematu numeru, czyli letnich gier sportowych). Bardzo istotny jest fakt, że był to pierwszy podwójny, lipcowo-sierpniowy, numer "Resetu". Wcześniej redakcja nie miała w zwyczaju robienia sobie, tak typowej np. dla "Secret Service", wakacyjnej przerwy. Z takiego stanu rzeczy tłumaczył się we wstępniaku Dr DeStroyer, kończąc swój wywód w następujący sposób: "I nie zapomnijcie wypatrywać w kioskach następnego "Re$etu". Już w połowie sierpnia. Będzie warto!". Wypatrywałem, wypatrywałem i nie wypatrzyłem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-f8q79Qpcbqc/TjfoRDGbfZI/AAAAAAAABAI/0RL83vIPcLs/s1600/OstatniReset02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-f8q79Qpcbqc/TjfoRDGbfZI/AAAAAAAABAI/0RL83vIPcLs/s320/OstatniReset02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636228838265159058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z tekstów na szczególną uwagę zasługuje wspomniany temat numery, a także "Sex, kłamstwa i gry komputerowe" (co nieco na temat promocji gier przy pomocy seksu, na przykładzie targów E3), obszerne recenzje "Desperados" i "Summonera" i oczywiście całe Odloty (m.in. teksty o transporcie pneumatycznym, Stephenie Kingu, biorytmach i masa innych dóbr). Tym, co rzuca się w oczy już od pierwszych stron, jest masa reklam, ale po latach jakoś one nie rażą i są świetnym świadectwem swoich czasów. Ot, choćby dodatek do "Diablo 2", świetna seria "Xplosiv", w ramach której wydawano automatowe klasyki Segi (m.in. "Virtua Fighter 2", "Sega Rally Championship", "The House of the Dead" i inne), ale też samochodziki firmy Burago, jakieś dziwne lody w kulkach czy zdrapki Tak Taka. Reklamy nierzadko zajmują dwie strony i skutecznie zwiększają objętość numeru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O czym warto jeszcze wspomnieć? Na pewno o poradniku do "Fallout Tactics" (kiedyś muszę wrócić do tej gry) i aż sześciu stronach tego, z czego "Reset" słynie po dziś dzień, czyli komiksu Adlera i Piątkowskiego. Ogólnie 51. numer Niekulturalnego to kawał dobrej lektury na wakacje, na który i owszem można było z różnych względów kręcić nosem (choćby przesytu reklam, braku plakatu, czy tego, że jest to numer podwójny), ale na pewno nikt nie spodziewał się, że będzie on łabędzim śpiewem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepsze, że wówczas postanowiłem napisać pierwszy list do redakcji. Oczywiście pełen był wazeliny, poza tym, z tego co pamiętam, zasugerowałem, że fajnym pełniakiem byłby "Warhammer 40k: Chaos Gate" (takim będącym w zasięgu redakcji - przynajmniej tak wówczas sądziłem). Nie jestem pewien czy, chcąc jeszcze bardziej ufajnić swój list, obok standardowego podpisu nie zakończyłem go odciskiem własnego kciuka (będącym nawiązaniem do charakterystycznego loga "Resetu"). Dostęp do internetu wiązał się wówczas z wizytą w kafejce, maila na posiadałem, zatem oczywiste jest, że list napisałem ręcznie. Po cichu liczyłem, że zostanie wydrukowany, więc z dodatkową niecierpliwością czekałem na kolejny numer. Web 2.0 miał się pojawić za kilka lat, zatem jedyną formą "zaistnienia" były wówczas listy do redakcji. Każdy, kogo wydrukowali, ciszył się jak dziecko i z dumą mógł pokazywać pismo z własnym listem rodzinie, znajomym, a po latach pewnie i dzieciom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Gr6nrPzDL08/TjfoXMzgDQI/AAAAAAAABAQ/SJX0S8CLSYU/s1600/OstatniReset03.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 216px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Gr6nrPzDL08/TjfoXMzgDQI/AAAAAAAABAQ/SJX0S8CLSYU/s320/OstatniReset03.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636228943949335810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie doczekałem się wrześniowego "Resetu", wydrukowania listu, w reszcie pisma o grach, które godnie by zastąpiło Cyber Niekulturalnego. "Reset" stał się z czasem legendą, powstał "Reset Forever", po latach i on zniknął, zaś ja założyłem tego bloga, w którym pod kultowym logiem walę smuta za smutem... A dziesięć lat minęło ot tak - niczym pstryknięcie środkowym palcem o ubabrany tuszem kciuk.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-6417569809037831087?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/6417569809037831087/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=6417569809037831087' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6417569809037831087'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6417569809037831087'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/07/dekada-bez-resetu.html' title='Dekada bez &quot;Resetu&quot;'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/--llmvYjrSa4/TjfmfUC7yRI/AAAAAAAABAA/HwSAC3pGzDU/s72-c/OstatniReset01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-1595015023335845935</id><published>2011-06-30T22:11:00.011+02:00</published><updated>2011-07-03T16:32:17.022+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Dwa komiksy, o których prawie nikt nie słyszał</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Może zdążę przed północą, dzięki czemu czerwiec zamknie się dwoma postami. Do dzieła zatem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to jakoś już ostatnio mam, że na ciekawsze komiksy trafiam w sieci niż na papierze. Pewnie to przez to, że przywykłe do monitorowej poświaty oczy zaczęły łatwiej przysposabiać wszelkie treści w formie cyfrowej niż papierowej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjątkowo postanowiłem opisać dwa komiksy w jednym tekście. Celowo nie nazywam go recenzją, gdyż nie można recenzować rzeczy, której w całości się nie przeczytało. A tak się złożyło, że komiksy, które przedstawię miały, co prawda, swą papierową premierę, lecz w internecie można znaleźć ich spore fragmenty. I właśnie o tych fragmentach będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oba dzieła spokojnie można określić mianem komiksowej alternatywy (i to takiej przez duże A). Prezentują jednak dwa skrajne bieguny tejże alternatywy. Pierwszy jest wulgarny, niesmaczny i niesamowicie zabawny, drugi za to poważny, realistyczny i... brzydki. Dzieli je również dekada, gdyż pierwszy ukazał się parę dni temu, a drugi ma już na karku dobre 10 lat. Oba nie mają szans trafić do szerszego grona odbiorców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-ywxfayFWmm4/TgzoSVzUD2I/AAAAAAAAA_w/j7MDi8NpfSQ/s1600/La_Masakra_okladka.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ywxfayFWmm4/TgzoSVzUD2I/AAAAAAAAA_w/j7MDi8NpfSQ/s320/La_Masakra_okladka.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5624125436466564962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj trafiłem na informację o dziele pt. "La Masakra" niejakiego Maxa Atlanty. Ów dzieło wydane zostało z okazji Bałtyckiego Festiwalu Komiksu przez ekipę stojącą za zinem "Biceps". "La Masakra" narodziła się jednak jako webkomiks na blogowym silniku i właśnie w tej postaci dostępnych jest większość opowieść z wspomnianego albumu. Muszę przyznać, że dawno nie czytałem równie chorej rzeczy. Takiej jazdy bez trzymanki nie urządzali Termos i Fil, a wydaje mi się, że i nawet Ojciec Rene. Każda plansza to jedna historia zakończona puentą. I to taką puentą jakiej naprawdę nikt się nie spodziewa. Zatem jest niespodziewanie. Jak jeszcze? Ładnie. Co prawda kreska w "La Masakrze" jest wyraźnie stawiana naprędce, jednak na pewno nie można jej nazwać niechlujną, a autora, czyli Maxa Atlany, nieutalentowanym. Zresztą wystarczy uważniej przyjrzeć się ilustracjom, aby rozpoznać w nich styl pewnego młodego, cenionego i ostatnio nieco mniej aktywnego komiksiarza (a może się mylę?). Przede wszystkim jest jednak zabawnie (lecz w ten specyficzny sposób, który kulturalne osoby napawa obrzydzeniem, a nie śmiechem). Czytając te jednoplanszówki bawiłem się równie dobrze, jak w latach 90-tych przy słuchaniu kawałków Nagłego Ataku Spawacza, czy w połowie zeszłej dekady przy okazji Arki Satana. Tak czy owak, wstyd się śmiać z takich rzeczy, więc nikomu nie polecam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-XjYVoETIbL8/Tgzob8b_EbI/AAAAAAAAA_4/ELSCmbc9x9U/s1600/sasnal_zycie_codzienne_320.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 224px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-XjYVoETIbL8/Tgzob8b_EbI/AAAAAAAAA_4/ELSCmbc9x9U/s320/sasnal_zycie_codzienne_320.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5624125601456525746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Drugi komiks, który pragnę przedstawić światu (czyli tak naprawdę kilku osobom, które czytają ten tekst), to "Życie codzienne w Polsce w latach 1999-2001" Wilhelma Sasnala. O dziele tym przeczytałem w książce "Kultura niezależna w Polsce 1989-2009", a konkretnie w zamieszczonym w tejże artykule autorstwa Jakuba Woynarowskiego. Dotarło wówczas do mnie, że dziesięć lat temu pojawił się w Polsce świetny komiks obyczajowy, o którym do tej pory nie miałem bladego pojęcia. Dzisiaj postanowiłem w pewnym stopniu nadrobić tę zaległość i dotarłem do jednego z epizodów, które składają się na komiks Sasnala. I jestem naprawdę oczarowany. Uwielbiam wszelkie autobiograficzne opowieści, a zwłaszcza takie, z którymi mogę się w jakimś stopniu identyfikować. A zaprezentowane tutaj, tytułowe życie codzienne w Polsce w latach 1999-2001 jest niesamowicie znajome, mimo że przecież dzieli mnie od niego cała dekada (tylko ceny wyższe...). Na pewno wiele osób odrzuci od tego komiksu specyficzna kreska, która z ust przeciętnego czytelnika nie doczeka się innego określenia niż "brzydka" (lub synonimu, niekiedy mniej eleganckiego, tegoż). Ale tak już rysuje Sasnal. Zresztą to artysta, którego obrazy sprzedają się za setki tysięcy dolarów, więc taki laik jak ja nawet nie powinien próbować w jakikolwiek sposób komentować jego stylu. Mnie osobiście te charakterystyczne ilustracje bardzo się podobają, tak samo zresztą jak zaprojektowane przez omawianego twórcę okładki płyt Siekiery i Kryzysu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zestawianie tak różnych komiksów jak "La Masakra" i "Życie codzienne w Polsce w latach 1999-2001" może wydawać się sporym nadużyciem. Cóż też sobie myślałem, robiąc tak niemądrą rzecz? Ano, że naprawdę fajnie, iż są rodzime komiksy, które potrafią mnie mocno zaskoczyć, a przy tym dostarczyć porządnej (jakże przy tym różnej) radochy podczas lektury. Pewnie nie będzie to łatwe zadanie, ale postaram się upolować papierowe wcielenia omawianych dzieł. Na razie muszą mi wystarczyć cyfrowe próbki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto linki do nich:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://lamasakra.blogspot.com/"&gt;La Masakra&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://raster.art.pl/sasnal/80m2.pdf"&gt;Życie codzienne w Polsce w latach 1999-2001&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-1595015023335845935?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/1595015023335845935/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=1595015023335845935' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1595015023335845935'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1595015023335845935'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/06/dwa-komiksy-o-ktorych-prawie-nikt-nie.html' title='Dwa komiksy, o których prawie nikt nie słyszał'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ywxfayFWmm4/TgzoSVzUD2I/AAAAAAAAA_w/j7MDi8NpfSQ/s72-c/La_Masakra_okladka.png' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-6633941301391481727</id><published>2011-06-04T13:24:00.011+02:00</published><updated>2011-06-05T14:10:06.221+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sześciokącik StarCrafta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Sześciokącik StarCraft #17</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Niemal 10 miesięcy minęło od ostatniego wpisu dot. "StarCrafta". Bardzo chciałem, aby moje wrażenia z gry pojawiały się na bieżąco, lecz jakoś tak wyszło, że zbyt wiele uwagi poświęcałem samej rozgrywce, w związku z czym nie miałem już siły na pisanie o niej. Od kilku dobrych miesięcy już nie gram w "StarCrafta II". Ile miałem, tylko pograłem (aczkolwiek w wakacje planuję powrócić do "SC II" i nieco punktów nabić) - cała kampania na poziomie normalnym i trudnym, ok. 10 misji na brutalnym, troszkę na BN (nie na tyle jednak, by dostać się do jakiejś ligi). Po prostu, dla mnie kluczowy jest tryb single. Teraz mogę znowu skupić się na tym, co doskonale Blizzard umożliwia, czyli na czekaniu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a Orenburg="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s1600-h/firebat.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 90px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s320/firebat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415908210277446738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Heart of the Swarm", czyli pierwszy dodatek do "SC II", doczekał się &lt;a href="http://eu.battle.net/sc2/pl/game/heart-of-the-swarm-preview/"&gt;swojej strony&lt;/a&gt;, a to znaczy tyle, że można już spokojnie odliczać czas do jego premiery. Tą pierwotnie planowano na grudzień bieżącego roku, jednak coś mi mówi, że tak szybko ona nie nastąpi. Obstawiam pierwszy kwartał 2012, będąc świadomym, że równie dobrze premiera może nastąpić dopiero za rok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-gMjie6v9Awc/TeoiqiqjZcI/AAAAAAAAA_Q/lIW4Zk12yF0/s1600/swarm-screenshot06-large.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-gMjie6v9Awc/TeoiqiqjZcI/AAAAAAAAA_Q/lIW4Zk12yF0/s320/swarm-screenshot06-large.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5614337999725880770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Grunt, że są pojawiły się już obrazki, zarys fabuły, a przede wszystkim dwa filmiki: &lt;a href="http://eu.battle.net/sc2/pl/media/videos/?view&amp;keywords=heart-of-the-swarm#/heart-of-the-swarm-teaser"&gt;teaser&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://eu.battle.net/sc2/pl/media/videos/?view&amp;keywords=heart-of-the-swarm#/heart-of-the-swarm-gameplay"&gt;prezentacja gameplaya&lt;/a&gt;. Teaser jak to teaser - cieszy, ale pozostawia niedosyt. Jak już pojawi się trailer z prawdziwego zdarzenia, to na pewno zrzuci czapkę z łba. Na razie jest naprawdę nieźle. Co do prezentacji rozgrywki, to można mieć mieszane uczucia. Kerrigan będzie oczywiście kluczową postacią i w samych misjach pewnie spotkamy ją jeszcze częściej niż Raynora w "Wings of Liberty". Szkoda tylko, że nie jest to ta sama ruda "duszyczka", co w pierwszym "SC". Blizzard zaprezentował coś w pół drogi pomiędzy Królową Ostrzy, a żeńskim Ghostem pokroju Novy. Skoro główna bohaterka "Heart of the Swarm" postanowiła nie opuszczać zergów, to dlaczego przywdziała terrańskie wdzianko? To oczywiście tylko czepianie się, którego nie mogłem sobie odpuścić...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-waLvRaglDyY/Teoi-8sN5VI/AAAAAAAAA_Y/YLYG_yiQSgI/s1600/swarm-screenshot20-large.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-waLvRaglDyY/Teoi-8sN5VI/AAAAAAAAA_Y/YLYG_yiQSgI/s320/swarm-screenshot20-large.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5614338350309565778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę gameplay prezentuje coś dużo bardziej istotnego, czyli rangę, jaką podczas misji odegra Kerrigan. Widać wyraźnie, że bohaterka całego zamieszania dostanie własny panel ulepszeń, co nasuwa przypuszczenia, że jej rola w misjach będzie więcej niż pomocnicza. O ile Raynor był po prostu mocną jednostką, o tyle Kerrigan będzie prawdopodobnie kluczem do zwycięstwa. Obawiam się, czy fakt ten nie zaburzy RTS-owego modelu rozgrywki (oczywiście dot. to trybu single player). Blizzard zawsze lubił w swoich strategiach dodawać elementy RPG i zawsze wychodziło to bardzo sprawnie (np. w "WarCraft III"), jednak rola armii pozostawała przy tym kluczowa. Czy tutaj będzie podobnie? Wszak największą potęgą Kerrigan tak naprawdę nie są jej umiejętności, lecz Rój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-jy_4EdwLz44/TeojJ6FPp4I/AAAAAAAAA_g/DjlUKDxBWgs/s1600/swarm-artwork12-large.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-jy_4EdwLz44/TeojJ6FPp4I/AAAAAAAAA_g/DjlUKDxBWgs/s320/swarm-artwork12-large.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5614338538587793282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Moje wątpliwość budzi również dodanie zimowego światu. Z samych dekoracji i map niezmiernie się cieszę, ale jakoś średnio mi one pasują do zergów. Przypominam, że mowa tutaj o robalach, a robale nie lubią zimna. W fabule znajdzie to wytłumaczenie faktem, że Kerrigan pracuje nad ewolucją Roju w kierunku odporności na niskie temperatury. Jakoś mnie to nie przekonuje, jednak wierzę, że sytuację uratuje zaginiony szczep, który dawno temu został posłany na lodową planetę Kaldir i który, jak można wnioskować po jednym z concept artów, zmienił się w robaczki pokryte białym futerkiem. Niemniej mogli z tymi zimowymi klimatami poczekać i wrzucić je do trzeciego dodatku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-NXawqoTfdas/TeojQWbg65I/AAAAAAAAA_o/RNql_DUI9nM/s1600/swarm-artwork04-large.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 198px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-NXawqoTfdas/TeojQWbg65I/AAAAAAAAA_o/RNql_DUI9nM/s320/swarm-artwork04-large.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5614338649276607378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pomarudziłem, ale wierzę, że pierwszy dodatek do "SC II" w niczym nie będzie ustępował podstawce. Specjalnością zergów jest ewolucja, zetem wszelkie ulepszenia będą rzeczą całkowicie naturalną. Wybór pomiędzy trzema zerglingami z jednego jaja lub pozostaniem przy dwóch, ale za to takich, które potrafią błyskawicznie doskoczyć do wroga - to jeden z przykładów. Bardzo jestem też ciekaw nowych bohaterów, takich jak zbuntowane królowe czy Izsha - doradca, a jednocześnie pamięć Kerrigan z czasów, gdy była Królową Ostrzy. No i jak w tym całym zamieszaniu odnajdzie się Jim Raynor? Chyba nie po to przywrócił swej ukochanej ludzką postać, aby mu się wyślizgnęła... Zresztą ma chłop nauczkę, wszak znał proroctwo Zeratula i wiedział, że tylko Sarah może uratować wszechświat. Ale to już temat na oddzielny wpis.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-6633941301391481727?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/6633941301391481727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=6633941301391481727' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6633941301391481727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6633941301391481727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/06/szesciokacik-starcraft-17.html' title='Sześciokącik StarCraft #17'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s72-c/firebat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-4170878321380322773</id><published>2011-05-08T12:09:00.040+02:00</published><updated>2011-05-08T14:31:14.121+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Relacja z Brukseli'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Relacja z Brukseli #4</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ostatni atak zimy okazał się jednodniowym, zatem - jak to zwykle przy pięknej pogodzie bywa - siedzę przed kompem, wdycham świeże powietrze i mrużę oczy, gdyż promienie słoneczne odbijają się od czego tylko mogą. Dzisiaj proponuję powrót do wydarzenia sprzed dwóch lat. Mam nadzieję, że nikomu tak stary kotlet nie zaszkodzi (zdjęcia, które poniżej zamieszczam, jeszcze nigdzie nie były wrzucane).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Równo dwa lata temu rozpoczęła się wyprawa do Brukseli. Szerszą relację z podróży znaleźć można &lt;a href="http://reset-forever.blogspot.com/2009/05/relacja-z-brukseli-1.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. Rok temu powrzucałem nieco zdjęć dokumentujących to wydarzenie, jednak ciągle sporo ich zalega na dysku. Druga rocznica wycieczki to całkiem dobry pretekst, aby kolejną ich cząstkę pokazać światu. Zapraszam zatem na spacer uliczkami belgijskiej stolicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-UBnob8-Pips/TcZ5OX_QPII/AAAAAAAAA60/U-zGiHNqZk4/s1600/DSC03510.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-UBnob8-Pips/TcZ5OX_QPII/AAAAAAAAA60/U-zGiHNqZk4/s320/DSC03510.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604300074173611138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Pomnik Gastona akurat był w renowacji&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-kVbd8vopLWQ/TcZ5U9hrGiI/AAAAAAAAA68/5-MUXN3FqWE/s1600/DSC03523.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-kVbd8vopLWQ/TcZ5U9hrGiI/AAAAAAAAA68/5-MUXN3FqWE/s320/DSC03523.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604300187329305122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Największy kadr komiksowy na świecie (oczywiście z "Tintina")&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-yPN57V4p9Lg/TcZ5bTzO83I/AAAAAAAAA7E/nr_ig53TrUo/s1600/DSC03528.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-yPN57V4p9Lg/TcZ5bTzO83I/AAAAAAAAA7E/nr_ig53TrUo/s320/DSC03528.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604300296387752818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Nie tylko w Polsce spotkać można trunki o diabolicznych nazwach i etykietach&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-C6kZEG5TnkY/TcZ5hPKRjmI/AAAAAAAAA7M/e3F1d2cAt8k/s1600/DSC03536.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-C6kZEG5TnkY/TcZ5hPKRjmI/AAAAAAAAA7M/e3F1d2cAt8k/s320/DSC03536.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604300398221430370" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Jeśli już w Brukseli kupować obrazy to oczywiście Roya Lichtensteina&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-YsCZIz-vkcc/TcZ5mii4KNI/AAAAAAAAA7U/b4NU7J8tXdg/s1600/DSC03538.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-YsCZIz-vkcc/TcZ5mii4KNI/AAAAAAAAA7U/b4NU7J8tXdg/s320/DSC03538.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604300489324243154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Figurki, figurki, figurki (jest kardynał, są i cycki)&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-vdM5IUONiu4/TcZ5rut9rRI/AAAAAAAAA7c/mG2aZojZ4PI/s1600/DSC03540.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-vdM5IUONiu4/TcZ5rut9rRI/AAAAAAAAA7c/mG2aZojZ4PI/s320/DSC03540.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604300578491313426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Loisel razy pięć (w sam raz do przedpokoju)&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-o58mJ5F3GK8/TcZ5wJZSbaI/AAAAAAAAA7k/cNUN2Mu6FaY/s1600/DSC03541.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-o58mJ5F3GK8/TcZ5wJZSbaI/AAAAAAAAA7k/cNUN2Mu6FaY/s320/DSC03541.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604300654371827106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Naprawdę w Brukseli jest czym ściany zapełniać&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-YaTm9-CAfNc/TcZ503hRn2I/AAAAAAAAA7s/tgXelwaZb3I/s1600/DSC03545.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-YaTm9-CAfNc/TcZ503hRn2I/AAAAAAAAA7s/tgXelwaZb3I/s320/DSC03545.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604300735472836450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Okładka piątego tomu "Skargi Utraconych Ziem" w wersji dla bogatych&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-5TE6Jy52ho4/TcZ57Ju2Z3I/AAAAAAAAA70/UpMGBCGuiSA/s1600/DSC03547.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-5TE6Jy52ho4/TcZ57Ju2Z3I/AAAAAAAAA70/UpMGBCGuiSA/s320/DSC03547.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604300843440826226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Brukselskie graffiti&lt;/center&gt; &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-kGeVUKYRaBg/TcZ6BZ8s12I/AAAAAAAAA78/uxxM9nqHgco/s1600/DSC03548.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-kGeVUKYRaBg/TcZ6BZ8s12I/AAAAAAAAA78/uxxM9nqHgco/s320/DSC03548.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604300950873102178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #1&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-BKS9JznlFwE/TcZ6HMemZtI/AAAAAAAAA8E/G2ihIjTevcc/s1600/DSC03549.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-BKS9JznlFwE/TcZ6HMemZtI/AAAAAAAAA8E/G2ihIjTevcc/s320/DSC03549.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604301050336405202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #2&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Sku6G9WuIlM/TcZ6MrFUhxI/AAAAAAAAA8M/prYlxXjhCxE/s1600/DSC03552.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Sku6G9WuIlM/TcZ6MrFUhxI/AAAAAAAAA8M/prYlxXjhCxE/s320/DSC03552.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604301144451221266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #3&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Vf3Q0aqsXeU/TcZ6Sujf5qI/AAAAAAAAA8U/NypbSaumN4I/s1600/DSC03559.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Vf3Q0aqsXeU/TcZ6Sujf5qI/AAAAAAAAA8U/NypbSaumN4I/s320/DSC03559.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604301248462317218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Symbol miasta (też wymyślili...)&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-e3dFWOUQ43k/TcZ6YLzVfPI/AAAAAAAAA8c/0u_6iPWe43M/s1600/DSC03562.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-e3dFWOUQ43k/TcZ6YLzVfPI/AAAAAAAAA8c/0u_6iPWe43M/s320/DSC03562.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604301342212717810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #4&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ziivwNFGeMA/TcZ6esg6nSI/AAAAAAAAA8k/U_BlE0Mtu3o/s1600/DSC03564.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ziivwNFGeMA/TcZ6esg6nSI/AAAAAAAAA8k/U_BlE0Mtu3o/s320/DSC03564.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604301454073044258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;To się nazywa witryna sklepowa&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-5ciZdz1AVx4/TcZ6kwedDMI/AAAAAAAAA8s/pylTqEUcTbA/s1600/DSC03566.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-5ciZdz1AVx4/TcZ6kwedDMI/AAAAAAAAA8s/pylTqEUcTbA/s320/DSC03566.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604301558215675074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #5&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-jHIfE1CuhWM/TcZ6rxeWfYI/AAAAAAAAA80/pwgOM4kwI4M/s1600/DSC03567.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-jHIfE1CuhWM/TcZ6rxeWfYI/AAAAAAAAA80/pwgOM4kwI4M/s320/DSC03567.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604301678742764930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Tak, ta rynna naprawdę jest narysowana&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-LUzfO_Gxua4/TcZ6w_XT7NI/AAAAAAAAA88/9V_HNSFb6-A/s1600/DSC03569.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-LUzfO_Gxua4/TcZ6w_XT7NI/AAAAAAAAA88/9V_HNSFb6-A/s320/DSC03569.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604301768370678994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #6 - jeden z piękniejszych przystanków (jego otoczenie już tak piękne nie było)&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-TLz-F-qweSk/TcZ62gkW9xI/AAAAAAAAA9E/de1AT3Bl2H8/s1600/DSC03575.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-TLz-F-qweSk/TcZ62gkW9xI/AAAAAAAAA9E/de1AT3Bl2H8/s320/DSC03575.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604301863183120146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #7 - w końcu jakaś znajoma postać&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-K1E9nfzRBCA/TcZ6-PtU2eI/AAAAAAAAA9M/Xzvbd3dTze4/s1600/DSC03576.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-K1E9nfzRBCA/TcZ6-PtU2eI/AAAAAAAAA9M/Xzvbd3dTze4/s320/DSC03576.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604301996096281058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #8 - Nemo i kilka zwierzaków&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-P9QGMxuaIuI/TcZ7D3TR4fI/AAAAAAAAA9U/NyesE9GNmbA/s1600/DSC03578.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-P9QGMxuaIuI/TcZ7D3TR4fI/AAAAAAAAA9U/NyesE9GNmbA/s320/DSC03578.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604302092623798770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #9 - tu już prawdziwy komiks&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-wArP56LH3jI/TcZ7KbGZ5-I/AAAAAAAAA9c/bHYZLrZegWk/s1600/DSC03580.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-wArP56LH3jI/TcZ7KbGZ5-I/AAAAAAAAA9c/bHYZLrZegWk/s320/DSC03580.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604302205312690146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #10&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-YdLMFg_bY_g/TcZ7RZIK7bI/AAAAAAAAA9k/okJyp3KzUlY/s1600/DSC03584.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-YdLMFg_bY_g/TcZ7RZIK7bI/AAAAAAAAA9k/okJyp3KzUlY/s320/DSC03584.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604302325042310578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #11&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-W-OwuYRTId8/TcZ7aD9I46I/AAAAAAAAA9s/FIpCW23NFDU/s1600/DSC03594.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-W-OwuYRTId8/TcZ7aD9I46I/AAAAAAAAA9s/FIpCW23NFDU/s320/DSC03594.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604302473977717666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Całkiem oryginalna restauracja&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/--CfEGocOLqw/TcZ7rCUHivI/AAAAAAAAA90/--wREFVv0bY/s1600/DSC03596.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/--CfEGocOLqw/TcZ7rCUHivI/AAAAAAAAA90/--wREFVv0bY/s320/DSC03596.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604302765595003634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Pomnik króla Alberta I&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-fqzdir8iTbc/TcZ7wYNRCbI/AAAAAAAAA98/W5PrX7c7Y-M/s1600/DSC03600.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-fqzdir8iTbc/TcZ7wYNRCbI/AAAAAAAAA98/W5PrX7c7Y-M/s320/DSC03600.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604302857371191730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trochę zieleni (aby oczy odpoczęły)&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-X2guPGa5yEk/TcZ705LW3nI/AAAAAAAAA-E/ALdkEo5KE9A/s1600/DSC03604.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-X2guPGa5yEk/TcZ705LW3nI/AAAAAAAAA-E/ALdkEo5KE9A/s320/DSC03604.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604302934941032050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Architektura secesyjna w pełnej krasie&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-nwaPMAlaVyA/TcZ77Nt0AhI/AAAAAAAAA-M/mbKZrtu8kRs/s1600/DSC03630.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-nwaPMAlaVyA/TcZ77Nt0AhI/AAAAAAAAA-M/mbKZrtu8kRs/s320/DSC03630.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604303043533472274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Budynek Komisji Europejskiej o zmierzchu&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-qiBcOk624yU/TcZ8A54IJiI/AAAAAAAAA-U/mBhRH-pAsgg/s1600/DSC03648.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-qiBcOk624yU/TcZ8A54IJiI/AAAAAAAAA-U/mBhRH-pAsgg/s320/DSC03648.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604303141287241250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Jedna ze stacji brukselskiego metra&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Cv2VTQ12R9s/TcZ8FjzNmSI/AAAAAAAAA-c/vahCGzdnF4A/s1600/DSC03650.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Cv2VTQ12R9s/TcZ8FjzNmSI/AAAAAAAAA-c/vahCGzdnF4A/s320/DSC03650.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604303221260392738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Nawet plakat festiwalu filmowego jest tu komiksowy&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-D2988qv_oSo/TcZ8LJgAy6I/AAAAAAAAA-k/uMeh3eM_VUo/s1600/DSC03670.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-D2988qv_oSo/TcZ8LJgAy6I/AAAAAAAAA-k/uMeh3eM_VUo/s320/DSC03670.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604303317279755170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Wieża w parku&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-642_VdPrwAE/TcZ8QnHXDKI/AAAAAAAAA-s/B5TIp0B1IM0/s1600/DSC03674.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-642_VdPrwAE/TcZ8QnHXDKI/AAAAAAAAA-s/B5TIp0B1IM0/s320/DSC03674.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604303411128765602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Muzeum Komiksu zaznacza swą obecność na każdym kroku&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-VLUZVVPzf1Y/TcZ8WExR4_I/AAAAAAAAA-0/tYZUd9hn0Ws/s1600/DSC03709.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-VLUZVVPzf1Y/TcZ8WExR4_I/AAAAAAAAA-0/tYZUd9hn0Ws/s320/DSC03709.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604303504988562418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Trasa Komiksowa #12 - poza centrum, przy parku miniatur&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-iBEztOmkak4/TcZ8a48XYzI/AAAAAAAAA-8/HPDPNa13XCc/s1600/DSC03904.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-iBEztOmkak4/TcZ8a48XYzI/AAAAAAAAA-8/HPDPNa13XCc/s320/DSC03904.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604303587713180466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;W parku nawet psy mogą natknąć się na rysunkowe akcenty&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-92xw7w0h0c4/TcZ8frn_UmI/AAAAAAAAA_E/FSbo2jv1nxs/s1600/DSC03913.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-92xw7w0h0c4/TcZ8frn_UmI/AAAAAAAAA_E/FSbo2jv1nxs/s320/DSC03913.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604303670037402210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;A na koniec wszechobecny Tintin (tym razem na lotnisku)&lt;/center&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-4170878321380322773?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/4170878321380322773/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=4170878321380322773' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4170878321380322773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4170878321380322773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/05/relacja-z-brukseli-4.html' title='Relacja z Brukseli #4'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-UBnob8-Pips/TcZ5OX_QPII/AAAAAAAAA60/U-zGiHNqZk4/s72-c/DSC03510.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-3034652846571400703</id><published>2011-05-03T14:04:00.007+02:00</published><updated>2011-05-03T19:48:28.349+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Thor</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jest 3 maja 2011 roku, Opole przykrywa pokaźna warstwa śniegu, a tzw. weekend majowy dobiega powoli końca. Nie pozostaje zatem nic innego, jak skrobnąć kilka słów nt. filmu, który dane mi było zobaczyć dwa dni temu. Właściwie to w tytule powinno być "Thor 3D", gdyż złamałem postanowienie nie chodzenia na produkcje trójwymiarowe i udałem się do IMAXA. Muszę przyznać, że nie żałuję i ten rodzaj sal kinowych naprawdę nadaje się do 3D (w przeciwieństwie do klasycznych multipleksów, gdzie dają człowiekowi okulary i myślą, że to wystarczy). A zamiast plakatu całkiem ładny concept art.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-R22Z6YuNKUA/TcAAprjiD-I/AAAAAAAAA6k/OpaBm8zn0LE/s1600/Thor.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 154px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-R22Z6YuNKUA/TcAAprjiD-I/AAAAAAAAA6k/OpaBm8zn0LE/s320/Thor.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5602478652515291106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oczekiwania względem filmowego "Thora" miałem raczej umiarkowane - dochodząc do wniosku, jeśli utrzyma się na poziomie większości marvelowskich adaptacji, to będzie naprawdę dobrze. Już na wstępie muszę zaznaczyć, że było lepiej niż dobrze, a ekranowy występ Boga Piorunów spokojnie można postawić obok obu części "Iron Mana".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze przed premierą pojawiły się głosy protestu przeciw obsadzeniu w roli asgardzkich bogów Murzyna i Azjaty. O ile jednak czarnoskóry Heimdall razi i widać, że jego występ w filmie jest rezultatem hiperpoprawności politycznej, o tyle Hogun jest postacią stworzoną przez Stana Lee i od początku charakteryzującą się azjatyckimi rysami twarzy, więc jego wygląd jest jak najbardziej na miejscu. W ogóle marvelowski Asgard ma niezbyt wiele wspólnego z mitologicznym, a w filmie wygląda on wręcz jak futurystyczna kraina potężnych kosmitów. Wypada zatem przyjąć konwencję, odrzucić kanon północnych legend i cieszyć się seansem - jeśli ktoś jest ortodoksyjnym miłośnikiem Wikingów i ich wierzeń, to raczej łatwo mu to nie przyjdzie, wszyscy pozostali powinni jednak bawić się przednio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza część filmu rozgrywa się w Asgardzie i Jotunheimie. Fragmenty te mogą pochwalić się największą dawką epickich bitew, pięknych lokacji i przede wszystkim patosu. Ogląda się je doskonale. Widać, że artyści koncepcyjni i specjaliści od efektów specjalnych stanęli na wysokości zadania. Nie jest gorzej, kiedy akcja przenosi się na Ziemię. Bitew co prawda mniej, ale patos nieco się rozmiękcza i pojawiają się sceny humorystyczne (naprawdę potrafiące rozbawić). Może nieco dziwić, że uczucie między Thorem a panią naukowiec tak szybko się rodzi (czyżby pod wpływem widoku jego klaty?), ale taka już specyfika dwugodzinnych filmów o superbohaterach, w których musi się zmieścić geneza herosa i jego oponenta, szczęśliwy finał, a do tego obowiązkowy wątek miłosny. Za dużo o fabule nie ma sensu pisać, aby nie zepsuć przyjemności płynącej z seansu. Na pewno świetnie wypada tutaj główny zły, czyli Loki. Z drugiej strony bez towarzyszy Thora ten obraz spokojnie mógłby się obejść. Warto wspomnieć o Natalii Portman, która jako doktor fizyki jest słodka, naiwna i nieporadna. Wbrew pozorom wcale nie jest to zarzut - dość już mam twardo stąpających po ziemi pań naukowców, które są ucieleśnieniem profesjonalizmu i racjonalnego myślenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia nie powala oryginalnością, ale śledzi się ją bez bólu. Z pewnością duża w tym zasługa J. M. Straczynskiego, który jest współautorem scenariusza "Thora". Przy okazji polecam komiksową wersję przygód Boga Piorunów, która wyszła spod jego pióra (z przepięknymi rysunkami Oliviera Coipela). Nie będę ukrywał, że Straczynski to mój ulubiony scenarzysta historii superbohaterskich, więc mocno liczyłem na to, że przy produkcji filmowej też nie zawiedzie. Ponadto, jako fana, bardzo ucieszył mnie jego gościnny występ w samym filmie (to ten facet, który odkrywa Mjolnir). Niedługo po nim swoje tradycyjne cameo ma też Stan Lee (jako kierowca pickupa).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kenneth Branagh zrobił kawał porządnego, rozrywkowego filmu, którego na pewno nie musi się wstydzić. Uprzedzam jednak, że widzowie spodziewający się po "Thorze" szekspirowskiej fabuły w marvelowskich dekoracjach, będą raczej zawiedzeni. Natomiast wszyscy, którzy szukają rozrywkowego obrazu w sam raz na weekendowy wypad do kina, nie powinni żałować pieniędzy wydanych na ten film.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-3034652846571400703?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/3034652846571400703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=3034652846571400703' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/3034652846571400703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/3034652846571400703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/05/thor.html' title='Thor'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-R22Z6YuNKUA/TcAAprjiD-I/AAAAAAAAA6k/OpaBm8zn0LE/s72-c/Thor.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-6848219411447720741</id><published>2011-04-18T19:07:00.015+02:00</published><updated>2011-04-19T08:27:36.309+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imprezy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Blok Komiksowy przy Krakow Game Fusion 2011</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Spędziłem całkiem przyjemną sobotę w Krakowie. Na tyle fajną, że chyba wypada się podzielić wrażeniami... Na fotografiach kolejno: Andrzej Rabenda rozmawia z Dagmarą Matuszak, dosyć tłoczne spotkanie z Michałem Gałkiem i Arkiem Klimkiem, Rafał Kołsut i Łukasz Okólski (naprawdę miał taką minę podczas całego spotkania), mniej tłoczne spotkanie z Łukaszem Ryłko oraz Artur Wabik odpowiada na pytania Rafała Szłapy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-QLXIdA0qmRE/TayEPxVUvtI/AAAAAAAAA50/9uTsbNUKq2w/s1600/201104162621.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-QLXIdA0qmRE/TayEPxVUvtI/AAAAAAAAA50/9uTsbNUKq2w/s320/201104162621.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596993843390365394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chyba nikomu nie trzeba udowadniać, że imprezy komiksowe w Krakowie należą do rzadkości. Fani komiksów z drugiej stolicy Polski z zazdrością mogą spoglądać na kolegów z Bydgoszczy, Gdańska czy Lublina, nie mówiąc już o tych z Łodzi i Warszawy. Dlatego, kiedy tylko dowiedziałem się o Bloku Komiksowym organizowanym przy Krakow Game Fusion, w mej głowie pojawiła się tylko jedna myśl: nareszcie! I pojechałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-q7y6PU70QC0/TayEXlR1NtI/AAAAAAAAA58/lEMg1zI83bU/s1600/201104162622.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-q7y6PU70QC0/TayEXlR1NtI/AAAAAAAAA58/lEMg1zI83bU/s320/201104162622.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596993977593444050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kraków znam bardzo średnio, a postawienie Galerii Krakowskiej i wszystkim obiektów towarzyszących (takich jak podziemny przystanek tramwajowy) na tyle zakłóciło moją orientację w okolicach dworca głównego, że musiałem chwilkę podreptać, zanim trafiłem na właściwy kierunek wędrówki. Główna lokalizacja Krakow Game Fusion, czyli Uniwersytet Ekonomiczny, prezentowała się naprawdę okazale, zgoła inaczej niż szkoła specjalna, w której zorganizowano Blok Komiksowy. Na samą imprezę prowadziło raptem kilka porozklejanych tu i ówdzie kartek formatu A4 z nadrukowanymi strzałkami i nazwą eventu. Nic to, zapłaciłem 15 zeta za rozpiskę całej imprezy i laminowany identyfikator i pełen nadziei udałem się na Blok Komiksowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-27XSmEV23Tg/TayEgV9KpmI/AAAAAAAAA6E/2L5ngcnogRA/s1600/201104162624.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-27XSmEV23Tg/TayEgV9KpmI/AAAAAAAAA6E/2L5ngcnogRA/s320/201104162624.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596994128099059298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z uwagi na fakt, że wszyscy na miejscu się znali, jako jedyny obcy otrzymałem osobiste przeprosiny za lekkie opóźnienie. Byłą trzecią osobą na sali i jak się okazało, ta liczba już do końca dnia miała ulegać jedynie nieznacznym wahaniom (no dobra, przesadzam, bo później było jednak lepiej). Na początek Repek z Poltera poprowadził rozmowę z Rafałem Szłapą - autorem "Blera", a także głównym organizatorem całej imprezy. Było naprawdę sympatycznie i już w tym momencie wiedziałem, że wyjazd do Krakowa był dobrą decyzją. Potem rozmowa z Andrzejem Rabendą z wydawnictwa Post. Uwielbiam komiksy tego wydawcy, zatem każde słowo chłonąłem z autentycznym zainteresowaniem, a i sam zadałem kilka pytań, na które uzyskałem satysfakcjonujące odpowiedzi. Następnie rozmowa z Dagmarą Matuszczak, a zaraz po niej spotkanie z autorami najnowszego komiksowego "Wiedźmina", czyli Michałem Gałkiem i Arkadiuszem Klimkiem (absolutny hit frekwencyjny). Po nich na środek wyszedł chłopak, który do tej pory siedział gdzieś w kącie, a który okazał się być Łukaszem Okólskim. Dawno nie widziałem kogoś tak zadowolonego z faktu, że wydano mu komiks. Bardzo pozytywne spotkanie, które pokazało, iż krajowi komiksiarze nie tylko narzekają i nadal potrafią czerpać czystą radość z tego, co robią. Następnie luźna rozmowa o grach komputerowych i komiksach. Na tyle luźna, że przerodziła się w kilka różnych rozmów, którym towarzyszył pokaz stosownych slajdów, a także kilka filmików ("MadWorld" wywołał u części zebranych prawdziwą euforię).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-WcKpMYwsy8A/TayExpFkPMI/AAAAAAAAA6M/Eu8mQMf0yDA/s1600/201104162627.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-WcKpMYwsy8A/TayExpFkPMI/AAAAAAAAA6M/Eu8mQMf0yDA/s320/201104162627.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596994425292340418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jedyny punkt programu, który niestety nie doszedł do skutku, to spotkanie z Joanną Karpowicz. O tym fakcie organizatorzy powiadomili jednak już wcześniej, zatem obyło się bez zaskoczenia. Po 16 byłem już lekko wyczerpany ciągłym siedzeniem na sali, więc zapomniałem, że ma się pojawić też Łukasz Ryłko. Autor "Śmiercionośnych" z radością przywitał zebranych (czyli swoją żonę i dziecko, dziewczynę prowadzącego rozmowę i mnie...) i fachowo podszedł do rozmowy. Z czasem pojawiło się nieco więcej osób, a rozmowa zeszła na rozmaite, czasem nieoczekiwane, tory. Jestem wielkim miłośnikiem talentu Łukasza i miło było się m.in. dowiedzieć, że prace nad jego kolejnym albumem trwają (acz posuwają się do przodu bardzo powoli), a w najbliższej przyszłości na jego blogu można spodziewać się nowych grafik. Ostatnim gościem dnia był Artur Wabik z wydawnictwa Atropos. Spotkanie z nim było jednym z największych zaskoczeń całego Bloku Komisowego. Nigdy bym nie sądził, że o dobieraniu papieru i wszelkich informacjach związanych z przygotowaniem pozycji (nie tylko komiksowej) do druku można mówić z taką pasją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-k_UKGHxE72Y/TayFF9rILPI/AAAAAAAAA6U/tyg96DWLvk0/s1600/201104162629.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-k_UKGHxE72Y/TayFF9rILPI/AAAAAAAAA6U/tyg96DWLvk0/s320/201104162629.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596994774415977714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na końcu miał być jeszcze konkurs, ale już go sobie odpuściłem, gdyż głód, zmęczenie i umówione wcześniej piwo nie pozwoliły mi dłużej zostać. Ogólnie jestem jak najbardziej zadowolony. Osoby, których dane mi było wysłuchać, a czasami i zamienić słowo, wywarły na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie. Szczególne wyrazy uznania należą się Rafałowi Szłapie, który wziął na siebie główny ciężar przygotowania Bloku Komiksowego i który nie zraziwszy się naprawdę skromną frekwencją pociągnął imprezę do szczęśliwego finału. Dziękuję również Arturowi Wabikowi za kubek pszenicznego piwa, który, obok batonika, gdzieś do godziny 19 stanowił dla mnie jedyny zastrzyk energii. Mam nadzieję, że krakowskie środowisko komiksowe jeszcze nie raz udowodni, że jest naprawdę mocne, a takie imprezy nie tylko będą częstsze, ale też zaczną przyciągać więcej osób.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-6848219411447720741?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/6848219411447720741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=6848219411447720741' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6848219411447720741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6848219411447720741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/04/blok-komiksowy-przy-krakow-game-fusion.html' title='Blok Komiksowy przy Krakow Game Fusion 2011'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-QLXIdA0qmRE/TayEPxVUvtI/AAAAAAAAA50/9uTsbNUKq2w/s72-c/201104162621.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-7075527506064099954</id><published>2011-04-10T10:38:00.008+02:00</published><updated>2011-04-10T12:36:43.517+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Przód, Przód, Tył... - kilka słów o współczesnych mordobiciach</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oj, zaniedbałem znowu bloga... Po przerwie proponuję tekst, który od dłuższego czasu za mną chodził. Nie gram już w mordobicia tyle, co dawniej, ale gatunek ten zawsze będzie bliski memu sercu (hm...) i dlatego na bieżąco śledzę newsy o nowym "Mortal Kombat", kolejnych "Street Fighterach" i reszcie produkcji spod znaku pięści i kopniaka. Podczas pisania towarzyszył mi album &lt;a href="http://music.aol.com/new-releases-full-cds/#/7"&gt;"Mortal Kombat: Songs Inspired by the Warriors"&lt;/a&gt; i Wam też go proponuję jako podkład do lektury (jeśli tylko nie macie awersji na elektroniczne, dosyć monotonne dźwięki).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-qKBaXJXg4W4/TaFv7jk9lOI/AAAAAAAAA5s/pv_6GN5o6ck/s1600/scorpionwall.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-qKBaXJXg4W4/TaFv7jk9lOI/AAAAAAAAA5s/pv_6GN5o6ck/s320/scorpionwall.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5593875281124103394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W bardzo zamierzchłych czasach mordobicia 3D jawiły się przeciętnemu miłośnikowi elektronicznej rozrywki jako gatunek doskonały. Raz, że mordobicia - czyli najlepsze w co można zagrać na komputerach, automatach, konsolach - dwa, że 3D - czyli szczyt technologicznych możliwości i prawdziwa uczta dla oczu. Konkretna propaganda tego gatunku odbywała się na łamach "Kombat Korner" - kultowego działu niemniej kultowego miesięcznika "Secret Service". Przeciętny pecetowic z zazdrością wówczas spoglądał na posiadaczy konsol, którzy mogli bawić się przy seriach "Tekken" i "Virtua Fighter". Nam (czyt. pececiarzom) pozostawały dosyć średnie produkcje, pokroju "Battle Arena Toshinden" czy "FX Fighter". No i wszystkie mordobicia 2D - głównie w postaci kolejnych odsłon cyklu "Mortal Kombat". Nowsze "Street Fightery" raczej na PC nie wychodziły, a jeśli już (przykładem seria Alpha), to polscy dystrybutorzy całkowicie je ignorowali. Ale kto by się cieszył dwuwymiarowymi bijatykami, skoro rynek zdobywały produkcje trójwymiarowe?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych panowała opinia, że mordobicia 2D całkowicie znikną z rynku, wyparte przez produkcje trójwymiarowe. Taki np. "Mortal Kombat Trilogy" uważany był za produkcję archaiczną i przystawkę przed trójwymiarowym "Mortal Kombat 4". Ten pojawił się w roku 1997. "Street Fighter" swój skok w trójwymiar zaliczył już rok wcześniej, za sprawą "Street Fighter EX". I tak już miało pozostać - 2D znika, zamiast niego pojawia się 3D. Stało się jednak inaczej i Capcom postanowił pozostać potentatem drugiego wymiaru, wypuszczając kolejne "Street Fightery Alpha", produkcje z VS w nazwie (np. "Marvel vs. Capcom", "Capcom vs. SNK etc.) i doskonałego, acz zapomnianego "Street Fightera III". Dzielnie wtórowało mu SNK, z kolejnymi odsłonami "Samurai Shodown" i "The King of Fighters".  Nie licząc rodzynek takich jak "Guilty Gear", pozostałe mordobicia były już jednak grami trójwymiarowymi. I nikomu nie przeszkadzało jakoś, że większość tych produkcji posiadała mechanikę rodem z bijatyk 2D, a to całe 3D sprowadzało się jedynie do trójwymiarowych postaci i aren (tła nierzadko były płaskimi bitmapami). Dopiero z czasem pojawiła się możliwość poruszania się w pełnym trójwymiarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak na rynku mordobić zaczęły niepodzielnie rządzić kolejne odsłony "Tekkna", "Soul Calibura" i "Virtua Fightera", a bijatyki 2D zeszły do podziemia. W ostatnich latach zaobserwować można jednak powrót mody na klasyczny model rozgrywki. Wszystko zaczęło się od "Street Fightera IV". Teraz z tą grą dzieje się dokładnie to samo, co ponad 15 lat temu ze "Street Fighterem II" - powstają kolejne wersje, których tytuły rozrastają się o określenia typu "Turbo", "Super" i inne takie. I mimo, że grafika w najnowszym "SF" jest trójwymiarowa, to wygląda jak 2D, a sama rozgrywka niczym nie odbiega od tego, co wielu graczy pamięta jeszcze z XX wieku (rzecz jasna poza trybami sieciowymi). Niedawno pojawił się "Marvel vs. Capcom 3", który jest kolejnym dowodem na to, że Capcom twardo się trzyma 2D i niezmiennego od lat systemu walki. No, ale to Capcom - mistrzowie drugiego wymiaru. Gorzej, że ten trend przejmują również inni producenci...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewiąty "Mortal Kombat" będzie miał identyczny tytuł, jak pierwsza odsłona serii. Patrząc na rozgrywkę i walczące postacie przed oczami momentalnie staje natomiast "dwójka" i "trójka". To, co rozpoczął "Mortal Kombat: Deadly Alliance" szło w naprawdę dobrą stronę, w związku z czym nie mam pojęcia, jaki jest sens robienia kroku w tył. Pewnie, że grafika piękna, efekty zwalają z nóg, a grywalność nie może zawieść... Ale czy to wszystko usprawiedliwia odgrzewanie ponad piętnastoletniego kotleta? Zwłaszcza kiedy twórcy pokazali, że potrafią już wysmażyć coś nowego i niemniej smacznego... Wiem, że "Mortal Kombat" będzie świetną grą i jeśli tylko dane mi będzie w nią zagrać, to na długo przykleję się do ekranu, mam jednak przy tym nadzieję, że to tylko chwilowy "skok w bok" i kolejna część serii nie będzie miała tytułu "Mortal Kombat II".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy z mordobiciami będzie podobnie jak swego czasu z muzyczną modą na lata osiemdziesiąte? Pojawi się kilka tytułów, recenzenci się pozachwycają, ale z czasem te tytuły zostaną zapomniane i koło postępu ruszy dalej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo, że kolejne części "Tekkena" za dużo do samej rozgrywki nie wnosiły, to gra ta była doskonałym przykładem idealnego, współczesnego mordobicia. Nie tylko przez trójwymiarowość, ale głównie przez mechanikę, system ciosów, prawdziwą unikatowość postaci. 6-8 lat temu ludzie grali właśnie w kolejne części "Tekkena" czy "Soul Calibur", dzisiaj królują kolejne mutacje "Street Fightera IV", a lada moment gracze rzucą się na nowego "Mortal Kombat". I może nie tyle tęsknię za kolejnymi częściami bijatyk od Namco i Segi, co za jakimś krokiem naprzód, grą, która na nowo wstrząśnie rynkiem i stanie się ideałem, do którego zaczną dążyć kolejni producenci. Będzie tytułem na miarę "Street Fighter II" i "Virtua Fightera", ale nie będzie zarazem kolejną odsłoną tych cykli. Na horyzoncie, jak na razie, takiej gwiazdki nie widać. Jedynym ratunkiem przed zniknięciem gatunku mordobić jest zatem zatoczenie koła i powrót do korzeni. A ktoś, kto pragnie świeższego spojrzenia na elektroniczną walkę wręcz musi zadowolić się grami action adventure, takimi jak np. "Prince of Persia" (trylogia "Piaski czasu") i seria "God of War".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-7075527506064099954?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/7075527506064099954/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=7075527506064099954' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/7075527506064099954'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/7075527506064099954'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/04/przod-przod-ty-kilka-sow-o-wspoczesnych.html' title='Przód, Przód, Tył... - kilka słów o współczesnych mordobiciach'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-qKBaXJXg4W4/TaFv7jk9lOI/AAAAAAAAA5s/pv_6GN5o6ck/s72-c/scorpionwall.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-5442130971067210351</id><published>2011-03-13T11:27:00.007+01:00</published><updated>2011-03-18T19:01:56.983+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Jeż Jerzy</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;W komiksowym światku już od jakiegoś czasu było głośno o ekranizacji "Jeża Jerzego". Teraz, wraz z premierą tej produkcji, o jeżu skejcie usłyszała cała Polska. Ciężko nie zauważyć reklamy na pierwszej stronie dodatku kulturalnego "Gazety Wyborczej", tak jak ciężko nie zwrócić uwagi na gigantyczny baner zdobiący fasadę opolskiego multiplesku. Promocja robi wrażenie i już teraz daje gwarancję, że "Jeża Jeżego" obejrzy więcej osób, niż garstka krajowych miłośników komiksu. Nadarzyła się okazja, zatem i ja się wybrałem na seans. I właściwie mam podobne spostrzeżenia, jak po lekturze &lt;a href="http://komiks.nast.pl/artykul/4590/Jez-Jerzy-8-Musi-umrzec/"&gt;jednego z ostatnich tomów przygód Jerzego&lt;/a&gt;, niemniej spróbuję o filmie skrobnąć co nieco.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-kLmIT7Bmv5k/TXynPkp804I/AAAAAAAAA5c/iTnR9PKGwVU/s1600/JJplakat.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 238px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-kLmIT7Bmv5k/TXynPkp804I/AAAAAAAAA5c/iTnR9PKGwVU/s320/JJplakat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583521524012077954" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Fabuła kinowego "Jeża Jerzego" bazuje w głównej mierze na jednej z historii zamieszczonych w albumie "In vitro". Oto pojawia się klon głównego bohatera, który konkretnie namiesza w jego życiu. Wszystko, rzecz jasna, skończy się szczęśliwie, niemniej zanim to nastąpi Jerzego czeka ciąg niebezpiecznych przygód, z których nie zawsze wyjdzie bez zadrapania. Będą bójki, pościgi, seks, alkohol i wielka polityka - słowem wszystko, czego można oczekiwać po współczesnym kinie rozrywkowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez owijania w bawełnę wypada stwierdzić, że fabuła tego filmu jest dosyć przewidywalna i ze świecą szukać w nim jakichś zaskakujących zwrotów akcji. Schemat, który przeciętny widz zna z wielu komedii sensacyjnych, na pęczki wypuszczanych przez Amerykanów (swego czasu też Francuzów). Na szczęście jakoś to wszystko się broni - raz, dlatego, że rozgrywa się w swojskich dekoracjach, dwa, iż jest to film animowany, a nie kolejna produkcja z Cezarym Pazurą. W sam raz aby spędzić półtorej godziny na sali kinowej, lecz za mało, by mówić o nowej jakości w polskim kinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile treść mocno kuleje, o tyle forma tego dzieła nie pozostawia nic do życzenia. Jest efektownie, kolorowo i dynamicznie. Muzyka została doskonale dopasowana do tego, co dzieje się na ekranie, a sceny takie, jak choćby ta prezentująca walkę nad rzeką, ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Świetnie prezentują się ponadto tła. Widać, że twórcy (wśród nich bardzo wielu komiksiarzy), włożyli w ich przygotowanie niemało wysiłku. Zresztą już same pojedyncze kadry robią spore wrażenie, a co dopiero kiedy wprawi się je w ruch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-KIphVlAVIQ0/TXyncoPy5jI/AAAAAAAAA5k/HTryOcLaVRE/s1600/JJ1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-KIphVlAVIQ0/TXyncoPy5jI/AAAAAAAAA5k/HTryOcLaVRE/s320/JJ1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583521748314416690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak to bywa z każdą produkcją animowaną, tak i w tym przypadku, równie dużo, co o obrazie, mówi się o dubbingu. Właściwie nie można mu nic zarzucić. Borys Szyc sprawdził się w roli Jerzego doskonale (zwłaszcza kiedy mamrocze pod nosem, będąc w stanie upojenia alkoholowego), Yola mówiąca głosem Marii Peszek brzmi naprawdę seksownie, a co do Maćka Maleńczuka, to aż prosi się, aby jego postać zaśpiewała coś więcej. Dużo szumu wywołała informacja, że głos pod skinheada Stefana podłoży raper Sokół. I owszem, wypada w tej roli całkiem nieźle, aczkolwiek w mojej opinii znacznie lepiej prezentuje się Michał Koterski jako Zenek. Dubbing, jak i cała oprawa tego filmu, zasługuje na oklaski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filmowy Jeż Jerzy jest dokładnie taki sam jak jego komiksowy odpowiednik. Doskonale się prezentuje, acz jego przygody jakoś nie porywają. Fanom głównego bohatera animacja na pewno przypadnie do gustu. Mało tego, pewnie zyska status dzieła kultowego, jednak osoby, które oczekiwały czegoś świeżego i porywającego, będą zawiedzione.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wojciech Orliński w swojej recenzji ("Gazeta Wyborcza" z 11 marca 2011 r.) przeciwstawia "Jeża Jerzego" "Włatcom Móch". Niestety obawiam się, że "JJ" trafi w gusta właśnie miłośników tego drugiego obrazu. Niech świadczy o tym choćby fakt, że na seansie, w którym uczestniczyłem, nieliczne wybuchy śmiechu pojawiały się głównie przy okazji przekleństw...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę miło, że polski bohater komiksowy - w dodatku będący dzieckiem III RP, a nie PRL-owskim reliktem - przebija się do masowego odbiorcy, stając się w ten sposób bohaterem krajowej popkultury. Oczywiście szkoda, że dzieje się to dzięki obrazowi, który schlebia gustom tegoż masowego odbiorcy, ale czyż do takiej metamorfozy (nobilitacji?) "Jeż Jerzy" nie nadawał się najlepiej? Bo tak, jak czekam na ekranizację "Wilqa", tak nie wyobrażam sobie billboardu z jego podobizną czy pogadanek na jego temat w telewizji śniadaniowej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-5442130971067210351?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/5442130971067210351/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=5442130971067210351' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/5442130971067210351'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/5442130971067210351'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/03/jez-jerzy.html' title='Jeż Jerzy'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-kLmIT7Bmv5k/TXynPkp804I/AAAAAAAAA5c/iTnR9PKGwVU/s72-c/JJplakat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-1017221312137575948</id><published>2011-03-05T16:59:00.014+01:00</published><updated>2011-03-05T18:29:28.294+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imprezy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Sobota w MBP w Opolu</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tekstowego szaleństwa w lutym jednak nie było. W marcu pewnie też nie będzie...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-xhGC56coa6M/TXJtXe0hoTI/AAAAAAAAA5U/pavfOwbquq0/s1600/201103052476.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-xhGC56coa6M/TXJtXe0hoTI/AAAAAAAAA5U/pavfOwbquq0/s320/201103052476.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580643138443256114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Drugiego marca nastąpiło uroczyste otwarcie nowej siedziby Miejskiej Biblioteki Publicznej w Opolu. I może nie było by w tej informacji nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że to miejsce robi naprawdę spore wrażenie, a wśród klasycznej zawartości każdej biblioteki, czyli książek, w opolskiej MBP znaleźć też można m.in. spory zbiór komiksów, anime, czy kina autorskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-71V376h5Cxw/TXJsnSojJ1I/AAAAAAAAA48/2jU5q7GFMBI/s1600/201103052465.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-71V376h5Cxw/TXJsnSojJ1I/AAAAAAAAA48/2jU5q7GFMBI/s320/201103052465.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580642310538078034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Korzystając z pięknej pogody i wolnego dnia postanowiliśmy z Magdą nawiedzić dzisiaj nowy gmach MBP. Nie bez znaczenia był tutaj fakt, że właśnie trwa "Weekend z Miejską Biblioteką Publiczną". Na godzinę 11:00 zaplanowano spotkanie na Skype z autorem książki, reżyserem i scenarzystą filmu "Magiczne drzewo" Andrzejem Maleszką, a zaraz po nim, o 12:00, miała nastąpić projekcja odcinka tego cyklu pt. "Połykacze książek". Oba wydarzenia zamieniły się miejscami, przy czym zarówno seans, jak i spotkanie były na tyle krótkie, że udało im się zamknąć w okolicach godziny. O tym, że film jest dla dzieci, wiedziałem od samego początku, ale ja akurat należę do tych ludzi, których ciągle bawią kreskówki na Cartoon Network, a i bardziej infantylnymi rzeczami, pokroju "Gumisiów" czy "Kaczych Opowieści" oglądanych przy niedzielnym śniadaniu, nie pogardzą (siła sentymentu). Na spotkaniu i projekcji, nie licząc pań z biblioteki i chłopaków z obsługi technicznej, zjawiło się prawdopodobnie pięć osób (nie mam pewności, czy jedna pani na pewno była bibliotekarką): dwie dziewczynki, starszy pan oraz ja z Magdą. Reszta sali puściutka. To naprawdę smutne, że w wolny, słoneczny dzień rodzice nie zabrali na spotkanie swoich pociech. Ba, że osoby interesujące się szeroko rozumianą kulturą i filmem, nie przybyły na spotkanie z tak utytułowanym twórcą, jak pan Andrzej Maleszka (przypomnę tylko, że w 2007 roku "Magiczne drzewo" zdobyło nagrodę Emmy). Widać było, że reżyser jest rozczarowany tak niską frekwencją, ale któż by nie był? Rozmowa przebiegła sprawnie i szybko. Można się z niej było m.in. dowiedzieć, że powstaje druga część kinowej wersji "Magicznego drzewa", a także, że reżyser tej produkcji jest człowiekiem wielu talentów, bowiem zajmuje się nie tylko tworzeniem książek i filmów dla młodych odbiorców, ale zaczął też ilustrować książki dla dzieci. Tak czy inaczej - bardzo sympatyczne spotkanie, na które brakło chętnych. Masa ludzi narzeka, że w Opolu nic się nie dzieje. Czy można się dziwić? Ludzie nie chcą na nic chodzić, to niczego nie ma - proste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Ph_KTSCgZmw/TXJs229klpI/AAAAAAAAA5E/cU-A5m0ouZE/s1600/201103052466.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Ph_KTSCgZmw/TXJs229klpI/AAAAAAAAA5E/cU-A5m0ouZE/s320/201103052466.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580642577987966610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sama biblioteka robi doskonałe wrażenie. Nowoczesny gamach połączony ze starą kamienicą prezentuje się naprawdę przyzwoicie. Wnętrza przestronne i jasne, a przede wszystkim dobrze oznakowane. Dla mnie najbardziej interesująca jest Mediateka - dział MBP, w którym znaleźć można pokaźny zbiór filmów, audiobooków, koncertów, komiksów i książek poświęconych kulturze popularnej. Kiedy już przy wejściu zobaczyłem piramidkę komiksów, na mej facjacie pojawił się uśmiech. Potem trafiłem na regał z kolekcjami anime i moja reakcja była podobna. Takiego miejsca naprawdę mi w Opolu brakowało. Co istotne, wiele z komiksów, które znajdują się w kolekcji MBP, to ekskluzywne kolekcje Egmontu oraz droższe albumy Kultury Gniewu i Timofa, zatem każdy, kogo nie stać na komiksowe hobby, a przez fakt czytania w Empikach nie chce skazać się na środowiskowy ostracyzm, ma teraz doskonałą alternatywę. Jedyny minus jest taki, że komiksów na razie nie można wypożyczać. Jeśli już będziecie w opolskiej MBP, to oprócz sali nr 6 (Mediateka) zerknijcie również do tej z numerem 4, czyli Wypożyczalni dla Dzieci, w której również można znaleźć komiksy (nie tylko "dziecinne"; przykład: "Mój rok – wiosna" z wydawnictwa Hanami).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Szq5NfzfMvw/TXJtOrMuCPI/AAAAAAAAA5M/gpUeluvIfbQ/s1600/201103052469.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Szq5NfzfMvw/TXJtOrMuCPI/AAAAAAAAA5M/gpUeluvIfbQ/s320/201103052469.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580642987147135218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;O nowym gmachu MBP można by długo pisać, bo atrakcji w nim nie brakuje. Jestem pewien, że będę w tym w miejscu stałym gościem. Porozstawiane wszędzie czerwone fotele i kanapy wyglądają naprawdę wygodnie i aż proszą się, aby na nich przysiąść na dłużej (dla tradycjonalistów znajdą się też zwyczajne krzesła i stoły). Mam tylko nadzieję, że potencjał tego miejsca zostanie w pełni wykorzystany - tak przez czytelników, jak i władze biblioteki (ze szczególną niecierpliwością czekam na informacje o jakimś spotkaniu komiksowym).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po więcej informacji o bibliotece i atrakcjach związanych z inauguracją jej działalności zapraszam na &lt;a href="http://mbp-opole.art.pl/"&gt;oficjalną stronę MBP w Opolu&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-1017221312137575948?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/1017221312137575948/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=1017221312137575948' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1017221312137575948'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1017221312137575948'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/03/sobota-w-mbp-w-opolu.html' title='Sobota w MBP w Opolu'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-xhGC56coa6M/TXJtXe0hoTI/AAAAAAAAA5U/pavfOwbquq0/s72-c/201103052476.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-2757361641149050928</id><published>2011-02-13T11:02:00.011+01:00</published><updated>2011-02-13T14:14:26.015+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='inne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Dekoracje w FPS-ach</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Do napisania poniższego tekstu skłonił mnie artykuł z serwisu &lt;a href="http://gamecorner.pl/gamecorner/0,0.html"&gt;Gamecorner.pl&lt;/a&gt;. W tekście pt. &lt;a href="http://gamecorner.pl/gamecorner/1,102651,9093941,Strzelanki___co_po_czasach_wspolczesnych_.html"&gt;"Strzelanki - co po czasach współczesnych?"&lt;/a&gt; Paweł Płaza (tych, którzy wiedzą z jakiej miejscowości pochodzę, zapewniam, że nie jest to jeden z moich pseudonimów) przedstawia możliwe kierunki, w których pójdą pierwszoosobowe strzelaniny - a konkretnie światy, w których rozgrywa się ich akcja. Początkowo chciałem wrzucić komentarz pod tekstem, ale doszedłem do wniosku, że zbytnio się rozpiszę, zatem od razu zrobię z tego niewielki artykuł. Nie zamierzam polemizować ze wspomnianym tekstem, pragnę jedynie podzielić się własnymi spostrzeżeniami na temat realiów, w jakich twórcy najczęściej osadzają swoje produkcje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Wszystkie obrazki pochodzą ze strony &lt;a href="http://www.idsoftware.com/"&gt;id Software&lt;/a&gt;. Mało który producent ma na swojej witrynie galerię ze starszych tytułów. Jak widać, jeśli już, to w mikroskopijnych rozmiarach, w związku z czym wytężanie wzroku staje się koniecznością.)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-dr_UOll3NbI/TVfPdddfZ6I/AAAAAAAAA4c/xQFz6r4UobM/s1600/doom.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 319px; height: 239px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-dr_UOll3NbI/TVfPdddfZ6I/AAAAAAAAA4c/xQFz6r4UobM/s320/doom.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573151168925755298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj większość FPS-ów osadzonych jest w czasach współczesnych i wielu graczy ma pełne prawo czuć się znużonymi kolejnymi produkcjami, w których przychodzi im się wcielić w amerykańskiego marines. Alternatywą mogą być (i są) gry, których akcja rozgrywa się podczas II wojny światowej bądź w dalekiej przyszłości. I tak, jak moda na drugowojenne klimaty nieco ostatnio się zmniejszyła, tak futurystyczne shootery zawsze będą stanowiły skuteczną alternatywę dla innych produkcji. W tekście "Strzelanki - co po czasach współczesnych?" autor przedstawia tylko te trzy drogi rozwoju: czasy współczesne, II WŚ, przyszłość, dorzucając do nich "fantastyczną niszę", czyli gry, które nie pasują do żadnej z wymienionych kategorii i zazwyczaj łączą realia historyczne z elementami fantastycznymi. Już sam fakt, że takie produkcje uważane są za niszę powinien być niepokojący, ciężko jednak z tą tezą się nie zgodzić. A przecież nie zawsze tak było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-eIT-h1-II9k/TVfPlAMvkuI/AAAAAAAAA4k/iYSw5Xtksco/s1600/hexen.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 319px; height: 239px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-eIT-h1-II9k/TVfPlAMvkuI/AAAAAAAAA4k/iYSw5Xtksco/s320/hexen.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573151298509837026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jestem z pokolenia tych graczy, którzy byli świadkami boomu na strzelaniny z widokiem z oczu bohatera - były to czasy kiedy tego typu produkcje określano mianem klonów "Dooma" (z czasem klonów "Quake'a") lub po prostu gier doomopodobnych. Wielkiego ich wysypu wówczas nie było, ale każda z nich mogła pochwalić się osadzeniem akcji w całkiem oryginalnych realiach. Ojciec gatunku, czyli "Wolfenstein 3D" rozgrywał się, co prawda, w czasach II Wojny Światowej, ale do czasu "Medal of Honor" nie pojawiła się już żadna głośniejsza produkcja, w której można było postrzelać do nazistów. Już w "Doomie" pojawiły się marsjańskie scenerie, które w połączeniu z piekielnymi klimatami tworzyły bardzo ciekawy mariaż. Chłopakom z id Software pozazdrościli programiści z Raven Software i postanowili stworzyć własne FPP. I mimo, że skorzystali z silnika swoich kolegów, to ich produkcje nie były zwyczajną kalką "Dooma". Zarówno "Heretic", jak i "Hexen" osadzone zostały w klimatach fantasy. Do tej pory nie ma chyba studia, które z równie udanym skutkiem potrafiłoby zamienić pistolety i karabiny na łuki i magiczne różdżki. Dzisiaj ciężko wyobrazić sobie FPS w takich dekoracjach. Dla każdego oczywiste jest, że jeśli już biegać z mieczem i rzucać czary, to tylko z trzeciej osoby. Do takiego postrzegania rzeczy przyczyniło się samo Raven, które drugą częścią "Heretica" udowodniło, że można zrobić w TPP naprawdę udany sequel gry FPP.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z czasem omawiany gatunek się rozwinął, a oczywistymi dekoracjami stało się dla niego science fiction. I niekoniecznie było to twarde SF. Ikona gatunku, "Quake" bardzo zgrabnie łączył elementy futurystyczne, horror i niesamowite gotyckie dekoracje. Prawdziwym popisem wyobraźni twórców, jeśli chodzi o kreowanie świata, były produkcje oparte o silnik Build. Taki "Duke Nukem 3D" rozgrywał się w czasach współczesnych, ale jakoś ciężko stawiać go w jednym rzędzie ze współczesnymi grami, które próbują jak najwierniej przedstawić pole walki. Za to "Blood" był już konkretną jazdą po bandzie - bliżej nieokreślone czasy, rewolwerowiec głównym bohaterem, a do tego naprawdę konkretny klimat. Oryginalne były również "Shadow Warrior" i "Rednack Rampage" - obie rozgrywające się w czasach współczesnych, ale tak różne klimatem, jak to tylko możliwe. Na Build zrobiono też "NAM", czyli ukłon w stronę miłośników realizmu (Wietnam), który przeszedł bez większego echa. W tamtych czasach, jeśli już chciało się robić FPP osadzone w czasach współczesnych, trzeba było w takiej produkcji umieścić "coś więcej", czy to w postaci niewybrednych żartów, czy wymyślnych pukawek i kosmicznych potworów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-EDzNu-agTI4/TVfPq-pguJI/AAAAAAAAA4s/huFsZR8vdLA/s1600/quake.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 319px; height: 239px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-EDzNu-agTI4/TVfPq-pguJI/AAAAAAAAA4s/huFsZR8vdLA/s320/quake.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573151401172842642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Potem poszło już z górki - przełom 1998/1999 stanowił prawdziwy wysyp nowych FPP. "Shogo: Mobile Armor Division", "Blood 2", "Sin", "Trespasser", "Thief: The Dark Project", "Half-Life" - to tylko najgłośniejsze tytuły, które ujrzały wówczas światło dzienne. Przekrój realiów i konwencji na tyle duży, że każdy mógł znaleźć świat, w którym czułby się najlepiej. Rok później na PlayStation pojawił się pierwszy "Medal of Honor", ale prawdziwym przełomem stało się wydanie na PC w 2002 roku "Medal of Honor: Allied Assault". Doskonała gra pociągnęła masę kontynuacji i naśladowców, z których narodził się kolejny sztandarowy tytuł gatunku: "Call of Duty". I tak rozpoczęła się moda na strzelanki osadzone w realiach II Wojny Światowej. Historia zatoczyła koło - "Wolfenstein 3D" doczekał się wnucząt, które w końcu były podobne do dziadka. Z czasem moda na drugą wojnę nieco przycichła i nastąpiła zmiana warty. "Battlefield 1942" zastąpiony został współczesnym "Battlefieldem 2", a któraś już odsłona "Call of Duty" zyskała dopisek "Modern Warfare". I tak, jak po "Battlefield 2" pojawił się "Battlefield 2142", wydawać się może, że produkcje osadzone w przyszłości przejmą palmę pierwszeństwa. Tylko, że one cały czas są obecne na rynku. Rozwijają się trochę na uboczu, nie przejmując się tym, że współcześni gracze pragną przede wszystkim realistycznych, współczesnych pól walki. "Halo" jest tutaj najlepszym przykładem, ale warto jeszcze wspomnieć o kolejnych odsłonach "Unreal Tournament", "Crysis", czy, odgrzewanych co jakiś czas, komputerowych starciach Obcych i Predatorów. Są jeszcze gry w realiach "Gwiezdnych Wojen", ale to zupełnie inna historia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zalewie współczesnych strzelanek, które ubierają graczy w buty amerykańskich żołnierzy, gdzieś giną produkcje, które rozgrywają się tu i teraz, ale ich bohaterowie już niekoniecznie są żołnierzami. Właściwie w tej chwili przychodzi mi do głowy tylko "FarCry". Bardzo duże nadzieje wiążę w związku z tym z "Duke Nukem Forever". Wątpię żeby stała się ona tytułem przełomowym, jednak status produkcji kultowej ma już zapewniony od dobrych 12 lat. Jeśli wszystko się uda, to jest szansa, że pojawią się naśladowcy nowego Księcia - takie współczesne odpowiedniki "Blooda" lub "Rednack Rampage".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-1ELo1XXNiEg/TVfPyocssZI/AAAAAAAAA40/tm4rWneKZUQ/s1600/hexen2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 232px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-1ELo1XXNiEg/TVfPyocssZI/AAAAAAAAA40/tm4rWneKZUQ/s320/hexen2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573151532652474770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś narzekano, że w "Quake'u" strzela się laserami z patyków. Ludzie chcieli prawdziwych pukawek i współczesnych, realistycznych scenerii. Dostali "Counter-Strike", "Soldier of Fortune", "Delta Force", a z czasem kolejne "Medal of Honor" i "Call of Duty". Teraz nawet w futurystycznych produkcjach broń potrafi wyglądać podejrzanie współcześnie. Nie wiem jak innym graczom, ale mnie brakuje BFG 10k i czasów, kiedy zamiast podrasowywania grafiki i podnoszenia realizmu, autorzy skupiali się na oryginalnym klimacie i niebanalnych dekoracjach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-2757361641149050928?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/2757361641149050928/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=2757361641149050928' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/2757361641149050928'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/2757361641149050928'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/02/dekoracje-w-fps-ach.html' title='Dekoracje w FPS-ach'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-dr_UOll3NbI/TVfPdddfZ6I/AAAAAAAAA4c/xQFz6r4UobM/s72-c/doom.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-7989003388794075420</id><published>2011-02-06T15:01:00.005+01:00</published><updated>2011-02-06T17:29:21.290+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Iluzjonista</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pora nieco rozruszać paluchy i mózgownicę. Co prawda, luty to najkrótszy miesiąc w roku, ale wiele osób przywykło uważać go za okres tak krótki, że w ogóle nie warto zawracać sobie nim głowy. A przecież to tylko kilka dni mniej niż standardowe 30-31... Nie obiecuję, że do końca miesiąca pojawią się tutaj cztery teksty, ale na pewno postaram się, aby - w porównaniu z resztą roku - luty nie czuł się pokrzywdzony.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TU6-BvTMwRI/AAAAAAAAA4U/ixh5MYPm_kw/s1600/Iluzjonista.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 225px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TU6-BvTMwRI/AAAAAAAAA4U/ixh5MYPm_kw/s320/Iluzjonista.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5570598726190022930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Iluzjonista" to druga pełnometrażowa animacja, którą samodzielnie wyreżyserował Sylvain Chomet. "Trio z Belleville" swego czasu naprawdę mnie urzekło, więc kiedy tylko pojawiła się okazja do obejrzenia na dużym ekranie "Iluzjonisty", nie wahałem się ani przez chwilę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek, szybki rzut oka na plakat. Wysoki mężczyzna w czerwonym (w filmie: fioletowym), przykrótkim garniturze gdzieś dyskretnie zerka. To tytułowy iluzjonista spogląda za kurtynę, by przekonać się ile osób przyszło na jego pokaz. Jest tego ciekaw, gdyż od ilości gości zależy jego wypłata i dalsza kariera, jednak choćby na widowni były tylko dwie osoby, to jego występ będzie profesjonalny jak zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość filmu rozgrywa się w Szkocji. To tutaj trafia Tatischeff (nazwisko iluzjonisty) - najpierw do małej, zabitej deskami wioski, a następnie do Edynburga. Tylko na północy Wielkiej Brytanii niezwykły talent bohatera jest w stanie wzbudzić zachwyt. Paryż już się nim przejadł, w Londynie triumfy święcą młode kapele rockowe, więc naturalnym wyjściem wydają się miejsca, gdzie czas się zatrzymał. Podróż na północ wydaje się być dobrym wyborem - może o tym świadczyć fakt, że w szkockiej wiosce, z okazji występu iluzjonisty, właściciel pubu korzysta z elektrycznego oświetlenia (akcja rozgrywa się w latach 50-tych, więc w takich miejscach żarówka jest nie lada rarytasem). W stolicy Szkocji też nieźle mu się wiedzie, jednak do czasu gdy i tu dotrze moda na rock'n'rolla. We wspomnianej wiosce Tatischeff poznaje Alice - dziewczynę, która przyczepia się do niego niczym rzep do psiego ogona. Wydawać się może, że wykorzystuje ona dobroduszność iluzjonisty, jednak w istocie cały czas daje mu nadzieję - wierząc, że jego umiejętności mają związek z darem magicznym. Celem iluzjonisty jest przecież sprawienie, aby widz uwierzył, że to co widzi na scenie nie jest tanią sztuczką, lecz efektem działania nadprzyrodzonych mocy. I dziewczyna naprawdę wierzy, że buty i sukienki, którymi jest obdarowywana, zostały wyczarowane, a kolejne monety w magiczny sposób pojawiają się za jej uchem. Iluzjonista, jako prawdziwy mistrz w swej sztuce, nie może wyprowadzić jej z błędu. Będzie go to kosztowało niemało trudu i poświęceń, które ostatecznie na niewiele się zdadzą i zostaną podsumowane pesymistycznym stwierdzeniem, że "magia nie istnieje".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Iluzjonista" to piękna baśń. Mimo, że nie ma tu zjawisk nadprzyrodzonych i raczej nikt nie żyje długo i szczęśliwie, to jest w tym obrazie ta szczególna magia, prostota i czyste piękno, za które wszyscy uwielbiają baśnie. Duża w tym zasługa doskonałej oprawy graficznej. Tła wzbudzają zachwyt, animacja postaci nie pozostawia nic do życzenia, a ilość detali, które pojawiają się na ekranie, sprawia, że widzowi ciężko choć na chwilę odwrócić wzrok bez obawy, że ominie go jakiś zachwycający obraz. Zresztą, kto by chciał spuszczać wzrok, jeśli ten niezwykły spektakl trwa tylko 90 minut?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrażenia wizualne towarzyszące "Iluzjoniście" mogę porównać jedynie do dzieł studia Ghibli. Tak jednak, jak mistrz Miyazaki i koledzy tworzą baśnie niezwykle rozbudowane - zarówno graficznie, jak i fabularnie - tak dzieło Chometa jest opowieścią raczej prostą, pozbawioną nagłych zwrotów akcji, czy epickich scen, na swój sposób wręcz niepozorną. Kogoś to wolne tempo i prostota historii może nużyć, jednak prawda jest taka, że o prostych prawdach najlepiej mówić w prosty sposób. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Iluzjonista" zachwyca i wzrusza. Przede wszystkim sprawia jednak, że na czas seansu człowiek zapomina, iż poza salą kinową czeka na niego szara rzeczywistość, w której nie ma miejsca dla dobrodusznych iluzjonistów. Paradoksalnie - zapomina, że magia nie istnieje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-7989003388794075420?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/7989003388794075420/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=7989003388794075420' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/7989003388794075420'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/7989003388794075420'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/02/iluzjonista.html' title='Iluzjonista'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TU6-BvTMwRI/AAAAAAAAA4U/ixh5MYPm_kw/s72-c/Iluzjonista.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-4621054026197413074</id><published>2011-01-16T11:21:00.008+01:00</published><updated>2011-01-16T17:41:51.547+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Subiektywne podsumowanie literackie A.D. 2010</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;I to już ostatnie podsumowanie. Będzie krótko.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 2010 przeczytałem zdecydowanie więcej książek niż w 2009 (odwrotnie niż komiksów). Wszystko dzięki pracy, w której miałem na tyle dużo "wolnego czasu", że mogłem pozwolić sobie na konkretną dawkę lektury. Tempo czytania mam zdecydowanie wolne, więc może nie była to jakaś zawrotna liczba, ale na pewno wyróżniająca się na tle średniej krajowej (o co akurat nietrudno). Wśród lepszych i gorszych tytułów znalazły się dwa, które na dłużej utknęły mi w głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TTLXukE2VwI/AAAAAAAAA4A/uBfANLVJMHk/s1600/Irak-piek%25C5%2582o.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 223px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TTLXukE2VwI/AAAAAAAAA4A/uBfANLVJMHk/s320/Irak-piek%25C5%2582o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562745684713953026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy to "Irak. Piekło w Raju" Pawła Smoleńskiego. Książka ukazała się w 2004 roku nakładem Świata Książki. Autor w swoim dziele opisuje Irak niedługo po amerykańskiej inwazji. Przedstawia przy tym nie tylko początki okupacji, ale także dzieje Iraku w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. A wszystko to widziane oczyma Irakijczyków. Jest tutaj miejsce zarówno na terror Saddama, jak i Amerykanów, zaś oceny i opinie są tak różne, jak różni są rozmówcy autora. Każda z opowieści jest jednak fascynująca, a obraz Iraku, który się z nich wyłania, to z jednej strony wizja państwa bogatego pod względem kultury, tradycji, religii, a z drugiej umęczonego przez dyktaturę, amerykańską agresję, w reszcie przez samych Irakijczyków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tę książkę czyta się doskonale. Autor umiejętnie dobrał swoich rozmówców, a najciekawszym z nich jest jego przewodnik - Dżamal, którego los jest najlepszym dowodem na to, że zginąć w Iraku jest o wiele łatwiej niż żyć. W mediach coraz ciszej o Iraku, ale to nie znaczy, że można o nim zapominać. "Irak. Piekło w raju" to doskonały sposób aby poznać ten kraj - nie przez pryzmat medialnych doniesień, ale takim jakim widzą go jego mieszkańcy. Trudno o bardziej autentyczny i poruszający obraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TTLX2Dgy7HI/AAAAAAAAA4I/JQQSX0jyka0/s1600/kroniki-czarnej-kompanii.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TTLX2Dgy7HI/AAAAAAAAA4I/JQQSX0jyka0/s320/kroniki-czarnej-kompanii.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562745813411753074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Literatura faktu i fantasy, to moje ulubione gatunki. Przykład tej pierwszej już był, zatem teraz pora na fantasy. W minionym roku w końcu sięgnąłem po pozycję, o której pierwszy raz przeczytałem w którymś ze "Światów Gier Komputerowych". Była to notka towarzysząca recenzji "Mytha II", a że byłem w tym czasie zafascynowany wspomnianą grą, więc tytuł książki wyrył się w mojej pamięci. I tak minęło jakieś 10 lat, Rebis wznowił rzeczoną pozycję, a ja postanowiłem w końcu bliżej się jej przyjrzeć. "Kroniki Czarnej Kompanii" Glena Cooka, bo o tej książce mowa, to zbiór pierwszych trzech tomów cyklu. Są to: "Czarna Kompania", "Cień w ukryciu", "Biała Róża" (całość liczy ponad 900 stron). Jest tutaj wszystko, co charakterystyczne dla fantasy, czyli zło zagrażające światu, grupa dzielnych wojowników, wreszcie niesamowite plenery - będące tłem zarówno dla mniejszych potyczek, jak i epickich bitew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oryginalny jest za to klimat - mroczny i ciężki. Baśniowości nie ma tu za grosz. Owszem, jest mała dziewczynka, która ma zbawić świat, jest też zła, lecz piękna władczyni, będąca główną oponentką wspomnianej dziewczyny. I na tym podobieństwa do opowieści o śpiących, zaczarowanych, złotowłosych (niepotrzebne skreślić) królewnach się kończą. "Kroniki Czarnej Kompanii" to żołnierska opowieść, w której główni bohaterowie nie zawsze stoją po jasnej stronie mocy, zaś siły tych dobrych wcale nie są tak nieskazitelne, jak mogłoby się wydawać. Narratorem powieści jest Konował - lekarz i kronikarz, który, podobnie jak jego kompani, troszczy się przede wszystkim o dobro swoje i swego oddziału. Najważniejsze bowiem jest, aby przetrwała ostatnia z Wolnych Kompanii Khatovaru. A że z czasem ten priorytet ulegnie pewnej zmianie, to już inna sprawa. Kawał porządnego, doskonałego warsztatowo czytadła, które mimo, że ma tyle lat co ja, to całkiem przyjemnie odświeżyło mi gatunek fantasy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było jeszcze kilka niezłych książek, ale w zasadzie tylko te dwie zabrały mi dłuższy fragment życia. Pierwsza, bo rozbudziła moje zainteresowanie Irakiem i pociągnęła za sobą lekturę kolejnych tytułów (głównie autorstwa Marka M. Dziekana). Druga, bo była naprawdę długa i uświadomiła mi, że są jeszcze książki, które - przy całej swej świeżości - pozostają pełnokrwistymi opowieściami fantasy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-4621054026197413074?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/4621054026197413074/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=4621054026197413074' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4621054026197413074'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4621054026197413074'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/01/subiketywne-podsumowanie-ksiazkowe-d.html' title='Subiektywne podsumowanie literackie A.D. 2010'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TTLXukE2VwI/AAAAAAAAA4A/uBfANLVJMHk/s72-c/Irak-piek%25C5%2582o.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-3710847223235484807</id><published>2011-01-09T17:42:00.011+01:00</published><updated>2011-01-09T19:57:38.492+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Subiektywne podsumowanie serialowe A.D. 2010</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Powoli kończę cykl podsumowań. Mam nadzieję, że są jeszcze tacy, których on całkowicie nie znudził.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serialowo zeszły rok był całkiem obfity i urozmaicony. Kilka starszych serii sobie odpuściłem, kilka nowych odkryłem - w końcu od tego są seriale, żeby w nich przebierać do woli, a nie, jak niektórzy twierdzą, aby kurczowo się trzymać raz uczepionego tytułu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSn42fqO-tI/AAAAAAAAA3g/MgGlYHETUgA/s1600/Lost1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSn42fqO-tI/AAAAAAAAA3g/MgGlYHETUgA/s320/Lost1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560248830060853970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2010 to przede wszystkim finał "Zagubionych". Dla mnie to też seans wszystkich odcinków tego serialu. Lata temu, kiedy telewizja publiczna zaczynała emisję przygód Jacka, Sawyera i reszty, nawet przysiadłem na dłużej przy pierwszym sezonie, jednak później, z różnych przyczyn, zaprzestałem oglądania tego serialu (wakacje były zbyt piękne, zaczęły się studia, etc.). Aż w końcu nastał rok 2010 i masowe media na nowo pochyliły się nad fenomenem serialu J. J. Abramsa. Zachęcony artykułem z "Polityki" postanowiłem w końcu nadrobić zaległości. I w ten sposób wiosnę spędziłem na tropikalnej wyspie wraz z pasażerami feralnego lotu linii Oceanic Airlines. 6 sezonów, 121 odcinków, godziny gapienia w ekran. Było warto, bo serial naprawdę jest wyjątkowy, aczkolwiek im dalej w las, tym pomysły scenarzystów są coraz bardziej kontrowersyjne, a ostatni sezon zwyczajnie rozczarowuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSn5KpwSzGI/AAAAAAAAA34/rEAe17y7PqA/s1600/Episode-2-Glenn-Rick-Walkers-760.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 226px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSn5KpwSzGI/AAAAAAAAA34/rEAe17y7PqA/s320/Episode-2-Glenn-Rick-Walkers-760.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560249176368008290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Najgłośniejsza premiera zeszłorocznej jesieni, to rzecz jasna "The Walking Dead". Pierwsze tomy komiksu, na podstawie którego stworzono serial, czytałem lata temu i przy sprzyjających wiatrach zamierzam do nich wrócić. Ekranizacja początkowo wiernie trzyma się drukowanego oryginału, by z czasem nieco pozmieniać losy niedobitków żyjących w strachu przed panoszącymi się po świecie zombie. Myślę, że gdyby twórcy pozostali do końca wierni komiksowemu pierwowzorowi, to wyszłoby to serialowi tylko na zdrowie. Mimo paru zgrzytów, opowieść o Ricku i reszcie ferajny zdecydowanie warto zobaczyć (zwłaszcza dla świetnych scen w Atlancie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSn49n1NhHI/AAAAAAAAA3o/0o-u4AhnrjE/s1600/futurama_desktop_lg_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSn49n1NhHI/AAAAAAAAA3o/0o-u4AhnrjE/s320/futurama_desktop_lg_2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560248952513463410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przez cały rok z radością śledziłem też "Przygody Fry'a w kosmosie", czyli popularną "Futuramę". Aż dziw, że tak późno zabrałem się z tę animację. Serial jest praktycznie bez wad, każdy odcinek naszpikowano masą doskonałych żartów i niebanalnych pomysłów, a wisienkę na tym torcie stanowi głos Katey Sagal. Dla każdego, kogo lekko zmęczyli "Simpsonowie", a nie śmieszy go już inny rodzaj humoru, "Futurama" wydaje się jedynym rozsądnym wyjściem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSn5DZ42o5I/AAAAAAAAA3w/6X4rriKtNi4/s1600/99506_FOX_0462b.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 206px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSn5DZ42o5I/AAAAAAAAA3w/6X4rriKtNi4/s320/99506_FOX_0462b.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560249051849859986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I na koniec serial, w który się aktualnie wciągnąłem na całego, a po który sięgnąłem jeszcze w grudniu. Mowa tutaj o "Jak poznałem waszą matkę". Uwielbiam sitcomy, a ten jest bez wątpienia najlepszym na jaki trafiłem w zeszłym roku. Ostatnio pojawia się masa produkcji, które śmieszą na siłę - tutaj jest inaczej. Dawno nie oglądało mi się tak dobrze opowieści o czymś z pozoru tak oklepanym, jak relacje damsko-męskie i życie paczki młodych przyjaciół. No i Neil Patrick Harris w roli Barneya po prostu rządzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym, miniony rok upłynął mi pod znakiem kontynuacji seriali, które nie zdążyły mnie jeszcze zmęczyć. Czwarty sezon "Dextera" okazał się o wiele lepszy od trzeciego, drugi sezon "Siostry Jackie" trzyma poziom poprzednika, a "Dr House" da się spokojnie oglądać na wyrywki, więc aż tak dużo czasu nie zabiera. I to w zasadzie tyle. Mam nadzieję, że rozpoczynający się rok nie będzie serialowo gorszy od poprzedniego. Przydałoby się też w końcu zabrać za jakąś produkcję spod znaku s-f. Niedawno znalazłem informację o remake'u "V" - serialu, który naprawdę mnie przerażał jako dzieciaka - i mam nadzieję, że to będzie dobry wybór. A teraz już wracam do "Jak poznałem waszą matkę".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-3710847223235484807?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/3710847223235484807/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=3710847223235484807' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/3710847223235484807'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/3710847223235484807'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/01/subiektywne-podsumowanie-serialowe-ad.html' title='Subiektywne podsumowanie serialowe A.D. 2010'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSn42fqO-tI/AAAAAAAAA3g/MgGlYHETUgA/s72-c/Lost1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-6793353864394782673</id><published>2011-01-04T21:02:00.012+01:00</published><updated>2011-01-06T11:35:06.620+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Subiektywne podsumowanie komiksowe A.D. 2010</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kilka dni przerwy i kolejny post. Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać tempo. Dzisiaj o komiksach - niestety bardzo skromniutko. Uwaga, większa część tekstu doskonale pokazuje, że jestem naprawdę wielką "chwalidupą" (jak to określiła moja dziewczyna).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno nie było roku, w którym przeczytałbym równie mało komiksów, co w 2010. Mógłbym to zwalić na karb braku czasu, niedostatku pieniędzy czy skupienia się na innych pasjach. Prawda chyba jest jednak taka, że jako czytelnik komiksów nieco się wypaliłem. Mam nadzieję, że w rozpoczynającym się roku odżyje mój komiksowy bzik i będę zarówno więcej czytał opowieści obrazkowych, jak i więcej o nich pisał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A skoro mało czytałem, to i dużo ważnych komiksów przeszło mi koło nosa. Najbardziej żałuję zbiorczego "Osiedla Swoboda", którego zakup postanowiłem sobie zostawić na później, a którego nakład już się wyczerpał. Nie pozostaje mi w związku z tym nic innego, jak czekać na drugie wydanie. Inne tytuły, których nie dane mi było przeczytać, ale których lekturę planuję nadrobić, to m.in.: "Dziennik z podróży" i "Żegnaj Chunky Rice" Craiga Thompsona, "Rany wylotowe" Rutu Modan, "Blacksad" #4 Canalesa i Guarnido, "Prosiaczek 1990-2010" Krzysztofa Owedyka, "Rewolucje" #5 Mateusza Skutnika i rzecz jasna zeszłoroczne tomy "Wilqa" braci Minkiewiczów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSOOFrIyefI/AAAAAAAAA3I/blTK0Yu0v9s/s1600/mawil_safari_na_plazy.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 242px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSOOFrIyefI/AAAAAAAAA3I/blTK0Yu0v9s/s320/mawil_safari_na_plazy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558442593235401202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z tego, co przeczytałem, niewiele było rzeczy naprawdę wyjątkowych. Najbardziej obłowiłem się podczas MFKiG. Z łódzkich zdobyczy najlepiej wspominam "Safari na plaży" Mawila i "W cztery oczy" Saschy Hommera. O ile jednak "W cztery oczy" niczym mnie nie zaskoczyło, o tyle dzieło Mawila uważam za jeden z najlepszych tytułów mijającego roku. Podobnie jak poprzednie komiksy młodego Niemca, ten również dowodzi, że jego autor ma naprawdę spory talent i w lekkich, humorystycznych obyczajówkach mało kto może z nim konkurować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zeszłym roku ogromne wrażenie zrobił na mnie "Uzbrojony Ogród" Davida B. (wydany jeszcze w grudniu 2009). Co sądzę o tym tytule, pisałem już na &lt;a href="http://komiks.nast.pl/artykul/4858/Uzbrojony-Ogrod/"&gt;Alei Komiksu&lt;/a&gt;, więc tutaj nie zamierzam się rozpisywać. Po prostu polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSOOMqUD-7I/AAAAAAAAA3Q/ypj1RZXeElg/s1600/midnightnation1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 211px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSOOMqUD-7I/AAAAAAAAA3Q/ypj1RZXeElg/s320/midnightnation1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558442713273334706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Inne zaległości, które udało mi się nadrobić i których lektury na pewno nie można uznać za stratę czasu to: "Calvin i Hobbes" #11 Billa Wattersona, "Karuzela Głupców" Jasona Lutesa, "Międzyczas" Marka Turka, "Konrad i Paul" Ralfa Koeniga oraz pierwszy tom "Midnight Nation: Plemię cienia" J. M. Straczyńskiego i Gary'ego Franka (wierzę, że w końcu zabiorę się za ciąg dalszy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chyba tyle. Było, co prawda, jeszcze kilka ciekawych tytułów, ale żaden z nich nie wcisnął mnie w fotel. O ile jednak, w temacie czytelnictwa, 2010 wygląda kiepsko, o tyle, jeśli chodzi o sprawy ogólnie związane z komiksami, jest już znacznie lepiej. Udało mi się znowu pojechać na MFKiG w Łodzi, gdzie zdobyłem parę fajnych autografów. Kilka moich tekstów pojawiło się na Alei Komiksu, a i newsów też trochę napisałem (mimo ogólnego braku czasu i notorycznego lenistwa). Najmilszą niespodzianką była jednak publikacja fragmentu mojego tekstu na okładce dziewiątego tomu mangi "Hiroszima 1949: Bosonogi Gen". Zwracam tylko uwagę, że w podpisie wkradła się mała nieścisłość, gdyż w nawiasie pod moim imieniem i nazwiskiem pojawia się nazwa Alei Komiksu. Oczywiście współpracuję z rzeczonym serwisem, ale cytowany tekst pierwotnie opublikowany został w Reset-Forever (a później na &lt;a href="http://reset-forever.blogspot.com/2008/12/hiroszima-1945-bosonogi-gen-1.html"&gt;niniejszym blogu&lt;/a&gt;) i taki podpis może kogoś wprowadzić w błąd (autorem recenzji, którą znaleźć można na AK, już nie jestem). Fakt zacytowania przez wydawcę uważam niemniej za prawdziwe wyróżnienie i doskonały powód, aby w końcu wrócić do tej serii (zrobiłem sobie świąteczny prezent, kupując cztery tomy, których do tej pory nie miałem okazji przeczytać). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSOOXoHe5qI/AAAAAAAAA3Y/grKOdOvXiyM/s1600/BosonogiGEN9.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 212px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSOOXoHe5qI/AAAAAAAAA3Y/grKOdOvXiyM/s320/BosonogiGEN9.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558442901662262946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że w rozpoczynającym się roku przeczytam więcej komiksów niż w minionym (bo czyż można mniej?). Kończę zatem i zabieram się za nadrabianie zaległości...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-6793353864394782673?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/6793353864394782673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=6793353864394782673' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6793353864394782673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6793353864394782673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/01/subiektywne-podsumowanie-komiksowe-ad.html' title='Subiektywne podsumowanie komiksowe A.D. 2010'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSOOFrIyefI/AAAAAAAAA3I/blTK0Yu0v9s/s72-c/mawil_safari_na_plazy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-3000386500156710144</id><published>2011-01-02T13:25:00.017+01:00</published><updated>2011-01-02T20:11:25.428+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Subiektywne podsumowanie filmowe A.D. 2010</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kilka dni odpoczynku musi wystarczyć. Wracam do podsumowań. Tak naprawdę, to nie jestem do końca pewien, czy wszystkie z wymienionych niżej obrazów widziałem w 2010, czy może na któryś trafiłem zdecydowanie wcześniej, ale tak długo mi siedział w głowie, że trafił do niniejszego zestawienia. Z pewnością kilka istotnych tytułów też pominąłem. Cóż, ułomność poniższego tekstu chyba całkiem dobrze koresponduje z ułomnością zeszłorocznej kinematografii...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubiegły rok nie obfitował w tak wiele filmów wybitnych, co jego poprzednik. Właściwie, to nie potrafię wskazać praktycznie żadnego tytułu, który wywarłby na mnie tak duże wrażenie, jak - pochodzące z 2009 - "Droga do szczęścia", "Zapaśnik" czy "Gran Torino". W 2010 zdecydowanie więcej oglądałem seriali i to właśnie one rekompensowały mi filmową posuchę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSCV5FUtF2I/AAAAAAAAA2o/DIlhmPIGPHE/s1600/Wyspa%2Btajemnic.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSCV5FUtF2I/AAAAAAAAA2o/DIlhmPIGPHE/s320/Wyspa%2Btajemnic.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5557606748089292642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na początek tytuły, których nie widziałem, a które pewnie pojawiłyby się w tym zestawieniu, gdybym tylko je obejrzał. I tak, nie widziałem m.in.: "Incepcji", "W chmurach", "Agory", "Essential Killing", a nawet "Kick-Ass". Przede wszystkim nie obejrzałem jednak "Kari-gurashi no Arietti", czyli "Pożyczalskich" w interpretacji mistrzów ze studia Ghibli (ciekawe ile przyjdzie czekać na polską premierę tego obrazu?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co udało mi się zobaczyć? Na początku roku "Sherlocka Holmesa" Guy'a Ritchiego, następnie "Parnassusa" Terry'ego Gilliama. Oba filmy w sumie mi się podobały, ale większego zachwytu jakoś nie wywołały. Z obrazów, które widziałem w pierwszej połowie ubiegłego roku, zdecydowanie lepiej wypadły "Głód", "Precious" (polski tytuł to "Hej, skarbie") i przede wszystkim "Dom zły". Co prawda, polska produkcja miała premierę jeszcze w 2009, ale z uwagi na fakt, że widziałem ją w 2010, to uznaję ją za jeden z najlepszych filmów ubiegłego roku (nie tylko polskich). Gdzieś w tym czasie obejrzałem też głośnego "Królika po berlińsku" i muszę przyznać, że to naprawdę świetny dokument, a w zachwytach nad nim nie ma krzty przesady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSCWD5zaYFI/AAAAAAAAA2w/DyaNuyQeosY/s1600/Wszystko%2Bco%2Bkocham.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 226px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSCWD5zaYFI/AAAAAAAAA2w/DyaNuyQeosY/s320/Wszystko%2Bco%2Bkocham.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5557606933975425106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Potem już poleciało. Jeden głośny tytuł za kolejnym, a każdy z nich był mniejszym lub większym rozczarowaniem. Tak było z  "The Hurt Locker. W pułapce wojny", "Alicją w Krainie Czarów", "Księciem Persji: Piaskami Czasu" i jeszcze kilkoma innymi tytułami. Były też obrazy, po których niczego specjalnego się nie spodziewałem, a które całkiem przyjemnie mnie zaskoczyły. Wśród nich na wyróżnienie zasługuje na pewno "Nostalgia anioła", a przede wszystkim rewelacyjny "Moon". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Produkcji animowanych widziałem bardzo mało i nie załapałem się ani na nowego "Shreka", ani na trzecie "Toy Story". Zamiast nich obejrzałem "Planetę 51" i "Jak wytresować smoka". Oba obrazy raczej średnie, aczkolwiek naszpikowane kilkoma smaczkami dla geeków. Pierwszy powinien spodobać się miłośnikom produkcji spod znaku s-f, drugi tym widzom, którzy uwielbiają eksplorować fantastyczne światy w kolejnych grach rpg. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSCWPC-655I/AAAAAAAAA24/KUNfYFm-Cd4/s1600/Prorok.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSCWPC-655I/AAAAAAAAA24/KUNfYFm-Cd4/s320/Prorok.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5557607125418174354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Okres wakacyjny jak zwykle przyniósł wysyp hiciorów. W sierpniu na ekrany zawitali "Niezniszalni" - film, który mimo ogólnej miałkości fabularnej, dostarczył mi masę radochy. Oprócz niego w ubiegłym roku były jeszcze dwa tytuły, które zaspokoiły mój głód na niezbyt mądre kino akcji. Mam tu na myśli "Drużynę A" i "Policję zastępczą". I tak jak "Drużyna A" naprawdę mile mnie zaskoczyła, tak "Policja zastępcza" raczej rozczarowała (ale i tak bawiłem się przy niej naprawdę nieźle).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W temacie polskiego kina zbyt wiele nie jestem w stanie napisać. O "Domie złym" i "Króliku po berlińsku" już pisałem. Oprócz nich widziałem również "Różyczkę" i "Wszystko co kocham". Pierwszy z tych obrazów niczym mnie nie zaskoczył, ale też w sumie nie rozczarował. Ot, sprawnie nakręcona historia miłosna, w której sporą rolę odgrywa tło historyczne. Epoka i towarzyszące jej wydarzenia niemniej ważne były we "Wszystkim co kocham" - świetnym obrazie o dorastaniu. Dodatkowe punkty ten film zdobywa u mnie za potężną dawkę polskiego punk rocka z lat 80-tych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mogę nie wspomnieć o dwóch filmach, które w moim prywatnym rankingu zasługują na laur najgorszych obrazów mijającego roku. Pierwszy z nich to "Predators", obraz po którym nie spodziewałem się niczego specjalnego, ale nie przeczuwałem też, że będzie aż taką porażką. Drugi to "Wampiry i świry". Tutaj wiedziałem na co się decyduję, ale postanowiłem się trochę pomęczyć, aby, w razie czego, móc wskazać najgorszy film mijającego roku, dekady, a może i w całej historii kina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSCWcrK9eaI/AAAAAAAAA3A/Xstd10e-YXY/s1600/Social%2BNetwork.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSCWcrK9eaI/AAAAAAAAA3A/Xstd10e-YXY/s320/Social%2BNetwork.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5557607359544392098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na koniec zostawiłem sobie wyliczankę, w postaci najlepszych filmów, które obejrzałem w minionym roku. A najlepsze filmy 2010 to według mnie: "Wyspa tajemnic", "The Social Network", "Prorok", "Boso, ale na rowerze", "Grubasy". Oczywiście było sporo starszych, wybitnych obrazów, które dane mi było zobaczyć po raz pierwszy (m.in. "Sceny z życia małżeńskiego" Ingmara Bergmana czy "Spragnionych miłości" Wong Kar-Waia), jednak postanowiłem, że do grona najlepszych filmów minionego roku, zaliczę tylko te obrazy, które w tymże roku obejrzałem i których polska premiera się w nim odbyła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miniony rok pod kątem filmowym był - ogólnie rzecz ujmując - okresem rozczarowań. Większość obrazów nie spełniła moich oczekiwań, zaledwie kilka mile zaskoczyło, a jedynym filmem, który nie zrobił ani jednego, ani drugiego był chyba "Iron Man 2" - dzieło dokładnie takie, jakiego się spodziewałem. Niestety, nawet ostatni obraz, który obejrzałem w 2010, okazał się rozczarowaniem (mowa tutaj o "Tron: Dziedzictwo"). Nie wróży to dobrze rozpoczynającemu się rokowi, ale lepiej nie uprzedzać faktów...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-3000386500156710144?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/3000386500156710144/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=3000386500156710144' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/3000386500156710144'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/3000386500156710144'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2011/01/subkietywne-podsumowanie-filmowe-ad.html' title='Subiektywne podsumowanie filmowe A.D. 2010'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TSCV5FUtF2I/AAAAAAAAA2o/DIlhmPIGPHE/s72-c/Wyspa%2Btajemnic.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-3751465335062718864</id><published>2010-12-28T22:54:00.010+01:00</published><updated>2010-12-29T00:35:45.582+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Subiektywne podsumowanie growe A.D. 2010</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dzisiaj też będzie krótko. Z lenistwa wrzucam obrazki tylko z jednej gry. Zgadnijcie jakiej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRpnhrbSBSI/AAAAAAAAA2Q/2RozmQuLmHw/s1600/Screenshot2010-12-15%2B19_18_57.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRpnhrbSBSI/AAAAAAAAA2Q/2RozmQuLmHw/s320/Screenshot2010-12-15%2B19_18_57.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5555866918605423906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie cały mijający rok - pod kątem gier - zamknąć mógłby się dla mnie w jednym tytule: "StarCraft II: Wings of libert". Na kontynuację mojej ulubionej gry czekałem od dawna i mimo nieustannie przekładanej daty premiery, mój apetyt tylko się wzmagał. Wraz z końcem lipca mogłem wreszcie rozsmakować się w upragnionym daniu. Kosztuję go do tej pory i nasycić się nie mogę. Pół roku grania, a ja nadal nie mam dosyć. Gdyby chociaż ten czas upływał mi na sieciowych pojedynkach... Prawda jest jednak taka, że mnóstwo godzin spędzam na zdobywaniu kolejnych osiągnięć i przechodzeniu w kółko tych samych misji. Wykupywanie ulepszeń, najemników, próby przechodzenia misji na poziomie brutalnym, zabawa w "Zagubionego Wikinga" - to wszystko potrafi zabrać naprawdę spory kawałek czasu. Dodać do tego należy okazjonalne starcia sieciowe i już ma się grę, która potrafi zaspokoić głód elektronicznej rozgrywki na długie miesiące. A jeśli ktoś w sieciówkach czuje się jak ryba w wodzie, to z pewnością drugi "StarCraft" będzie dla niego zabawą na długie lata. 200 złotych, które należało wyłożyć za podstawową wersję w dniu premiery, to całkiem sporo, lecz jeśli spojrzy się na dawkę rozrywki, którą zapewnia "StarCrat II", można śmiało stwierdzić, że nie ma w tej chwili produkcji, której zakup byłby równie opłacalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRpn0Pd5V_I/AAAAAAAAA2Y/zUYOYc7uxXg/s1600/Screenshot2010-12-28%2B19_23_24.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRpn0Pd5V_I/AAAAAAAAA2Y/zUYOYc7uxXg/s320/Screenshot2010-12-28%2B19_23_24.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5555867237517711346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale w mijającym roku dane mi było zagrać nie tylko w najnowszego RTS-a Blizzarda. O ile w 2009 grałem naprawdę mało, o tyle w 2010 przeszedłem kilka świetnych gier. Co prawda, żadna z nich nie miała mniej niż 10 lat, ale wcale nie umniejsza to ich wartości. Na początku był "Dungeon Kepper" - doskonała produkcja, którą swego czasu zachwycali się wszyscy branżowi recenzenci. Następnie trzy tytuły, do których z przyjemnością zasiadłem po raz n-ty: "Myth I", "Myth II: Soulblighter" i "Diablo II" (wraz z dodatkiem). Nie będę ukrywał, że do każdej z tych gier mam stosunek sentymentalny, w związku z czym uważam, że nie zestarzały się one w najmniejszym stopniu. A nawet jeśli ktoś ponarzeka na ich grafikę, to nijak nie może przyczepić się do grywalności i niesamowitego, mrocznego klimatu, którego na próżno szukać nie tylko w wielu innych grach, ale w mnóstwie dzieł kultury popularnej w ogóle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Granie na komórce też mi trochę czasu zabrało (głównie z uwagi na fakt, że przez pół roku miałem pracę, w której zazwyczaj zbyt wiele do roboty nie było). Najbardziej wciągnął mnie "Airport" - zręcznościówka polegająca na lądowaniu samolotami na dwóch przecinających się pasach. Całkiem sporo czasu spędziłem też przy mutacji nieśmiertelnej gry w statki (tytułu niestety nie pamiętam) i prostej grze taktycznej pt. "Dictator Defense". O klasycznych zjadaczach czasu, pokroju "Tetrisa", raczej nie ma co wspominać. Jeśli już jestem przy growych "pierdółkach", to sporo grałem w "Robot Unicorn Attack", a także kilka innych flashówek, z których jednak żadna nie zaabsorbowała mnie w równym stopniu, co wspomniana produkcja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRpn-7DAgRI/AAAAAAAAA2g/2s8zgY4CEzs/s1600/Screenshot2010-12-28%2B20_03_12.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRpn-7DAgRI/AAAAAAAAA2g/2s8zgY4CEzs/s320/Screenshot2010-12-28%2B20_03_12.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5555867421014786322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W bieżącym roku zakupiłem nowy komputer, przez co na nowo zacząłem interesować się branżą gier komputerowych. Mam na oku kilka tytułów, które chętnie sprawdzę, na razie jednak skupiam się na demach. Dlaczego? Po prostu, czasu mam ostatnio na tyle mało, że starcza mi go jedynie na grę w "StarCrafta II". A może "StarCraft II" zabiera mi tego czasu na tyle dużo, że nie starcza go na grę w inne tytuły...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-3751465335062718864?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/3751465335062718864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=3751465335062718864' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/3751465335062718864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/3751465335062718864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/12/subiektywne-podsumowanie-growe-ad-2010.html' title='Subiektywne podsumowanie growe A.D. 2010'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRpnhrbSBSI/AAAAAAAAA2Q/2RozmQuLmHw/s72-c/Screenshot2010-12-15%2B19_18_57.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-1448461258709786032</id><published>2010-12-27T18:32:00.005+01:00</published><updated>2010-12-27T23:10:57.147+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Subiektywne podsumowanie muzyczne A.D. 2010</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pora na pierwsze podsumowanie. Krótkie, tak na rozgrzewkę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na muzyce się nie znam, jednak z uwagi na fakt, że całkiem sporo jej słucham, nie widzę powodów, aby nie podzielić się kilkoma uwagami na temat tego, co mi się podobało na tegorocznym muzycznym rynku. Bo jak mi się coś nie podobało, to po prostu nie słuchałem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten rok jest rokiem polskiej muzyki i to nie tylko przez dwusetne urodziny Chopina. Wyszło na tyle sporo fajnych krajowych albumów, że aż dziw bierze, iż radiostacje w kółko katują starą papkę. Chociaż z drugiej strony pojawiło się i całkiem sporo nowej papki, zatem rozgłośnie tak do końca to nie jechały na odgrzewanych kotletach... Pierwszy jasny punkt to nowa płyta Strachów na Lachy. Nie jestem wielkim fanem tej kapeli i zdecydowanie bliżej mi do Pidżamy Porno, niemniej muszę przyznać, że kawałki z "Dodekafonii" brzmią bardzo przyjemnie. Fajne teksty, stonowana muza - słucha się tego bardzo dobrze, mimo że brakuje czegoś ostrzejszego. No i najsłynniejszy kawałek z płyty, czyli "Żyję w kraju" to klasa sama w sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedługo po "Dodekafonii" odkryłem najlepszą w moim mniemaniu płytę mijającego roku. Mowa tutaj o "Notorycznych debiutantach" Much. Świetna muza, świetne teksty - no, po prostu majstersztyk. Rozgłośnie radiowe powinny katować tę płytę non stop. Jeśli miałbym do czegoś porównywać Muchy to chyba do Myslovitz. Nie o brzmienie jednak tutaj chodzi, a o rodzaj granej muzyki i wpływ jaki ta kapela wywrze na krajową scenę rockową (wierzę bardzo mocno, że tak będzie). Jeśli ktoś lubi ambitniejsze (ale jednocześnie popowe) gitarowe granie, to będzie w siódmym niebie. Słucham tej płyty w kółko i nie potrafi mi się znudzić. Dla takiego komiksowego maniaka jak ja, znalazł się na niej nawet kawałek ze wzmianką o Thorgalu ("Piętnaście minut później").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="640" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/_HknLlFxAmQ?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;color1=0xe1600f&amp;amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/_HknLlFxAmQ?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;color1=0xe1600f&amp;amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muchy umilały mi wiosnę i lato, wraz z jesienią nastał jednak "Abradabing". Najpierw muszę zaznaczyć, że hip-hopu raczej nie słucham - po prostu nie moje klimaty. Do pewnych kawałków mam jednak spory sentyment, a najwięcej z nich spłodził Kaliber 44. Po Kalibrze pozostało uznanie dla Abradaba i parę numerów z jego pierwszej płyty było dla mnie całkiem miłą odskocznią od rockowych klimatów. Kolejne albumy znałem słabo, aż w końcu pojawił się czwarty longplay. I jestem naprawdę oczarowany: dobre teksty, dobre podkłady - czegóż chcieć więcej? Tylko "Yo yo" pasuje mi tu jak pięść do nosa. Wiem, że to pastisz, zlewka, etc. Mimo wszystko ten numer niszczy spójność płyty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="640" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/H2IYvugv_tI?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;color1=0xe1600f&amp;amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/H2IYvugv_tI?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;color1=0xe1600f&amp;amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez cały mijający rok słuchałem wielu płyt i różnorakiej muzy, jednak żaden zagraniczny album nie potrafił na dłużej namieszać w mej głowie. Dopiero wycieczka do kina na "The Social Network" uświadomiła mi, że w 2010 nie tylko Polacy zrobili kawałek fajnej muzyki. Ścieżka dźwiękowa tego obrazu jest jednym z jego największych plusów. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, jak bardzo przyjemność z seansu może wzrosnąć dzięki doskonale dobranej muzyce, niech obejrzy najnowszy film Davida Finchera. Trent Reznor i Atticus Ross wykonali kawał porządnej roboty. OST do "The Social Network" broni się także bez obrazu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="640" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/x5faT66jmG4?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;color1=0xe1600f&amp;amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/x5faT66jmG4?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;color1=0xe1600f&amp;amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne muzyczne objawienie też ma związek z filmem - dla odmiany takim, który dopiero mam nadzieję zobaczyć. Mam na myśli "Tron: Dziedzictwo". I nie chodzi nawet o to, że lubię Daft Punk, bo muzyka w tym filmie wcale nie jest typowa dla tej grupy. Soundtrack do wspomnianego filmu jest idealnym mariażem klasycznej, symfonicznej muzyki ilustracyjnej i nowoczesnej, nienachalnej elektroniki. Kiedy się słucha tej muzyki przed oczami momentalnie stają obrazy świetlistych, złożonych z wieloboków, czołgów, które po trafieniu rozlatują się w miliony pikseli. Mam tylko nadzieję, że seans filmu nie zepsuje mojego odbioru płyty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VmVaDxnSE3c?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;color1=0xe1600f&amp;amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/VmVaDxnSE3c?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;color1=0xe1600f&amp;amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to by było na tyle, jeśli chodzi o muzyczne podsumowanie mijającego roku. Ostatnio wpadł mi w ucho tytułowy kawałek z najnowszej płyty Sabatonu, ale chyba głównie przez moje, niemal zawodowe, skrzywienie na punkcie Sparty. Jak ktoś lubi bardzo melodyjny, patetyczny power metal, to powinien sięgnąć po "Coat of Arms". Tych, którzy nie trawią takiej muzyki i tak nie przekonam. W ciągu ostatnich miesięcy przesłuchałem też nowe albumy Deftones i Stone Sour - aczkolwiek jakoś mnie nie przekonały. Może ich czas dopiero nadejdzie... Zważywszy na to, że jestem fanatykiem "StarCrafta" nie mogłem też darować sobie soundtracku z drugiej części tej gry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie jeszcze parę muzycznych odkryć by się znalazło, ale mogę spokojnie zakończyć tę wyliczankę. Oprócz wymienionych wyżej albumów, słuchałem głównie starszych płyt, czyli tego co znam, lubię i czym nieprędko się znudzę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-1448461258709786032?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/1448461258709786032/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=1448461258709786032' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1448461258709786032'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1448461258709786032'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/12/subiektywne-podsumowanie-muzyczne-ad.html' title='Subiektywne podsumowanie muzyczne A.D. 2010'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-2055339762283830182</id><published>2010-12-26T11:16:00.011+01:00</published><updated>2010-12-27T10:38:21.204+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='inne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Zima w grach</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zanim przejdę do właściwego tekstu - kilka spraw formalnych. Na początek spóźnione życzenia świąteczne: wszystkim, którym zdarza się tu trafić, życzę aby moje teksty były dla nich lekturą lekką i przyjemną, a czasami może nawet pouczającą. Sobie życzę właściwie tego samego. A poza tym szczęścia (pod tym jednym, prostym słowem kryje się wszystko, co w życiu ważne). Druga sprawa formalna: mocno się opuściłem ostatnimi czasy, a tu rok zbliża się ku końcowi. W związku z tym planuję cykl podsumowań. Mam nadzieję, że nie skończy się on na jednym wpisie. A teraz już zapraszam do tekstu, który chodził za mną od końca listopada (kiedy to spadł pierwszy śnieg), a za który zabieram się właśnie dzisiaj - podczas kolejnego w tym miesiącu ataku zimy. Będzie osobiście, sentymentalnie i nie zawsze rzeczowo. Obrazki zaczerpnąłem z następujących witryn: &lt;a href="http://eu.blizzard.com/pl-pl/"&gt;Blizzard.com&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bungie.net/"&gt;Bungie.net&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.gram.pl/"&gt;Gram.pl&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku wypada zaznaczyć, że tytuł niniejszego tekstu należy rozumieć dosłownie. Nie chodzi mi o posuchę na rynku wydawniczym, wtórność najnowszych produkcji, czy w reszcie coraz mniejszą ilość naprawdę dobrych gier. Pisząc o zimie w elektronicznej rozrywce, postaram się przedstawić gry, w których biały puch jest stałym elementem krajobrazu. Oczywiście będę się opierał na własnych doświadczeniach, w związku z czym niejedna istotna pozycja zostanie pominięta...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRdRcMLD2BI/AAAAAAAAA18/wjjnvzfqf-4/s1600/ss19-l.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRdRcMLD2BI/AAAAAAAAA18/wjjnvzfqf-4/s320/ss19-l.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5554998210130597906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie wyobrażam sobie piękniejszej scenerii niż zimowy krajobraz. I mimo, że przyśnieżone drzewa iglaste, doliny lodowych wichrów, a nawet niedźwiedzie polarne mocno pachną kiczem, to nic nie poradzę na to, że zimowe elementy w grach zawsze mocno działają na moją wyobraźnię. A najmocniej właśnie teraz, kiedy ziemia przykryta jest kilkunastocentymetrową warstwą białego puchu. W takich okolicznościach przyrody nie ma nic fajniejszego, jak usiąść w ciepłym fotelu, zaparzyć sobie kubek gorącej herbaty i zapuścić na kompie grę, która idealnie komponowałaby się z widokiem za oknem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszą zimową grą, w którą dane było mi zagrać, był klasyczny zjazd narciarski na Rambo TV Games (taka podróba Atari 2600). Ot, u góry ekranu był człowieczek na nartach, a od dołu jechały sobie choinki, kamienie, czasami nawet jakiś renifer. Co istotne, była to jedna z najbardziej kolorowych gier ta tę konsolkę (pewnie się mylę, ale można tam było odnaleźć co najmniej dziesięć barw). Właściwie była to jedyna zimowa sportówka, w którą się zagrywałem. Potem były jeszcze jakieś olimpiady na Amidze kuzyna (Albertville lub Lillehammer - już nie pamiętam), demo NHL 1998 (w które grałem tylko dlatego, że kiedy dochodziło do starcia między zawodnikami, gra zamieniała się w mordobicie), a także kultowe Deluxe Ski Jump - produkcja, w którą choć raz zagrał każdy gracz w tym kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRdRK8eVQ6I/AAAAAAAAA10/WvIJ7hMnHY4/s1600/ss12.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRdRK8eVQ6I/AAAAAAAAA10/WvIJ7hMnHY4/s320/ss12.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5554997913858687906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zima urzekła mnie tak naprawdę dopiero przy okazji RTS-ów. Najpierw był "WarCraft 2". Lód na rzekach, przykryte śniegiem choinki, a do tego świąteczne dekoracje budynków - w żadnej innej grze zima nie była tak piękna. A że zazwyczaj odpalałem sobie drugiego "WarCrafta" właśnie w okresie świątecznym, to ogólny efekt był tym mocniejszy. Później przyszła pora na "Myth" I &amp; II. W finale dema pierwszej części pojawia się świetna, zimowa plansza i to właśnie ona przekonała mnie do całej serii. Nie powinno zatem dziwić, że drugiego "Mytha" przeszedłem po raz pierwszy właśnie w święta. A potem już był "StarCraft: Brood War", w którym pojawia się lodowa planeta Braxis. Do tej pory, od czasu do czasu, odpalam sobie pierwszą misję z kampanii Terran, tylko po to, aby popodziwiać Siege Tanki na śniegu. Wypadałoby w tym miejscu wspomnieć jeszcze cykl "Red Alert", ale przyznaję się bez bicia, że nigdy jakoś, przy którejkolwiek części sagi studia Westwood, dłużej nie posiedziałem. Wszystko chyba przez to, że pierwszy "Red Alert" mocno odstawał według mnie od pozycji ze stajni Blizzarda. Któż jednak nie widział screenów z czerwonymi budynkami i pojazdami Sowietów na bialutkim śniegu? Tak, "Red Alert" bez zimy na pewno nie byłby tą samą grą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomniałem o "Brood War". Znamienne jest, że zimowe plenery pojawiały się dopiero w dodatkach wielu gier. Mało tego, zima pojawiała się w podtytułach tychże dodatków. "WarCraft III: The Frozen Throne", "Warhammer 40000: Dawn of War - Winter Assault" - to najlepsze przykłady tego typu produkcji. Ale zima niemałą rolę gra też w "Diablo II: Pan Zniszczenia", "World of Warcraft: Wrath of the Lich King", "Hexen II: Portal of Praevus". Ta lista byłaby pewnie jeszcze dłuższa, ale w tej chwili jakoś nie przychodzi mi do głowy więcej mroźnych rozszerzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRdQls-mZLI/AAAAAAAAA1s/17YoW6nKLp8/s1600/ss22-l.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRdQls-mZLI/AAAAAAAAA1s/17YoW6nKLp8/s320/ss22-l.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5554997274043901106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wśród gier, w których świat przedstawiony jest bardzo ważnym elementem, obok RTS-ów wypada wymienić jeszcze RPG i FPP. Zimowe RPG, od początku do końca, to przede wszystkim saga "Icewind Dale". Jeśli ktoś lubi klasyczne klony "Baldur's Gate" i szuka czegoś na zimowe wieczory, to chyba nie trafi lepiej. Przemierzając fantastyczne krainy wielu gier fabularnych tak czy inaczej trafia się na śnieżne pejzaże, które są stałym elementem krajobrazu większości gier fabularnych - tuż obok zielonych lasów, piaszczystych pustyń, miast i podziemi. Nie inaczej jest w przypadku produkcji FPP, z tym, że tutaj dużo więcej produkcji osadzonych jest w futurystycznych, industrialnych sceneriach, w których zdecydowanie trudniej o śnieg. Zimy nie zabrakło jednak w produkcjach osadzonych w realiach historycznych bądź współczesnych. Zwracam zwłaszcza uwagę na "Medal of Honor: Allied Assault" i misję w ardeńskim lesie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Równie dużo światów, co w erpegach, jest też zawsze w platformówkach. O zimie nie zapomnieli twórcy takich serii jak: "Rayman", "Crash Bandicoot", "Pandemonium", "Sonic", "Croc"... Długo by wymieniać. Najsłynniejszy hydraulik w branży doczekał się nawet amatorskiej gry pt. "Super Mario Winter Adventure", a ponadto, wraz z jeżem Segi, jest tytułowym bohaterem "Mario &amp; Sonic at the Olympic Winter Games", wydanej specjalnie z okazji tegorocznej olimpiady. Jak zima to święta - pamiętali o tym ludzie z Epic MegaGames, wypuszczając świąteczne edycje obu części "Jazz Jackrabbit". Czyż może być lepszy gatunek na eksploatowanie świąteczno-zimowych klimatów niż, skierowane głównie do dzieci, platformówki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez zimowej planszy nie obędzie się też żadna szanująca się samochodówka. Najmocniej w pamięci utkwiła mi zimowa trasa z "Rollcage Stage II", ale też w niejednej rajdówce najprzyjemniej pokonywało mi się zaśnieżone OS-y (Rajd Szwecji rządzi). Zwolennicy czysto zręcznościowej jazdy zimę znajdą w niemal każdej arcadowej ścigałce - od jazdy na skuterach śnieżnych poczynając, a kończąc na produkcjach pokroju zapomnianego, acz naprawdę przyjemnego "Motor Mash".Próżno szukać za to śniegu w realistycznych symulatorach F1, NASCAR, TOCA. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaję sobie sprawę jak wielu miłośników mają przygodówki, aczkolwiek nigdy jakoś nie potrafiłem się wciągnąć w produkcje tego typu. Zaś z przedstawicieli tego gatunku, które osadzono w zimowych klimatach, przychodzą mi w tej chwili do głowy jedynie dwa tytuły: klasyczny "Prisoner of Ice" i stosunkowo świeży "Fahrenheit".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są jeszcze gry logiczne, aczkolwiek tutaj większość tytułów to po prostu zimowo-świąteczne wersje klasyków pokroju "Tetrisa". Za to każdy, kto szuka zimy w prostych, darmowych produkcjach i flashówkach powinien bez problemu znaleźć kilka tytułów, które przypadną mu do gustu. Od siebie polecam "SnowCrafta" i cykl &lt;a href="https://www.yetisports.org/"&gt;"Yeti Sports"&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W niniejszym tekście dominują starsze tytuły - przede wszystkim ze względu na fakt, że w nowości gram naprawdę rzadko (kiedyś z uwagi na słaby sprzęt, teraz przez to, że muszę nadrobić kilka lat growej absencji, a czasu wciąż mi brakuje). Ostatnio odpaliłem jednak demko "Lost Planet" i muszę przyznać, że zima we współczesnych produkcjach potrafi zachwycić równie mocno, co kilkanaście lat temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRdRvc_PFgI/AAAAAAAAA2E/cMtvmvOGg4I/s1600/1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRdRvc_PFgI/AAAAAAAAA2E/cMtvmvOGg4I/s320/1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5554998541061920258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A dlaczego właściwie ta zima na ekranie tak bardzo urzeka? Białe tło jest najbardziej czytelnym z możliwych, zatem w dawnych czasach detale były na nim po prostu lepiej widoczne niż na burych bitmapach. Dzisiaj gracze, zmęczeni graficznym galimatiasem, też lubią zrelaksować oczy przy białych sceneriach. Poza tym gry to przede wszystkim akcja, a czy jest prostszy sposób na podniesienie atrakcyjności tejże, niż osadzenie jej w ekstremalnych, zimowych klimatach? Świetnie sprawdza się to zwłaszcza w tytułach dla jednego gracza, gdzie zimowe pustkowie sprawia, że bohater jest jeszcze bardziej samotny. Poza tym zima jest dla nas - Polaków, czymś całkiem swojskim. Lasy są wszędzie, więc odpadają, pustynia może się podobać mieszkańcom krajów arabskich, ew. Teksasu, tropikalne wyspy pachną wakacjami rodem z folderu biura podróży (niekoniecznie bankrutującego), a zaświaty i kosmos nikomu raczej nie wydają się swojskie. Za to zima, to jest coś, co znamy od dzieciństwa. Śnieg, mróz, opóźnione autobusy i zaskoczeni drogowcy. Czyż nie jest przyjemnie przyciąć sobie w "WarCrafta 2" na zimowej planszy, a następnie wyskoczyć na spacerek do lasu i stwierdzić, że właściwie tylko orków brakuje? Jest jeszcze jeden powód, dla którego wielu graczy tak lubi zimowe plansze. Na żadnym innym podłożu krew nie wygląda równie malowniczo, co na śniegu...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-2055339762283830182?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/2055339762283830182/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=2055339762283830182' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/2055339762283830182'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/2055339762283830182'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/12/zima-w-grach.html' title='Zima w grach'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TRdRcMLD2BI/AAAAAAAAA18/wjjnvzfqf-4/s72-c/ss19-l.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-1320275745263468634</id><published>2010-11-21T18:26:00.010+01:00</published><updated>2010-11-22T17:47:06.274+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='inne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Robot Unicorn Attack</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tradycyjnie: długo mnie nie było, trochę się w tym czasie wydarzyło itd., nie zamierzam jednak przeciągać akapitu wprowadzającego, zatem zapraszam już do tekstu o grze, którą odkryłem zdecydowanie zbyt późno.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TOli92kgl7I/AAAAAAAAA1E/V64m4Tuh3sg/s1600/RUA.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 241px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TOli92kgl7I/AAAAAAAAA1E/V64m4Tuh3sg/s320/RUA.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5542069631216293810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Najpierw trafiłem na wzmiankę o "Robot Unicorn Attack" w jednym z wydań specjalnych "KŚ Gry", potem tenże tytuł co jakiś  czas rzucał mi się w oczy podczas przeglądania różnych miejsc w sieci, aż w reszcie się przełamałem i postanowiłem sprawdzić tę flashową platformówkę. Teraz "Robot Unicorn Attack" jest grą, przy której odpoczywam pomiędzy kolejnymi odpaleniami drugiego "StarCrafta".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźcie sobie krainę rodem z "Troskliwych misiów", w której pełno jest białych obłoczków, tęcz i gwiazdek, a wszystko skąpane jest w rozkosznym różu. Wyobraźcie sobie teraz jednorożca, który jest prawowitym władcą tego sielankowego królestwa. Wszystko byłoby pięknie, ale jego zły brat bliźniak postanowił zagarnąć władzę i teraz bohaterowi nie pozostaje nic innego, jak biec, skakać i pokonywać przeszkody. Mam nadzieję, że ta krótka charakterystyka nieco przybliża infantylizm omawianej produkcji (przytoczonej historii nie zmyśliłem, lecz zaczerpnąłem ją z wikipedii).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TOljInQCdXI/AAAAAAAAA1M/6QBFmsEHivM/s1600/RUA02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TOljInQCdXI/AAAAAAAAA1M/6QBFmsEHivM/s320/RUA02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5542069816082462066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Fabuła fabułą, ale tutaj chodzi o rozgrywkę. Gra jest platformówką, w której całe sterowanie sprowadza się do operowania dwoma klawiszami: Z (odpowiada za skok) i X (jednorożec zmienia się w tęczową smugę, która może rozbijać różowe gwiazdki). Gracz ma trzy podejścia i tylko od jego umiejętności manualnych zależy, ile punktów uda mu się zdobyć. Równie proste, co wciągające.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z cukierkową oprawą idealnie współgra oprawa muzyczna, którą stanowi utwór "Always" brytyjskiej grupy synthpopowej Erasure. Istnieje spore ryzyko, że po kilku partyjkach kawałek przeniknie do podświadomości, niczego nieświadomego, gracza i będzie o sobie co jakiś czas przypominał (np. podczas porannej toalety czy podróży komunikacją miejską). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TOljZ_C64kI/AAAAAAAAA1U/nc6Zr9OoyeA/s1600/RUAmetal.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TOljZ_C64kI/AAAAAAAAA1U/nc6Zr9OoyeA/s320/RUAmetal.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5542070114527666754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że "Robot Unicorn Attack" jest dla mnie prawdziwym odkryciem. W moim prywatnym rankingu flash'ówek zdeklasowana została dopiero przez... "Robot Unicorn Attack Heavy Metal". W momencie, kiedy przeczytałem pierwsze wzmianki na temat tej produkcji, jasnym się stało, że muszę ją sprawdzić. I wszystko byłoby piękne, gdyby nie fakt, że edycja heavy metalowa ukazała się pierwotnie na iPhony. Wczoraj jednak zdarzył się cud i znalazłem tę grę w sieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozgrywka w "Robot Unicorn Attack Heavy Metal" niczym nie odbiega od tego, co znaleźć można w wersji podstawowej, zmieniły się za to dekoracje. Kiczowaty klimat, będący wypadową wystroju pokoju siedmiolatki i list przebojów z lat 80-tych, zastąpiony został złowrogim designem, w jakim idealnie odnajduje się każdy piętnastolatek, rozpoczynający właśnie swą przygodę z cięższymi brzmieniami. Są tu zatem szkielety, pentagramy, płomienie i zdobiąca ten tort (oczywiście nasączona spirytusem) wisienka, w postaci utworu "Battlefield" Blind Guardian. Niemieckich power metalowców darzę olbrzymim sentymentem i przyznaję, że to właśnie fakt wykorzystania ich kawałka zdecydował o tym, iż mocno się napaliłem na "Robot Unicorn Attack Heavy Metal".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TOljjJTmn-I/AAAAAAAAA1c/fjrHO_XOv8E/s1600/RUAmetal02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 241px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TOljjJTmn-I/AAAAAAAAA1c/fjrHO_XOv8E/s320/RUAmetal02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5542070271900819426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym wierzyć, że trochę pogram i mi się znudzi, ale omawiana gra jest wzorcowym przykładem produkcji, przy których nader często gracz postanawia sobie, że "jeszcze tylko jeden raz i koniec".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obie części przygód cybernetycznego jednorożca wyróżniają się prostym pomysłem, wciągającą i wymagającą rozgrywką i - nade wszystko - kiczowatym klimatem (w dwóch skrajnych odmianach). Już sam tytuł odpycha, jednak jeśli zdecydujecie się odpalić tę flashówkę, to wyrwę w życiorysie macie zapewnioną (jak długą - to już kwestia silnej woli, ew. odcięcia od sieci, wykręcenia korków itp.). Dodam tylko, że na koniec listopada Adult Swim Games zapowiedział wydanie świątecznej edycji "Robot Unicorn Attack". Czas pokaże, czy w tle będzie można usłyszeć nieśmiertelny przebój Wham!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz już linki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://games.adultswim.com/robot-unicorn-attack-twitchy-online-game.html"&gt;Robot Unicorn Attack&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://games.adultswim.com/robot-unicorn-attack-heavy-metal-twitchy-online-game.html"&gt;Robot Unicorn Attack Heavy Metal&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla wszystkich, którzy kompa używają tylko do przeglądania najpopularniejszego serwisu społecznościowego, przygotowana też została facbook'owa wersja "RUA". Miłej zabawy!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-1320275745263468634?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/1320275745263468634/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=1320275745263468634' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1320275745263468634'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1320275745263468634'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/11/robot-unicorn-attack.html' title='Robot Unicorn Attack'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TOli92kgl7I/AAAAAAAAA1E/V64m4Tuh3sg/s72-c/RUA.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-1849196288039906098</id><published>2010-10-18T17:43:00.010+02:00</published><updated>2010-10-19T20:17:35.243+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Biceps #1</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ten miesiąc nie może się zamknąć jednym wpisem, mowy nie ma. Z wieści gminnych: dzisiaj zakończyła się ma przygoda z jedną robotą, jutro zaczynam z kolejną, powoli odgrzebuję się z MFK-owej kupki, a przez większość tzw. czasu wolnego nabijam kolejne osiągnięcia w SC2. No, a teraz już zapraszam do tekstu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TLyBiGsnSzI/AAAAAAAAA00/tEUNMsrbeSg/s1600/biceps_1_okladka.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TLyBiGsnSzI/AAAAAAAAA00/tEUNMsrbeSg/s320/biceps_1_okladka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5529436865417399090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mimo, iż Łukasz Mazur zaprzecza, jakoby nazwa "Biceps" nawiązywała do budowy fizycznej któregokolwiek z redaktorów, to nic nie poradzą na to, że myśląc o nowym komiksowym periodyku od razu w mym umyśle pojawia się postawny, krótko ścięty miłośnik historii obrazkowych o fizjonomii mocno przypominającej Jacka Jastrzębskiego. Zresztą Ystad to jedna z najbardziej charakterystycznych osób w polskim środowisku komiksowym i pewnie równie dobrze, co w roli redaktora, sprawdziłby się również jako bohater któregoś z bicepsowych komiksów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Redakcja (czyli, wspomniani już: Łukasz Mazur i Jacek Jastrzębki, a także Mateusz Trąbiński) chciała swoim dziełem złożyć hołd starym kserowanym zinom. Cel zacny i już teraz muszę przyznać, że w pełni zrealizowany. Jest mocny tytuł, zinowy klimat, lepsze i gorsze historie... Tylko jakość wydania zgoła niezinowa: porządna okładka, dobry papier, wreszcie jakość druku, której nie można nic zarzucić. Szkoda tylko, że komiks Daniela Grześkiewicza nie został zaprezentowany w kolorze (cena by jednak skoczyła i zinowatość "Bicepsa" by szlag trafił).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak prezentuje się zawartość muskularnego magazynu? Biorąc pod uwagę, że to wydawnictwo niszowe, a do tego debiut wydawniczy trójki redaktorów, to naprawdę zacnie. Dobór komiksów jest bardzo dobry, a prawdziwą perełkę wśród nich stanowi dzieło Tony'ego Sandovala. Już dla samego "Wilkołaka" warto w knajpie wypić dwa piwa mniej i zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zainwestować w "Bicepsa". Scenariusz tej historii może i nie jest niczym wybitnym, ale warstwa graficzna tego komiksu prezentuje się doskonale i, w przeciwieństwie do wspomnianej historii autorstwa Grzeszkiewicza, została wprost stworzona do publikacji w takim miejscu i formie. Bardzo podoba mi się również pomysł z cyklem "Na chłopski rozum/Babskie gadanie". Dobra jest jednoplanszówka Pawełka i Stefańca, aczkolwiek dotyczy tematu, którego już od dawna mam dość, i który, na szczęście, już zniknął z mediów. Kolejne mocne strony "Bicepsa" to paski, a najlepiej z nich wypada "Całus" Grządzieli (o wiele lepiej niż dwuplanszowy "W.M.P" tegoż autora). Rozbawiła mnie nawet "Wielka wojna goblinów" Jacka Kuziemskiego (aczkolwiek dopiero przy czwartym pasku...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Publicystyka też jest mocną stroną omawianego magazynu. Szymon Holcman przypomina komiks "Salut bohaterom", a Przemek Pawełek marvelowski imprint Epic. Oba teksty zasługują na uwagę. Podobnie jak felieton Tomasza Pstrągowskiego pt. "Nikt Was nie kocha!". Obserwując pewne ruchy w komiksowej blogosferze już wywołał on małą wojną, ale w szczegóły się nie zagłębiam. Warto przeczytać samemu i zgodzić się lub nie z tezami autora. Prawdziwym hitem numeru jest na pewno pierwsza odsłona "Gotuj z Bicepsem!". Jeśli tylko kiedyś zdarzy się, że będę miał dwa zbędne piwa, to nie omieszkam sprawdzić przepisu Andrzeja Janickiego. Publicystyczną całość dopełnia kącik białego kruka i recenzje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pochwaliłem, teraz pora zganić. Na początek Ystada, gdyż ze stopki wynika, że to on odpowiada za korektę. Czyżby w takim razie zapomniał skorygować swoich recenzji? Wystarczy zerknąć na dwa pierwsze akapity poświęcone komiksowi "Siedem + dwa", aby przekonać się, że coś tu nie styka z odmianą pewnych wyrazów. Kolejne zarzuty mam do krzyżówki (swoją drogą, będącej kolejnym świetnym pomysłem). Obstawiam, że w jeden poziomo chodziło o Spiegelmana (bo o kogóż by innego?), lecz niestety nijak nie mogłem tego nazwiska zmieścić w dziewięciu kratkach. Pojawia się też miejsce na wpisanie poziomo odpowiedzi na pytanie nr 27. Tylko, że nigdzie takiego pytania nie ma... Mało tego, trzeba zgadywać gdzie wpisać imię polskiego smoka i francuskiego pieska. Komiksowi ortodoksi z niechęcią też pewnie pobazgrają swój egzemplarz "Bicepsa". I tak jednak uważam krzyżówkę za bardzo przyjemną rzecz i chciałbym aby na stałe zagościła w kolejnych numerach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponarzekać też można na poziom niektórych komiksów. Efektownie wyglądają "Mendy", jednak ich siłą miała być puenta, a ta jest w pełni przewidywalna już od samego początku (tytułu?). Z kolei "U Bar-mana" to zbiór oklepanych żartów o popularnych superbohaterach. Wspominany już, graficznie dopieszczony "W.M.P", nie jest niczym więcej, jak tylko próbką rysunkowego talentu Tomasza Grządzieli. No i starczy tego narzekania, bo wyjdzie na to, że powodów do smęcenie "Biceps" daje równie dużo, co okazji do pochwał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Arcz, TeO i Ystad odwalili kawał dobrej roboty. W skromnym, czarno-białym magazynie zgromadzili sporo porządnych komiksów i tekstów. Wierzę, że następnym razem korekta już będzie lepsza, ilość dobrych historii wzrośnie, a poziom publicystki pozostanie równie dobry (czekam na kolejne przepisy - może tym razem z jakąś fotką gotowego dania?). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapomniałbym wspomnieć, że okładka pierwszego "Bicepsa" naprawdę cieszy oko. Tylko te plastry na sutkach... Moda modą, ale ileż można zasłaniać krzyżykami przepiękne zwieńczenie kobiecych piersi?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-1849196288039906098?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/1849196288039906098/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=1849196288039906098' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1849196288039906098'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1849196288039906098'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/10/biceps-1.html' title='Biceps #1'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TLyBiGsnSzI/AAAAAAAAA00/tEUNMsrbeSg/s72-c/biceps_1_okladka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-4215098314644389295</id><published>2010-10-03T17:10:00.011+02:00</published><updated>2010-10-03T19:56:39.406+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imprezy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>21. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bez zbędnego przeciągania zapraszam do relacji z tegorocznego MFKiG. Ostrzegam jednak, że jest to "prywata" w czystej postaci.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TKjDD_Q9xWI/AAAAAAAAA0M/TUnLjaeCwcY/s1600/MFK.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 68px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TKjDD_Q9xWI/AAAAAAAAA0M/TUnLjaeCwcY/s320/MFK.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5523879416259528034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Poprzedni festiwal wywarł na mnie na tyle duże wrażenie, że bardzo chciałem przyjechać również na jego tegoroczną edycję. To pragnienie jakoś się rozmyło w czasie i jeszcze tydzień temu nie byłem pewien czy się w Łodzi pojawię. Zebrałem się jednak w sobie, pomęczyłem kilku znajomych propozycjami wyjazdu i ruszyłem na największe w Polsce święto komiksu. Z owych znajomych zaproszenie przyjął tylko Wojtek, za co jestem mu niezmiernie wdzięczny, gdyż nie ma nic gorszego niż samotne wędrowanie po wielkim i obcym mieście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PKS z Opola do Łodzi trochę jedzie, więc na miejscu zjawiliśmy się nieco po 11. Pierwszy punkt programu to oczywiście ŁDK. Kupno wejściówek na dwa dni, otrzymanie gustownych opasek (w tym roku żółtych) i pozbieranie kilku ulotek i broszurek (w tym tej najważniejszej, czyli programu). Chwilę później zjawiła się Louise, z którą zamieniłem kilka słów i wybrałem się na spotkanie z Mawilem i Sascha Hommerem. Właśnie wizyta tych dwóch autorów była dla mnie największą atrakcją tegorocznego MFKiG. Sama rozmowa przebiegała standardowo: goście mówili o swoich inspiracjach, innych niemieckich twórcach komiksowych oraz swoich dziełach wydanych właśnie przez KG. Wojtek w tym czasie udał się do sali 221, gdzie uczestniczył w kilku kolejnych spotkaniach. Po spotkaniu z Mawilem i Hommerem zrobiłem szybki rekonesans giełdy i dołączyłem do niego, akurat w trakcie dyskusji o Jokerze. Jakoś specjalnie się na nią nie napalałem, ale skoro już wszedłem, to postanowiłem zostać. Chłopaki całkiem ciekawie gadali i każdy, kto chciał wzbogacić swą wiedzę o największym przeciwniku Batmana, miał ku temu okazję. Na koniec przeprowadzony został konkurs. Każdemu z obecnych na sali rozdano karty, wśród których znajdowały się dwa jokery. Kiedy prowadzący powiedział: "No, to już wszyscy wiedzą czy wygrali", przypomniałem sobie, że na mojej nodze leży karta. Bez entuzjazmu odwróciłem ją i ku swemu zdumieniu stwierdziłem, że to czerwony joker. I w ten sposób, całkiem nieoczekiwanie, wygrałem oryginalne wydanie "Jokera" Briana Azzarello i Lee Bermejo. Później dowiedziałem się, że drugiego Jokera (nagrodzonego plakatem) wylosował mój redakcyjny kolega, Kuba. Jeśli dodać do tego fakt, że jednym z prowadzących dyskusję był Damex (o czym zresztą dowiedziałem się też później, bo chłopaka z wyglądu w ogóle nie kojarzyłem, a na samo spotkanie przybyłem z dziesięciominutowym spóźnieniem), który czasami też się na Alei Komiksu udziela, to całe wydarzenie może znaleźć się pod lupą wszelkich łowców teorii spiskowych w polskim komiksie (inna sprawa, że pewnie z połowa osób na sali miała kiedyś coś wspólnego z AK). Równie zaskakujący jest fakt, że gdybym po kilkudziesięciu minutach podpierania ściany nie przysiadł się do Wojtka, to on wylosowałby tę kartę. Później zresztą powiedział mi, że poszedł na ten panel m.in. ze względu na konkurs. Cóż, "life is brutal". Normalnie we wszelkich konkursach czy loteriach nie mam za wiele szczęścia, ale jeśli chodzi o komiksy, to los wyraźnie mi sprzyja (w ciągu ostatnich pięciu lat ze cztery razy wygrywałem w różnych konkursach okołokomiksowych).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TKjDQSP7b8I/AAAAAAAAA0U/pWeowXH77rI/s1600/201010022269.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TKjDQSP7b8I/AAAAAAAAA0U/pWeowXH77rI/s320/201010022269.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5523879627513884610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem do Textilimpexu, aby ze stanowiska Multiversum odebrać "Jokera", następnie zaopatrzyłem się w "Safari na plaży" i "W cztery oczy", i ustawiłem się w kolejce po autografy Mawila i Hommera. Prawie dwie godziny w kolejce to naprawdę kawał czasu, a ja, jako osobnik urodzony w schyłkowym okresie Polski Ludowej, nie przywykłem do wężyków pełnych ludzi (nie liczę kolejek w urzędach, na egzaminy, czy w supermarketach). Przynajmniej była to doskonała okazja, aby posłuchać osobników, którzy zdobywaniem autografów zajmują się niemal wyczynowo. Obaj goście z Niemiec wrysowali mi bardzo ładne graficzki. Mało tego, mogę pochwalić się, że byłem ostatnim szczęśliwcem, któremu Mawil zgodził się narysować roznegliżowaną niewiastę... Potem jeszcze jedna kolejka, do Tadeusza Baranowskiego, dzięki czemu Orient Men pojawił się w komiksie "To doprawdy kiepska sprawa kiedy bestia się pojawia". Jakoś wcześniej nie miałem okazji spotkać tego autora na żywo i muszę przyznać, że przy tym pierwszym spotkaniu wywarł na mnie naprawdę bardzo pozytywne wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TKjDZRiGH4I/AAAAAAAAA0c/TracfkDxcQM/s1600/201010022270.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TKjDZRiGH4I/AAAAAAAAA0c/TracfkDxcQM/s320/201010022270.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5523879781940469634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ostatni posiłek jadłem przed wyjazdem (ok. 6 rano), a zbliżała się już 17, zatem kolejne kroki skierowałem wraz z Wojtkiem na Piotrkowską. Trochę mięsiwa i dwa piwa od razu zregenerowały me nadwątlone siły. Zbliżała się już 19, w związku z czym warto było zatroszczyć się o nocleg. Sala gimnastyczna na ostatnim piętrze ŁDK nadawała się do tego celu idealnie. Nauczony zeszłorocznym doświadczeniem, tym razem zaopatrzyłem się w śpiwór (a raczej, zaopatrzył mnie Wojtek, któremu w tym miejscu jeszcze raz dziękuję). Ba, w tym roku nie tylko zabrałem śpiwór, ale i wybrałem się na galę. Mój towarzysz podróży postanowił sobie tę atrakcję odpuścić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TKjDj6TExaI/AAAAAAAAA0k/hsNe-2IpxVI/s1600/201010022272.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TKjDj6TExaI/AAAAAAAAA0k/hsNe-2IpxVI/s320/201010022272.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5523879964682012066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dwa szczelnie zapakowane autobusy wzbudzały zainteresowanie łódzkich przechodniów. Odjazd nastąpił z pewnym opóźnieniem, ale obu pojazdom szczęśliwie udało się dotrzeć na miejsce. Jako, że byłem sam jak palec, gdzieś w tłumie wypatrzyłem wspominanego już Kubę (sugerowałem się facebookowym zdjęciem, więc trochę zgadywałem, że to on) i postanowiłem perfidnie przyczepić się do jego ekipy. O samym przebiegu gali nie ma co pisać, bo listę odznaczonych, wyróżnionych, nagrodzonych itd. można sobie znaleźć w sieci. Na pewno bardzo charakterystycznym elementem był beatboxer. Co do najważniejszych nagród, czyli dla wydawnictwa i komiksu roku, to o ile wybór Ongrysa może być sporym zaskoczeniem (w żadnym razie jednak nie negatywnym), o tyle uznanie "Łaumy" najlepszym polskim tytułem ostatnich dwunastu miesięcy jest jak najbardziej zasłużone (aczkolwiek jestem fanem "Osiedla Swoboda"...). O tej porze i wśród takiego tłumu mój organizm domagał się już jakiegoś piwa, niestety ogromna kolejka do baru skutecznie blokowała możliwość zaspokojenia tegoż pragnienia. Naprawdę miałem już dość kolejkowych doświadczeń jak na jeden dzień... Chwilę pogapiłem się na wybory miss festiwalu, jednak spasowałem już przy drugiej rundzie i wspólnie z Kubą i jego radosną ekipą poszedłem na miasto. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas spędzony w piwiarni za stracony uznać być nie może. Dyskusje m.in. o tym, która "Szklana Pułapka" jest najlepsza lub poczynaniach Straczynskiego w DC sprawiły, że wpadłem w błogi, geekowy nastrój. Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy przy piwie rozmawiają o polityce, lub, w jeszcze gorszym przypadku, o piłce nożnej... Niestety, próba przeszmuglowania Kuby i jego znajomych do ŁDK skończyła się niepowodzeniem. Wcześniej Wojtek oznajmił, że chciałby w niedzielę wcześniej wracać. Przejrzałem szybko program i w gruncie rzeczy nie znalazłem nic, czego nie mógłbym sobie odpuścić, zatem cała tegoroczna przygoda na MFKiG zakończyła się na jednym, jakże intensywnym jednak, dniu. Po przebudzeniu ruszyliśmy na dworzec i wpakowaliśmy się do PKS-u. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że kierowca w autobusie postanowił sprawdzić mój rok urodzenia, w związku z czym studencka zniżka za przejazd przeszła mi koło nosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TKjDuk4cPHI/AAAAAAAAA0s/y8OgPU_TTW8/s1600/201010022278.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TKjDuk4cPHI/AAAAAAAAA0s/y8OgPU_TTW8/s320/201010022278.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5523880147911720050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tegoroczne MFKiG uważam za imprezę udaną. Pewnie, że byłem tylko na jednym spotkaniu i jednej dyskusji, nie obejrzałem żadnej wystawy, a ponadto nie kupiłem wielu tytułów, które planowałem nabyć właśnie w Łodzi (torba jednak została szczelnie wypełniona, a jej waga skutecznie obciążała lewe ramię). Udało mi się za to pojawić na gali finałowej, a nade wszystko dłużej pogadać z Louise i Kubą. Szkoda, że nie udało się zebrać większej ilość alejowych redaktorów, niemniej naprawdę się cieszę z tych dwóch spotkań. Już teraz wiem, że jeśli w przeciągu roku nie wyleczę się z komiksowego nałogu, to pojawię się również na 22. MFKiG.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-4215098314644389295?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/4215098314644389295/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=4215098314644389295' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4215098314644389295'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4215098314644389295'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/10/21-miedzynarodowy-festiwal-komiksu-i.html' title='21. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TKjDD_Q9xWI/AAAAAAAAA0M/TUnLjaeCwcY/s72-c/MFK.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-1986279416277786318</id><published>2010-09-04T19:48:00.008+02:00</published><updated>2010-09-04T21:31:51.389+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Niezniszczalni</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wraz z końcówką wakacji, zupełnie jak na zawołanie, zepsuła się pogoda. Mało tego, mrok za oknem jakoś szybciej zapada, a z uwagi na fakt, że UE pozbawia nas żarówek i teraz trzeba je oszczędzać kiedy tylko się da, nie pozostaje nic innego jak odpalić kompa i w blasku monitora spędzać coraz dłuższe wieczory (przy świetlówkach nie potrafię normalnie funkcjonować - kojarzą mi się z salami lekcyjnymi, gimnastycznymi, szpitalami, korytarzami i laboratoriami, czyli generalnie niczym przyjemnym). "StarCrafta 2" jest rzecz jasna priorytetem, ale i na jakąś stronę zdarza mi się wejść, coś przeczytać, ba, nawet i coś napisać. W ostatnim czasie, po długiej absencji, skrobnąłem dwie recki na Aleję Komiksu (mam nadzieję, że niebawem będą do przeczytania), a i niniejszego bloga postanowiłem odkurzyć. Dzisiaj o filmie, który kilka godzin temu dane mi było obejrzeć. A jako bonus, filmowy tribute dla aktora, który w tymże filmie się pojawia, a który zawsze ujmuje mnie za serce swymi wyjątkowymi rolami...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TIKYCF1t6wI/AAAAAAAAA0E/DZUzm-yH_hI/s1600/expendables.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 94px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TIKYCF1t6wI/AAAAAAAAA0E/DZUzm-yH_hI/s320/expendables.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5513136055549553410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sylwester Stallone to już prawdziwy weteran. Wydawać by się mogło, że jego przygoda z kinem akcji zakończyła się w połowie lat 90-tych i już pozostanie przy rolach bohaterów podobnych do szeryfa Freddy'ego Heflina z "Cop Land". Nic z tego. Nowy "Rambo", nowy "Rocky", w reszcie film, który w wielkim uproszczeniu jest hołdem dla kina akcji z lat 80-tych, skutecznie dowodzą, że Sly nie myśli o emeryturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapowiedzi "Niezniszczalnych" powodowały szybsze bicie serca u każdego, dla kogo w przedszkolu największymi bohaterami były cztery persony: Rambo, Schwarzenegger, Stalone i Terminator. Tak, 20 lat temu każdy łebek uważał Schwarzeneggera za postać równie fikcyjną, co Terminator, czy może raczej, Terminatora za bohatera równie rzeczywistego, co Schawrzenegger. Grunt, że ta czwórka była w zasadzie synonimem jednej konkretnej osoby - wielkiego, muskularnego, amerykańskiego zabijaki, który karabinem maszynowym walczy ze złem całego świata. Mało który z tych przedszkolaków widział filmy ze wspomnianymi aktorami i bohaterami. Wystarczyła magia imion i jako taka wiedza o tym, kim są noszący je herosi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osobiście kino akcji lat 80-tych odkryłem już w podstawówce, na początku lat 90-tych. Kluczową rolę odegrały tutaj kasety VHS i telewizja Polsat, która niezwykle chętnie pokazywała najsłynniejsze filmy z Arnoldem, Sylwestrem, a także innymi ikonami tamtych czasów, m.in. Jean-Claude Van Dammem i Stevenem Segalem (niestety w "Niezniszczalnych" ich zabrakło). Człowiek dojrzał, złota era kina akcji przeminęła, a jednymi obrazami z tamtego okresu, które do dzisiaj oglądam z równą satysfakcją, co lata temu, są "Szklane Pułapki". I nagle wspomniany trailer. Stalone, Schawrzenegger, Willis, Lundgren - jak tu nie mieć wygórowanych oczekiwań?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, Arnold i Bruce pojawiają się tylko na chwilę, a prawdziwą gwiazdą jest tutaj Stalone. Mimo wszystko scena, w której pojawia się wspomniana dwójka, należy do najlepszych w całym filmie. To spotkanie w kościele jest puszczeniem oka do wszystkich miłośników starego, dobrego kina akcji. Dwaj emerytowani aktorzy-kulturyści i Willis pewnie mieli przy niej niemało radochy. Ze starej gwardii więcej jest tylko Lundgrena, który dla mnie jest największą gwiazdą tego obrazu. Gra tak jak zawsze, z tym, że tutaj jest nie tylko osiłkiem, ale i psycholem, który, gdyby tylko był odrobinę bardziej kuloodporny, porozwalałby wszystkich na ekranie... Zresztą już sam początek filmu, w którym, oddając strzał ostrzegawczy, odstrzeliwuje pewnemu pacjentowi górną połowę ciała, mówi wiele o tym, jak bardzo złożona jest postać, którą przyszło mu zagrać... Reszta obsady to już "świeżaki", czyli Jet Li, Jason Statham i kilku kolesi, których w ogóle nie kojarzę (jacyś zapaśnicy). No i jest też niezawodny Mickey Rourke. Fajnie, że pojawił się Jet Li, który od ponad dekady pojawia się w produkcjach, w jakich niegdyś dominował m.in. Lundgren. Statham, kojarzony głównie z "Adrenaliną", pozwala z kolei wierzyć, że cały festiwal ognia i krwi, który pojawia się na ekranie, nie jest traktowany całkiem serio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może jednak wszystko w tym filmie jest serio? Gdzieżby tam... Fabuła jest tylko pretekstem, aby pokazać każdemu niedowiarkowi, że piącha, kopniak i kilka magazynków mogą obalić każdą dyktaturę i załatwić każdego byłego agenta CIA, który z chciwości zszedł na drogę występku. Oczywiście są jakieś nostalgiczne gadki, o tym jak to dawniej było, jaki ciężki los ma każdy najemnik i jak niewierne potrafią być kobiety. Na szczęście jednak nie ma ich za dużo, a gdy nawet się pojawiają, to każda z nich zagłuszona zostaje przez głośny wybuch czy serię z karabinu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Niezniszczalni" w pełni mnie nie usatysfakcjonowali. Jako powrót do starych, dobrych czasów, w których bohater kina akcji może wszystko, zdecydowanie lepiej wypada "Szklana Pułapka 4.0". Za dużo tu Stalone'a, za mało reszty starej gwardii. No i Van Damme'a nie mogę odżałować. Niemniej bawiłem się przy tym filmie naprawdę przednio. Napięcia było niewiele, ale za to nie zabrakło tego czegoś, co sprawia, że kibicuje się bohaterowi i z uśmiechem mówi "tak" lub "ha", kiedy rzucony nóż efektownie wchodzi w gardło złego gwardzisty (tak naprawdę, to pewnie Bogu ducha winny ojciec wielodzietnej rodziny, ciężko zarabiający na chleb na służbie u dyktatora). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten film po prostu musicie obejrzeć, jeśli kiedyś kręciły was takie obrazy (a jeśli jesteście samcami urodzonymi w latach 70-tych lub 80-tych, to na pewno kręciły). Przestrzegam jednak: do "Niezniszczalnych" niech lepiej nie podchodzi nikt, kto nie czuje nostalgii za filmami akcji sprzed ponad 20 lat, na sali kinowej nie potrafi wyłączyć myślenia, a wszystko przepuszcza przez sito logiki. Bo tak naprawdę, pomijając wyjątkową obsadę, "Niezniszczali" to głupia i krwawa sieczka. Zapewniam jednak, że z gatunku tych, które, przy odpowiednim podejściu, zapewniają masę frajdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/UxftOMp1Le0?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/UxftOMp1Le0?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-1986279416277786318?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/1986279416277786318/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=1986279416277786318' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1986279416277786318'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1986279416277786318'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/09/niezniszczalni.html' title='Niezniszczalni'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TIKYCF1t6wI/AAAAAAAAA0E/DZUzm-yH_hI/s72-c/expendables.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-713294697908701416</id><published>2010-08-16T10:31:00.008+02:00</published><updated>2010-08-16T11:56:45.796+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sześciokącik StarCrafta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Sześciokącik StarCrafta #16</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ten post powinien się tutaj pojawić już niemal trzy tygodnie temu. Co się odwlecze to nie uciecze. Za dwie godzinki wyjeżdżam na wakacje, zatem szybko do rzeczy. Aha, będzie dużo prywaty...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a Orenburg="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s1600-h/firebat.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 90px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s320/firebat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415908210277446738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"StarCraft 2" w końcu ujrzał światło dzienne - to wiedzą już wszyscy. Nocka z 26 na 27 lipca stała dla miłośników Gwiezdnego Rzemiosła, tym czym dla trzynastolatków były premiery kolejnych "Harrych Potterów". I ja czekałem na tę chwilę z niecierpliwością, niemniej splot kilku czynników, nie do końca zależnych ode mnie, przesunął mą radość nieco w czasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TGkJ9eYDZnI/AAAAAAAAAzU/iagHTCrLcxM/s1600/Screenshot2010-08-05+23_08_50.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TGkJ9eYDZnI/AAAAAAAAAzU/iagHTCrLcxM/s320/Screenshot2010-08-05+23_08_50.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5505942971167762034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pierwszym krokiem ku upragnionej grze było kupno nowego kompa. Przeszukałem sieć, wybrałem sklep, model i złożyłem zamówienie. Był 21 lipca. Pieniążki przelałem tego samego dzionka. Nazajutrz dostałem maila z informacją, iż zamówienie zostanie zrealizowane w ciągu 2-3 dni roboczych od wpłynięcia kwoty na konto. No, czyli na 27, względnie 28, powinno być. Nic z tego... Kiedy nastał dzień premiery, a laptop nadal nie gościł na mym stoliku, postanowiłem napisać do sklepu. O, a tu się okazało, że dostawa się opóźniła i komputery dotrą do nich dopiero w pierwszym tygodniu sierpnia. Miło, że mnie raczyli poinformować sami z siebie... Mogłem zrezygnować, ale skoro już sobie upatrzyłem sprzęt, to nie będę szukał na nowo. Postanowiłem poczekać. W takim wypadku z kupnem gry się nie śpieszyłem. Ostatecznie zaopatrzyłem się w nią 30 lipca, komp dotarł 4 sierpnia, kampanię skończyłem wczoraj. Tyle kalendarium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TGkKFs_1IMI/AAAAAAAAAzc/ibxqMwI9ZDw/s1600/Screenshot2010-08-06+01_35_08.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TGkKFs_1IMI/AAAAAAAAAzc/ibxqMwI9ZDw/s320/Screenshot2010-08-06+01_35_08.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5505943112531648706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Półtora tygodnia na przejście "Wings of Liberty" to spory kawał czasu, zwłaszcza jeśli weźmie się poprawkę na to, że jednym z osiągnięć w grze jest przejście jej w mniej niż 7 godzin. W międzyczasie chodziłem jednak do pracy, miałem trzydniowy wyjazd i ogólnie zajmowałem się wieloma rzeczami, które skutecznie odciągały mnie od gry. Rzecz jasna, w czasie, w którym przy kompie nie siedziałem, cały czas myślałem o nowym "StarCrafcie", a Pikielniki i Wypalacze przewinęły się nawet przez moje chore sny. Maniactwo zobowiązuje... O samej rozgrywce pewnie jeszcze nie raz napiszę, teraz zaś kilka luźnych uwag, tak na świeżo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TGkKPHeZUkI/AAAAAAAAAzk/fRaIsHopUxs/s1600/Screenshot2010-08-12+21_07_53.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TGkKPHeZUkI/AAAAAAAAAzk/fRaIsHopUxs/s320/Screenshot2010-08-12+21_07_53.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5505943274257994306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kampania jest skonstruowana doskonale. Z każdą kolejną misją gracz poznaje kolejne jednostki, a same zadania zdecydowanie odbiegają od prostego schematu: zbuduj bazę i zniszcz przeciwnika. Wielkie brawa należą się za mini kampanię Protossów. Jej ostatnia misja była nawet bardziej wymagająca niż finał głównej kampanii. Zresztą cały podział na mini kampanie to strzał w dziesiątkę. Fabuła wciąga na całego i skutecznie wzmacnia syndrom "jeszcze jednej misji". Pomysł z osiągnięciami sprawdza się doskonale, podobnie jak badanie w laboratorium, wynajmowanie najemników i opracowywanie ulepszeń w zbrojowni. Chodzenie po Hyperionie, rozmawianie z postaciami i klikanie wszystkiego co się da, skutecznie wydłuża rozgrywkę. Ba, można nawet pobawić się szafą grającą czy pograć w "Zagubionego Wikinga" (trochę szkoda, że nie jest to odświeżone "The Lost Vikings" - wiekowa, acz doskonała produkcja Blizzarda). Misji ogółem jest 26 (łącznie z jedną ukrytą). Ponad połowę z nich przechodzi się, bez większego wysiłku, w mniej niż pół godziny, a pierwsze schody zaczynają się dopiero w misji, w której gracz kieruje Gabrielem Toshem. To wszystko jednak na poziomie normalnym. Mając za sobą całą kampanię czuję lekki niedosyt - chcę dalszą część opowieści, ale też więcej misji. Mam nadzieję, że ten drugi rodzaj apetytu zaspokoją czekające jeszcze osiągnięcia. Niestety, głód na dalszą część fabuły zaspokoję prawdopodobnie dopiero z 1,5 roku (wieść niesie, że tyle przyjdzie czekać na "Heart of the Swarm"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TGkKfcr0JDI/AAAAAAAAAzs/-ZTcVkDvr0M/s1600/Screenshot2010-08-13+21_38_52.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TGkKfcr0JDI/AAAAAAAAAzs/-ZTcVkDvr0M/s320/Screenshot2010-08-13+21_38_52.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5505943554829329458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Filmiki, jak to u Blizzarda, stanowią klasę samą w sobie. Te tworzone na silniku gry pozostawiają co nieco do życzenia (zwłaszcza jeśli ma się w pamięci doskonałe animacje w trzecim "WarCrafcie" i wrażenie, jakie swego czasu, wywierały przerywniki we wszystkich kolejnych produkcjach Blizzarda). Z czasem się do nich przyzwyczaiłem i stały się dla mnie naturalną częścią gry, bardziej rozbudowanym wariantem pogadanek przed misjami. Pełnoprawne, "blizzardowskie" animacje są tylko cztery (łącznie z intrem i outrem), ale każda z nich zrzuca z fotela. Największe dreszcze miałem w trzeciej, gdzie pojawia się retrospekcja z dziewiątej misji oryginalnego "StarCrafta" (The New Gettysburg).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TGkKoO9iMQI/AAAAAAAAAz0/JGl3lyJ95Zg/s1600/Screenshot2010-08-15+20_11_46.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TGkKoO9iMQI/AAAAAAAAAz0/JGl3lyJ95Zg/s320/Screenshot2010-08-15+20_11_46.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5505943705764376834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I na dzisiaj to już będzie wszystko. Czas mnie goni, trza się zbierać na wakacje. Jedno jest pewne: kiedy wrócę, znowu zasiądę do "StarCrafta 2" i spędzę przy tej grze niejedną godzinę. Będę się również starał na bieżąco dzielić wrażeniami (tego jednak nie mogę obiecać, wszak "SC 2" wciąga na całego).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-713294697908701416?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/713294697908701416/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=713294697908701416' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/713294697908701416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/713294697908701416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/08/szesciokacik-starcrafta-16.html' title='Sześciokącik StarCrafta #16'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s72-c/firebat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-1945714104583366176</id><published>2010-07-13T20:53:00.040+02:00</published><updated>2010-07-14T22:12:19.142+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imprezy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Master Truck w Opolu</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pora na chwilę przerwać lipcowe lenistwo. Mistrzostwa w piłce nożnej się skończyły, kampania wyborcza też, zatem w telewizji znowu nie ma nic do oglądania i zaszczytna funkcja urządzenia marnującego czas, na powrót należy tylko do komputera. Dzisiaj proponuję świeżutką fotorelację (zdjęć jest naprawdę sporo).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dniach 9-11 lipca bieżącego roku w Opolu odbyła się szósta już edycja Międzynarodowego Zlotu Ciężarowych Pojazdów Tuningowanych "Master Truck". Zachęcony reklamami w lokalnej TV (pojawiała się w nich ciężarówka z Hellboy'em), a także mając nadzieję, że na owym zlocie pojawi się MAN ozdobiony motywami z "300", wiedziałem, iż imprezki tej nie mogę przepuścić. Trzy dni to całkiem sporo, więc udało mi się wygospodarować godzinkę (akurat pomiędzy pracą, a sobotnim meczem) i popodziwiać kilka naprawdę wyjątkowych pojazdów. Słabo się znam na tuningu sprzętowym, a chrom, spojlery i migające diody średnio mnie kręcą, więc skupiłem się na oryginalnych malowidłach, zdobiących kabiny i naczepy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama atmosfera imprezy była typowa dla weekendowych festynów, zatem nie obyło się bez rodzin z dziećmi, łysych byczków i dziewcząt, które nawet po piachu muszą chodzić w szpilkach. Ponadto pogoda dopisała, więc liczba wymienionych wyżej osób była, delikatnie mówiąc, znaczna. Ciężko było zrobić zdjęcie, żeby ktoś nie przeszedł przed obiektywem, a słońce odbijało się gdzie tylko mogło (zwłaszcza, że niemal każda ciężarówka była gładka, lśniąca i porządnie orurowana). Mój telefon cudów działać nie potrafi, niemniej mam nadzieję, że poniższą galerię da się jakoś oglądać. Większość zdjęć, z uwagi na zbyt kiepską jakoś, i tak wylądowała w koszu (m.in. te przedstawiające Scanię z naczepą ozdobioną podobizną Zeusa). Jeśli chodzi o większość zaprezentowanych pojazdów, to dominował kicz w czystej postaci. Oczywiście królowały motywy rodem z Dzikiego Zachodu, ale zaskakująco dużą reprezentację miał też film "Auta". Muszę jednak szczerze przyznać, że do wielu pojazdów rękę przyłożyli prawdziwi mistrzowie areografu. Zresztą zobaczcie sami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a oldenburg="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy9E9qvwyI/AAAAAAAAAvM/SJu7Lns1clA/s1600/201007101121.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy9E9qvwyI/AAAAAAAAAvM/SJu7Lns1clA/s320/201007101121.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493473538456142626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Motywy z gier cieszą się powodzeniem również wśród tirowców. Tutaj "Dragon Age".&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy9ytN7RAI/AAAAAAAAAvU/DnU6eSsb2IA/s1600/201007101123.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy9ytN7RAI/AAAAAAAAAvU/DnU6eSsb2IA/s320/201007101123.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493474324314276866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Na szczęście Luis Royo nie odchodzi w zapomnienie. Jego grafiki są w końcu nieśmiertelne.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy-oGtBV-I/AAAAAAAAAvc/adn5JHMGr-0/s1600/201007101124.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy-oGtBV-I/AAAAAAAAAvc/adn5JHMGr-0/s320/201007101124.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493475241688651746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Wnętrze pojazdu z poprzedniego zdjęcia.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy_FLDwKpI/AAAAAAAAAvk/nCElnQpgR_w/s1600/201007101125.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy_FLDwKpI/AAAAAAAAAvk/nCElnQpgR_w/s320/201007101125.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493475741073943186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Złomek i Zygzak McQueen po raz pierwszy. Najmniej efektowny.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy_dK4l0hI/AAAAAAAAAvs/R88Aggbs1zU/s1600/201007101131.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy_dK4l0hI/AAAAAAAAAvs/R88Aggbs1zU/s320/201007101131.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493476153343988242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;I "Matrix" się znalazł. Widać tirowcy oglądają nie tylko "Auta"...&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy_sCiTWMI/AAAAAAAAAv0/sinA1jMrZgs/s1600/201007101133.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy_sCiTWMI/AAAAAAAAAv0/sinA1jMrZgs/s320/201007101133.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493476408801056962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Brudny, zły, brzydki... i na olej napędowy.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy_7A6bIEI/AAAAAAAAAv8/zqc4KWVRoxs/s1600/201007101136.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy_7A6bIEI/AAAAAAAAAv8/zqc4KWVRoxs/s320/201007101136.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493476666063396930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Stare samochody zawsze zachwycają. Także w wersji XL.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzAiCa4hSI/AAAAAAAAAwE/5NofUqHfn_g/s1600/201007101139.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzAiCa4hSI/AAAAAAAAAwE/5NofUqHfn_g/s320/201007101139.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493477336482874658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Złomek i Zygzak McQueen po raz drugi. Tym razem już całkiem, całkiem. Zresztą puchary za szybą mówią same za siebie.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzBD5k0VnI/AAAAAAAAAwM/EmfxqAMD4es/s1600/201007101142.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzBD5k0VnI/AAAAAAAAAwM/EmfxqAMD4es/s320/201007101142.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493477918224176754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Książę Persji od strony pasażera.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzBTiMotwI/AAAAAAAAAwU/c3xllwUBhIU/s1600/201007101144.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzBTiMotwI/AAAAAAAAAwU/c3xllwUBhIU/s320/201007101144.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493478186826643202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;I od strony kierowcy.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzCT5bSNFI/AAAAAAAAAwc/Q03Ht0_rrww/s1600/201007101152.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzCT5bSNFI/AAAAAAAAAwc/Q03Ht0_rrww/s320/201007101152.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493479292573725778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Drzwi ciężarówki ozdobionej motywami z "300".&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzDJlsbvxI/AAAAAAAAAwk/qPZlH247rps/s1600/201007101154.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzDJlsbvxI/AAAAAAAAAwk/qPZlH247rps/s320/201007101154.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493480214989881106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;I znowu drzwi ze Spartanami. Tym razem z zewnątrz, od strony kierowcy.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzDuKEtvNI/AAAAAAAAAws/ybR838P5HQ8/s1600/201007101155.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzDuKEtvNI/AAAAAAAAAws/ybR838P5HQ8/s320/201007101155.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493480843230690514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Kserkses, zamiast podziwiać swe imperium, musi oglądać naczepę.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzEdXROlwI/AAAAAAAAAw0/FwpgHzB0Lew/s1600/201007101157.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzEdXROlwI/AAAAAAAAAw0/FwpgHzB0Lew/s320/201007101157.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493481654226687746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Optimus Prime niestety nie chciał się transformować.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzE8QgTxBI/AAAAAAAAAw8/5GWu0s7jNUA/s1600/201007101161.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzE8QgTxBI/AAAAAAAAAw8/5GWu0s7jNUA/s320/201007101161.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493482184986838034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Nawet Hellboy dorobił się swojej ciężarówki.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzFazZqAcI/AAAAAAAAAxE/DeeNPkDxQDI/s1600/201007101163.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzFazZqAcI/AAAAAAAAAxE/DeeNPkDxQDI/s320/201007101163.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493482709750251970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Klasyk nad klasykami, czyli motyw indiański. Tutaj bonusowo w wersji topless.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzF0qjoPJI/AAAAAAAAAxM/Dee9D4GoZRk/s1600/201007101168.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzF0qjoPJI/AAAAAAAAAxM/Dee9D4GoZRk/s320/201007101168.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493483154052758674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Indianie w wersji tradycyjnej.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzGMjKrvtI/AAAAAAAAAxU/-mAQ4z2HSKc/s1600/201007101169.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzGMjKrvtI/AAAAAAAAAxU/-mAQ4z2HSKc/s320/201007101169.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493483564385943250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Zwycięzca tegorocznego zlotu - "Severna Hvezda" z Czech.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzHmCs9YbI/AAAAAAAAAxc/MBEQi5QxnAo/s1600/201007101173.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzHmCs9YbI/AAAAAAAAAxc/MBEQi5QxnAo/s320/201007101173.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493485101859561906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Batman - kolejny superbohater na zlocie.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzICR7MsmI/AAAAAAAAAxk/Lm9wp70gMbg/s1600/201007101174.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzICR7MsmI/AAAAAAAAAxk/Lm9wp70gMbg/s320/201007101174.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493485586982154850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;I jeszcze jeden - Ghost Rider.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzIZP8BJeI/AAAAAAAAAxs/sO-pmMcPUKg/s1600/201007101175.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzIZP8BJeI/AAAAAAAAAxs/sO-pmMcPUKg/s320/201007101175.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493485981585712610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;A tak od tyłu prezentuje się, pokazywana już, ciężarówka ze Złomkiem i Zygzakiem.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzJOiFMh0I/AAAAAAAAAx0/68gTfOaDyJU/s1600/201007101176.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzJOiFMh0I/AAAAAAAAAx0/68gTfOaDyJU/s320/201007101176.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493486896989112130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Bat-ciężarówka z drugiego boku.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzJktI-awI/AAAAAAAAAx8/xWgzY6CL3Ng/s1600/201007101177.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzJktI-awI/AAAAAAAAAx8/xWgzY6CL3Ng/s320/201007101177.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493487277914876674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;I od tyłu.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzJ8ACJaHI/AAAAAAAAAyE/YamJZA4mhlc/s1600/201007101178.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzJ8ACJaHI/AAAAAAAAAyE/YamJZA4mhlc/s320/201007101178.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493487678123501682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Sielski krajobrazik. Tak dla odmiany.&lt;/center&gt; &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzKXiqH4nI/AAAAAAAAAyM/qlGOcs8SiAo/s1600/201007101182.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzKXiqH4nI/AAAAAAAAAyM/qlGOcs8SiAo/s320/201007101182.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493488151274447474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;I jeszcze jeden landszafcik.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzKuL3pIlI/AAAAAAAAAyU/5oOYkgmxHIk/s1600/201007101179.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzKuL3pIlI/AAAAAAAAAyU/5oOYkgmxHIk/s320/201007101179.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493488540294128210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Spluwy, róże, ciężarówki...&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzLKGic7DI/AAAAAAAAAyc/XkNfLkJDcVU/s1600/201007101189.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzLKGic7DI/AAAAAAAAAyc/XkNfLkJDcVU/s320/201007101189.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493489019899407410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Hit imprezy - Scania kabriolet.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzLiQCd23I/AAAAAAAAAyk/k4wHYiL0olc/s1600/201007101191.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzLiQCd23I/AAAAAAAAAyk/k4wHYiL0olc/s320/201007101191.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493489434766465906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Scania kabrio raz jeszcze.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzLwm2MKmI/AAAAAAAAAys/-q-vnelUKd0/s1600/201007101215.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzLwm2MKmI/AAAAAAAAAys/-q-vnelUKd0/s320/201007101215.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493489681407158882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;I znowu "Auta". Pomysł niby oczywisty, a jednak robi ogromne wrażenie.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzMTgcADXI/AAAAAAAAAy0/SdR5nyWeUFU/s1600/201007101218.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzMTgcADXI/AAAAAAAAAy0/SdR5nyWeUFU/s320/201007101218.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493490280982121842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Terenówki też pojawiły się na zlocie.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzMjnCoASI/AAAAAAAAAy8/QHF7T46oLWY/s1600/201007101221.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzMjnCoASI/AAAAAAAAAy8/QHF7T46oLWY/s320/201007101221.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493490557632643362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Hellboy w nico korzystniejszym świetle.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzMyk8Wn6I/AAAAAAAAAzE/BnpvGe3IZFY/s1600/201007101225.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzMyk8Wn6I/AAAAAAAAAzE/BnpvGe3IZFY/s320/201007101225.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493490814767505314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;I jeszcze raz Ghost Rider.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzNKM-sE5I/AAAAAAAAAzM/3kJNjF6y6Ls/s1600/201007101228.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDzNKM-sE5I/AAAAAAAAAzM/3kJNjF6y6Ls/s320/201007101228.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493491220651709330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;A na koniec: Spider-man.&lt;/center&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-1945714104583366176?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/1945714104583366176/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=1945714104583366176' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1945714104583366176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1945714104583366176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/07/master-truck-w-opolu.html' title='Master Truck w Opolu'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TDy9E9qvwyI/AAAAAAAAAvM/SJu7Lns1clA/s72-c/201007101121.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-7448353186347516885</id><published>2010-06-17T14:08:00.011+02:00</published><updated>2010-06-17T15:30:18.687+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sześciokącik StarCrafta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Sześciokącik StarCrafta #15</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pogoda pierwszorzędna (deszcze ustały, upały przeminęły), w robocie tydzień wolnego, a w tv mistrzostwa w piłce kopanej. Nic, tylko otworzyć browarka i gapić w ekran, korzystając ze świeżego powietrza, przedostającego się przez uchylone okno. Mimo wszystko postanowiłem dorzucić coś na zaniedbywanego bloga. Oczywiście idę po najniższej linii oporu, czyli... pora na Sześciokącik.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a Orenburg="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s1600-h/firebat.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 90px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s320/firebat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415908210277446738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kiedy piszę te słowa, drużyna Korei Południowej przegrywa z Argentyną. Mam jednak nadzieje, że chłopaki pokażą na tym mundialu, że nie tylko w StarCrafta potrafią grać (o, właśnie strzelili gola). Tymczasem sporo się działo w temacie kontynuacji mojej ulubionej gry. Przede wszystkim zakończyła się pierwsza faza beta testów, nieco wcześniej zaś podano oficjalną datę premiery gotowej gry - 27 lipca bieżącego roku. W sieci coraz więcej ofert preorderów. Niestety, cena - zarówno edycji kolekcjonerskiej, jak i zwykłej - nadal nie rozpieszcza. Jeśli jednak naprawdę chce się ponarzekać na cenę, to warto zerknąć na &lt;a href="http://www2.razerzone.com/sc2/"&gt;oficjalny starcraftowy sprzęt od Razera&lt;/a&gt; (swoją drogą, naprawdę świetnie się prezentujący). Blizzard ogłosił też wyniki konkursu video. Zwycięskie obrazy można zobaczyć &lt;a href="http://eu.blizzard.com/pl-pl/community/contests/scvideo/video-winners-us.html"&gt;tutaj (USA)&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://eu.blizzard.com/pl-pl/community/contests/scvideo/video-winners-eu.html"&gt;tutaj (Europa)&lt;/a&gt;. Wśród europejskich laureatów drugiego miejsca znalazł się Tomasz Lenarcik, dowodząc tym samym, że polscy fani potrafią coś więcej, niż tylko narzekać na cenę, datę premiery, balans i masę innych rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzisiejszym Sześciokąciku pragnę się jednak skupić na czymś zupełnie innym - reklamach. W przerwie finałowego meczu NBA pojawił się filmik, który mnie zachwycił (jak to zwykle w przypadku blizzardowskich animacji). Zresztą popatrzcie sami:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="640" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/pmBtanGjziM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/pmBtanGjziM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszukując tej reklamy trafiłem też na filmiki reklamujące pewien koreański turniej. Idąc ich tropem odkryłem cały pakiet koreańskich reklam. Oto paczuszka 6 pierwszorzędnych filmików, którym naprawdę warto poświęcić kilka chwil:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="640" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/IeKQSZaTuKc&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/IeKQSZaTuKc&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec reklama StarCrafta 64 (pojawia się w niej pewien znany, acz już nieżyjący, dyktator):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/HW8vBkKursE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/HW8vBkKursE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że wam się podobało. Lenistwo mnie nie opuszcza, więc przewaga filmików i obrazków nad tekstem będzie zjawiskiem coraz częstszym. Wracam do oglądania meczu (Korea właśnie straciła czwartą bramkę... Eh...).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-7448353186347516885?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/7448353186347516885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=7448353186347516885' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/7448353186347516885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/7448353186347516885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/06/szesciokacik-starcrafta-15.html' title='Sześciokącik StarCrafta #15'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s72-c/firebat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-8692321935854142902</id><published>2010-06-01T14:49:00.039+02:00</published><updated>2010-06-01T18:29:18.250+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Relacja z Brukseli'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Relacja z Brukseli #3</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Być może niektórzy zauważyli, że dzisiaj Dzień Dziecka. Mam nadzieję, że choć u kilku szkrabów na kupce z prezentami, obok zabawek i słodyczy, znajdą się też komiksy. Sam kilkanaście lat temu dostałem w to święto mojego pierwszego "Asteriksa" ("Osiedle Bogów")... Aby pozostać w temacie komiksowym zapraszam do kolejnej części fotorelacji z Brukseli.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dokopałem się do folderu ze zdjęciami z ubiegłorocznej wycieczki do stolicy Belgii, jednak jest ich ponad 750, zatem dzisiaj tylko wycinek uwieczniający wizytę w Muzeum Komiksu. Rzecz jasna, fotografii z tego obiektu jest zdecydowanie więcej, ale postanowiłem sobie darować prezentację dziesiątek oryginalnych plansz komiksowych i mą przygarbioną sylwetkę na tle co atrakcyjniejszych gablot. Sama jakość obrazków jest różna, ale chyba na tyle dobra, żeby nie trzeba było się domyślać co przedstawiają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUK0D4QhvI/AAAAAAAAArU/NxqFVfm7Rpo/s1600/DSC03321.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUK0D4QhvI/AAAAAAAAArU/NxqFVfm7Rpo/s320/DSC03321.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477796411276822258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Thorgalowa gablotka&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUK5E0VJ-I/AAAAAAAAArc/0JDzXUyE8dg/s1600/DSC03322.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUK5E0VJ-I/AAAAAAAAArc/0JDzXUyE8dg/s320/DSC03322.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477796497428129762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Asteriks pod szkłem (widać kawałek nosa Smerfusia)&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUK9T7Q_hI/AAAAAAAAArk/Gf-g4NDSQOw/s1600/DSC03325.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUK9T7Q_hI/AAAAAAAAArk/Gf-g4NDSQOw/s320/DSC03325.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477796570203225618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Stand reklamujący serię "Lou!"&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULBdyYjYI/AAAAAAAAArs/cZnAMdty6nA/s1600/DSC03331.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULBdyYjYI/AAAAAAAAArs/cZnAMdty6nA/s320/DSC03331.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477796641569803650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Grafiki Frédérica Boileta jak ulał pasowały do japońskiej wystawy w europejskim muzeum&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULFqNZCtI/AAAAAAAAAr0/CRvSHrlzb0Y/s1600/DSC03332.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULFqNZCtI/AAAAAAAAAr0/CRvSHrlzb0Y/s320/DSC03332.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477796713623784146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Na wystawie poświęconej mandze nie mogło oczywiście zabraknąć "Akiry"&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULJ7ui2FI/AAAAAAAAAr8/wdlRo7De5CU/s1600/DSC03339.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULJ7ui2FI/AAAAAAAAAr8/wdlRo7De5CU/s320/DSC03339.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477796787045718098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Oryginalna plansza z mojej ulubionej mangi - "Hiroszima  1945: Bosonogi Gen"&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULOAr5fCI/AAAAAAAAAsE/DmfuVVOcbvc/s1600/DSC03358.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULOAr5fCI/AAAAAAAAAsE/DmfuVVOcbvc/s320/DSC03358.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477796857096272930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Espozycje były dosłownie wszędzie&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULRRwJf3I/AAAAAAAAAsM/b7M5WAnkWYk/s1600/DSC03363.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULRRwJf3I/AAAAAAAAAsM/b7M5WAnkWYk/s320/DSC03363.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477796913217109874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Spirou i oldskulowy telewizor&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULVWO9V_I/AAAAAAAAAsU/G4ijW5q6H9I/s1600/DSC03364.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULVWO9V_I/AAAAAAAAAsU/G4ijW5q6H9I/s320/DSC03364.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477796983139555314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Miejsce pracy komiksiarza (bez broni palnej się nie obejdzie)&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULbTBRiNI/AAAAAAAAAsc/0LXTtAqKBO8/s1600/DSC03367.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULbTBRiNI/AAAAAAAAAsc/0LXTtAqKBO8/s320/DSC03367.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477797085356067026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;W Belgii kupują gazety tylko dla komiksów&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULe8ayDdI/AAAAAAAAAsk/yzDqICCOHnQ/s1600/DSC03368.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULe8ayDdI/AAAAAAAAAsk/yzDqICCOHnQ/s320/DSC03368.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477797148008517074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;To jest kiosk! Wszystkie gazety z komiksami, a żadna z nich nie jest "Faktem"&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULid7zufI/AAAAAAAAAss/SvEYYqyB7lY/s1600/DSC03391.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULid7zufI/AAAAAAAAAss/SvEYYqyB7lY/s320/DSC03391.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477797208545016306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;To akurat nie jest mój cień&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULqvu4CdI/AAAAAAAAAs8/kTPcLoyRc_c/s1600/DSC03395.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULqvu4CdI/AAAAAAAAAs8/kTPcLoyRc_c/s320/DSC03395.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477797350761564626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;To, co tygrysy lubią najbardziej #1&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULutpjbxI/AAAAAAAAAtE/bHBuUZxSmLk/s1600/DSC03396.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAULutpjbxI/AAAAAAAAAtE/bHBuUZxSmLk/s320/DSC03396.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477797418921848594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Takich formatów nie powstydziłoby się polskie malarstwo batalistyczne&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUL4PtNXWI/AAAAAAAAAtU/7YpcZy42Wro/s1600/DSC03411.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUL4PtNXWI/AAAAAAAAAtU/7YpcZy42Wro/s320/DSC03411.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477797582682807650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;To, co tygrysy lubią najbardziej #2&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUL83UBnwI/AAAAAAAAAtc/H8_c0bsfhM8/s1600/DSC03417.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUL83UBnwI/AAAAAAAAAtc/H8_c0bsfhM8/s320/DSC03417.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477797662034075394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Piękne czarno-białe kadry (m.in. ze "Szninkiela")&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMBGtYgoI/AAAAAAAAAtk/dXEVK1WicC4/s1600/DSC03419.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMBGtYgoI/AAAAAAAAAtk/dXEVK1WicC4/s320/DSC03419.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477797734886441602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;To nie jest zwykła półka. Każdy z tych "komiksów" ma ok. 3 metry wysokości&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUME6WzeTI/AAAAAAAAAts/O1IWykz7SSk/s1600/DSC03432.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUME6WzeTI/AAAAAAAAAts/O1IWykz7SSk/s320/DSC03432.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477797800289990962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Popiersie Corto Maltese&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMI5tl4gI/AAAAAAAAAt0/21hZ536kAPo/s1600/DSC03441.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMI5tl4gI/AAAAAAAAAt0/21hZ536kAPo/s320/DSC03441.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477797868836610562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;To, co tygrysy lubią najbardziej #3&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMNSNGZkI/AAAAAAAAAt8/T73SATyUsrs/s1600/DSC03443.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMNSNGZkI/AAAAAAAAAt8/T73SATyUsrs/s320/DSC03443.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477797944130692674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;W Belgii też mają swoich czterech pancernych&lt;/center&gt; &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMRBjgCmI/AAAAAAAAAuE/db4BXdDDwo8/s1600/DSC03445.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMRBjgCmI/AAAAAAAAAuE/db4BXdDDwo8/s320/DSC03445.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477798008380721762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Wnętrze muzeum robiło naprawdę duże wrażenie&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMV6nbGdI/AAAAAAAAAuM/Joi37scWGto/s1600/DSC03453.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMV6nbGdI/AAAAAAAAAuM/Joi37scWGto/s320/DSC03453.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477798092417472978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Tintin żyje! (Miluś trochę mniej...)&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMZ8eGAVI/AAAAAAAAAuU/7EVnIjmdLWo/s1600/DSC03462.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMZ8eGAVI/AAAAAAAAAuU/7EVnIjmdLWo/s320/DSC03462.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477798161634689362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;I jak tu nie wejść?&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMfg_T17I/AAAAAAAAAuc/OwiMIoVGoYk/s1600/DSC03464.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMfg_T17I/AAAAAAAAAuc/OwiMIoVGoYk/s320/DSC03464.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477798257337030578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Najbardziej komiksowy samochód - Citroën 2CV&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMrVzjPoI/AAAAAAAAAus/pldlkP-qb4s/s1600/DSC03469.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMrVzjPoI/AAAAAAAAAus/pldlkP-qb4s/s320/DSC03469.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477798460493348482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Wystawa czasowa poświęcona komiksowi czeskiemu&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMwcDQxFI/AAAAAAAAAu0/i99onIJiHcU/s1600/DSC03471.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUMwcDQxFI/AAAAAAAAAu0/i99onIJiHcU/s320/DSC03471.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477798548069205074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Czy wspominałem, że to muzeum jest naprawdę piękne?&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUM01H-nqI/AAAAAAAAAu8/8ecY3mdro0Y/s1600/DSC03505.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUM01H-nqI/AAAAAAAAAu8/8ecY3mdro0Y/s320/DSC03505.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477798623519350434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Francuzi mają Napoleona, a Belgowie Tintina&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUM5y7p6UI/AAAAAAAAAvE/WGiVDidbQsQ/s1600/DSC03506.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUM5y7p6UI/AAAAAAAAAvE/WGiVDidbQsQ/s320/DSC03506.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477798708830136642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Oryginalne wydanie "Trzech cieni"&lt;/center&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-8692321935854142902?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/8692321935854142902/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=8692321935854142902' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8692321935854142902'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8692321935854142902'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/06/relacja-z-brukseli-3.html' title='Relacja z Brukseli #3'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAUK0D4QhvI/AAAAAAAAArU/NxqFVfm7Rpo/s72-c/DSC03321.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-8759472275659293680</id><published>2010-05-31T13:14:00.009+02:00</published><updated>2010-05-31T13:37:07.051+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Myth: The Fallen Lords</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Uff, udało się w tym miesiącu wrzucić trzy teksty, zatem obejdzie się bez powtórki z zeszłego roku i maj nie będzie wiązał się z totalną posuchą. Zresztą ilość wody, przelewającej się za oknem, jest na tyle duża, że aż nie wypada używać słowa "posucha". Pierwszy "Myth" już za mną, a aktualnie odświeżam sobie dwójkę, o której też coś pewnie napiszę. Co do screenów, to prezentują one wersję bez żadnej akceleracji, gdyż obsługa Direct 3D pojawiła się dopiero w sequelu, a pierwszy "Myth" korzystał jedynie z dobrodziejstw układów 3Dfx (pewnie są jakieś patche, cracki itp., lecz mi pikseloza w żadnym stopniu nie zakłócała przyjemności płynącej z rozgrywki).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAOdAkkQSiI/AAAAAAAAAq0/8DTWjg-oWH8/s1600/Myth.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAOdAkkQSiI/AAAAAAAAAq0/8DTWjg-oWH8/s320/Myth.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477394204953954850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;„Myth: The Fallen Lords” to gra, która po prostu była skazana na sukces. W 1997 królowały RTS-y, akceleratory graficzne były marzeniem każdego gracza, a z epoki „Mortal Kombat” i „Dooma” pozostało właściwie już tylko uwielbienie do krwistej, brutalnej rozgrywki. Produkcja studia Bungie w doskonały sposób łączyła wszystkie te elementy: była strategią rozgrywaną w czasie rzeczywistym, korzystała z dobrodziejstwa rozmycia tekstur przez techniczne cudeńka typu VooDoo i do tego mogła pochwalić się niebanalną ilością krwi i flaków, radośnie przelewających się przez ekran.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek parę słów o samej rozgrywce. Nazywanie „Mytha” RTS-em jest nieco na wyrost, bowiem w tym przypadku gracz nie będzie niczego wznosił, produkował ani zbierał. Dostanie jedynie pod swoją komendę grupkę wojów, z którymi następie przemierzy kolejne plansze. Omawianą produkcję określa się zatem jako grę taktyczną rozgrywaną w czasie rzeczywistym, w skrócie RTT. Twórcy gier lubują się w tworzeniu nowych gatunków, równie mocno jak krytycy muzyczni, niemniej w tym przypadku jest to całkowicie usprawiedliwione.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAOdORyVUeI/AAAAAAAAAq8/gAFwEhjqX6k/s1600/Myth01.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAOdORyVUeI/AAAAAAAAAq8/gAFwEhjqX6k/s320/Myth01.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477394440430899682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Typów jednostek, którymi gracz się zaopiekuje, jest stosunkowo niewiele, ale ich ilość przechodzi w jakość. Już w pierwszej misji pojawia się piechur z tarczą, łucznik i krasnolud. Piechur to typowe mięso armatnie: wolny, średni w starciu, ale za to mogący się zasłonić przed włóczniami bezdusznych. Łucznik z kolei jednostka, na którą warto dmuchać i chuchać, bowiem osobnik, któremu dane było przeżyć kilka misji, kolejne strzały wypuszcza szybko, a strzela daleko i niezwykle celnie. Krasnoludy wbrew pozorom nie posługują się toporami, lecz butelkami z materiałem wybuchowym. To co wyczyniają brodate karły napawa człowieka na zmianę euforią i trwogą. Dobrze rzucona butelczyna potrafi z miejsca rozwalić kilku nieumarłych, ale jeśli nasz podopieczny wykaże się zbytnią gorliwością i zapomni, że z tymiż nieumarłymi walczą już nasi piechurzy, to w wyniku wybuchu krajobraz zaleje nie tylko zgnilizna, lecz również świeże mięso. Nad tymi krasnoludzkimi granatami programiści spędzili zresztą chyba najwięcej czasu, gdyż efekty ich działania są nader realistyczne. I tak: zdarzają się niewypały, które można zdetonować kolejnym pociskiem, w wodzie raczej nic nie wybuchnie, a ładunek rzucony pod górkę może się z tejże górki stoczyć i rozsadzić miotacza. Siła ognia krasnoludów jest ogromna, ale ich szybkość i odporność na tyle małe, że nie ma się co do chłopaków przywiązywać. W kolejnych misjach pojawiają się jeszcze: Wędrowcy – słabi w walce, ale mogą leczyć, Berserkerzy – prawdziwe maszyny do zabijania i Leśne Olbrzymy – nazwa mówi wszystko. Do tego doliczyć można bohaterów, czyli napakowane wersje podstawowych jednostek, Kapitana Wojów i Alrica – dowódcę ludzi, który popisać się może naprawdę konkretnym zaklęciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAOdX18XaFI/AAAAAAAAArE/yDl8iuQ9Hl4/s1600/Myth02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAOdX18XaFI/AAAAAAAAArE/yDl8iuQ9Hl4/s320/Myth02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477394604755478610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Misji jest 25, a ich poziom naprawdę zróżnicowany. Jeśli jednak dla kogoś będzie za trudno bądź zbyt łatwo, to może wybrać jeden z pięciu poziomów trudności. Lokacje wśród których przyjdzie toczyć boje przedstawiają typowe dla fantasy spektrum: od zielonych lasów, przez pustynie i deszczowe moczary po mroźne góry. Jeśli już pojawiło się słowo fantasy, to wypada napisać co nieco o fabule „Mytha”. Oto na świat powrócili Upadli Władcy – grupa nieśmiertelnych magów, którzy stoją na czele zastępów ożywieńców. Ludzie, Krasnoludy, Leśne Olbrzymy i tajemnicza rasa, z której wywodzą się opisani wyżej łucznicy, zawiązują sojusz, który ma powstrzymać plugawe wojska. Niestety, kolejne ludzkie miasta padają, a wyczerpane armie w szybkim tempie tracą liczebność. Mało tego, jak muchy padają też dowódcy. Ostaje się tylko Alric, ale może nie będę uprzedzał faktów... Narracja prowadzona jest przez jednego z żołnierzy Legionu – formacji, do której należą żołnierze oddani pod komendę gracza. Klimat, sposób narracji, a nawet pewne elementy fabularne przypominają cykl powieści o Czarnej Kompanii Glena Cooka i myślę, że już sam ten fakt powinien wystarczyć za zachętę sięgnięcia po omawianą grę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dniu premiery grafika „Mytha” powalała. Wystarczy wspomnieć, że była to pierwsza strategia, która wykorzystywała akcelerację graficzną. Teren gry był w pełni trójwymiarowy, natomiast jednostki, drzewa, etc. składały się z dwuwymiarowych bitmap (podobnie jak w pierwszych produkcjach z cyklu „Total War”). Dzisiaj oprawa „Mytha” opadu szczęki nie wywoła, niemniej nie jest też na tyle archaiczna żeby odrzucać od monitora. Jeśli chodzi o sam silnik, to ogromne wrażenie robi fizyka. O granatach już wspomniałem, a są przecież jeszcze strzały, które nie zawsze trafiają celu i dla ludzkich piechurów mogą być równym zagrożeniem, co dla nieumarłych. Zresztą jednostki miotające przeciwnika też nie zawsze wykazują się mistrzowską celnością, a jeśli przy tym stoją pod wzniesieniem, a przysłowiowy wiatr im w oczy wieje, to w zasadzie można być spokojnym o wynik starcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAOddgrVjaI/AAAAAAAAArM/7gIITdCs1is/s1600/Myth04.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAOddgrVjaI/AAAAAAAAArM/7gIITdCs1is/s320/Myth04.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477394702126124450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie misje rozgrywają się przy akompaniamencie szczęku oręża, dźwięków towarzyszących zaklęciom i bitewnych okrzyków. Muzyka pojawia się tylko w animowanych przerywnikach, menu i podczas wprowadzeń do misji. Utwory są naprawdę dobre i idealnie budują klimat. Jeden z nich zaczął nawet żyć własnym życiem. Chodzi konkretnie o melodię, którą można usłyszeć przed „Oblężeniem Madrigal” („Siege of Madrigal”), a która stanowi ukryty bonus w trzech kolejnych częściach największego hitu studia Bungie, czyli „Halo”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak w przypadku większości klasycznych tytułów, tak i podczas gry w „Mytha” kluczowy jest sentyment, który wiąże się z tą grą. Nie łudzę się, że świeży gracze odnajdą w niej coś, co mogłoby ich na dłużej zatrzymać przed monitorem, jednak każdy, kto raz sięgnął po historię o Upadłych Władcach, z prawdziwą przyjemnością wróci do niej po latach. Naprawdę warto ponownie wsłuchać się w opowieść Wędrowca, któremu dane było uczestniczyć w Wielkiej Wojnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-8759472275659293680?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/8759472275659293680/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=8759472275659293680' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8759472275659293680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8759472275659293680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/05/myth-fallen-lords.html' title='Myth: The Fallen Lords'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/TAOdAkkQSiI/AAAAAAAAAq0/8DTWjg-oWH8/s72-c/Myth.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-1700555524818289301</id><published>2010-05-23T12:48:00.025+02:00</published><updated>2010-06-01T18:30:01.019+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Relacja z Brukseli'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Relacja z Brukseli #2</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zanim zacznę się tłumaczyć z tytułu niniejszego wpisu, parę słów o pewnym projekcie. Otóż od jakiegoś czasu pod adresem &lt;a href="http://reset-forever.org/"&gt;reset-forever.org&lt;/a&gt; znaleźć można reaktywowany projekt Reset-Forever. Nie ukrywam, iż miałem nadzieję na rozruch z większą pompą, niemniej na razie jest jak jest. Skromnie i pustawo, a miejscami też robaczywie (pewne rzeczy lubią się posypać). Sam postaram się tam przerzucić parę tekstów z tego bloga, czasami coś świeższego skrobnąć, a przede wszystkim dopingować każdego, kto podejmie się współtworzenia R-F. Więcej o tym, czym jest, a raczej czym w domyśla powinna być, odświeżona wersja naszego projektu napisałem &lt;a href="http://reset-forever.org/nieruchomosci/redakcja/resetujemy-reset-forever"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. Nie przeciągając już, zapraszam do dzisiejszej, fotograficznej prywaty.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponad rok temu dane mi było odwiedzić Brukselę. Wycieczka była pierwszorzędna, o czym już &lt;a href="http://reset-forever.blogspot.com/2009/05/relacja-z-brukseli-1.html"&gt;swego czasu pisałem&lt;/a&gt;. Uważam jednak, że nie zająłem się tematem w takim stopniu, na jaki zasługiwał. Weekend, który spędziłem z dziewczyną w stolicy Belgii i Unii Europejskiej, aż prosił się o więcej miejsca i co najmniej kilka wspominkowych postów. Tak miało być zresztą w pierwotnym zamyśle, o czym świadczyć mógł numer #1, towarzyszący zeszłorocznej relacji. Ba, planowałem nawet skrobnąć poważniejszy tekst na &lt;a href="http://komiks.nast.pl/"&gt;Aleję Komiksu&lt;/a&gt;. Niestety, na początku brakło czasu, a później chęci, w rezultacie czego sprawa rozeszła się po kościach. Jednak wycieczka cały czas jest dla mnie jednym z piękniejszych zeszłorocznych wspomnień, a na dysku leży całkiem sporo dokumentujących ją zdjęć. Poniżej zamieszczam część z nich, tam gdzie trzeba wrzucając słowo komentarza. Jak się dogrzebię do całości zbiorów, to postaram się sukcesywnie je prezentować. Miłego oglądania!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_kmDxRxlZI/AAAAAAAAApU/Sl2Os-U_9us/s1600/DSC03292.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_kmDxRxlZI/AAAAAAAAApU/Sl2Os-U_9us/s320/DSC03292.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474448668254901650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Pogoda bez wątpienia dopisała&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_knGXt8xhI/AAAAAAAAApc/u9fx7XvLxJI/s1600/DSC03302.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_knGXt8xhI/AAAAAAAAApc/u9fx7XvLxJI/s320/DSC03302.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474449812444988946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Brukselska katedra&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_kqCOhoe2I/AAAAAAAAApk/5g0WiTgnFq0/s1600/DSC03320.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_kqCOhoe2I/AAAAAAAAApk/5g0WiTgnFq0/s320/DSC03320.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474453039792814946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Gablotka z mangowymi postaciami&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_krBZ4OKuI/AAAAAAAAAps/BC9QxLI5ylM/s1600/DSC03335.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_krBZ4OKuI/AAAAAAAAAps/BC9QxLI5ylM/s320/DSC03335.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474454125172108002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Nie tylko w Polsce "Czarodziejce z księżyca" stawiano ołtarzyki&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mPy7vn36I/AAAAAAAAAp0/rWIefSMjSRw/s1600/DSC03381.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mPy7vn36I/AAAAAAAAAp0/rWIefSMjSRw/s320/DSC03381.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474564927239217058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Thorgall i jego kumpel Rork - różowe lata 70.&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mQeHVgJ5I/AAAAAAAAAp8/D2VwkN-hv8I/s1600/DSC03382.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mQeHVgJ5I/AAAAAAAAAp8/D2VwkN-hv8I/s320/DSC03382.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474565669085259666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Tintina w Belgii noszą na rękach (dosłownie)&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mR3jTCfKI/AAAAAAAAAqE/fmssP-U6KKA/s1600/DSC03509.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mR3jTCfKI/AAAAAAAAAqE/fmssP-U6KKA/s320/DSC03509.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474567205599476898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Muzeum komiksu, czyli najważniejszy punkt wycieczki&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mSaCrsyAI/AAAAAAAAAqM/dg607T0ILik/s1600/DSC03606.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mSaCrsyAI/AAAAAAAAAqM/dg607T0ILik/s320/DSC03606.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474567798139963394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Pałac królewski&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mTReQmaII/AAAAAAAAAqU/yMqyuXfInlc/s1600/DSC03690.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mTReQmaII/AAAAAAAAAqU/yMqyuXfInlc/s320/DSC03690.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474568750435297410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;W końcu to stolica Europy, nie?&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mUZnG06nI/AAAAAAAAAqc/RTj00y9x1t0/s1600/DSC03728.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mUZnG06nI/AAAAAAAAAqc/RTj00y9x1t0/s320/DSC03728.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474569989760805490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Miasteczko mini Europa #1&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mVCoDZpWI/AAAAAAAAAqk/NyUPu-s7FBA/s1600/DSC03752.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mVCoDZpWI/AAAAAAAAAqk/NyUPu-s7FBA/s320/DSC03752.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474570694389507426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Miasteczko mini Europa #2&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mVmdGoP-I/AAAAAAAAAqs/pXyd2_33myE/s1600/DSC03876.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_mVmdGoP-I/AAAAAAAAAqs/pXyd2_33myE/s320/DSC03876.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5474571309925548002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;Miasteczko mini Europa #3&lt;/center&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-1700555524818289301?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/1700555524818289301/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=1700555524818289301' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1700555524818289301'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1700555524818289301'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/05/relacja-z-brukseli-2.html' title='Relacja z Brukseli #2'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S_kmDxRxlZI/AAAAAAAAApU/Sl2Os-U_9us/s72-c/DSC03292.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-9185329389466597841</id><published>2010-05-02T18:58:00.008+02:00</published><updated>2010-05-02T20:10:56.717+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>The Hurt Locker. W pułapce wojny</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;No i znowu się zapuściłem. To ta wiosna chyba tak działa. W międzyczasie sporo rzeczy się wydarzyło - tak tych, które na zawsze zapiszą się w historii naszego kraju, jak i ważnych po prostu dla mnie osobiście. W pierwszej kategorii każdy wie co mam na myśli, w drugiej: dostałem pracę. Co prawda, tylko sezonową, ale lepszy rydz niż nic. W kwestii spraw organizacyjnych, to od pewnego czasu kotłuje mi się we łbie myśl, coby zawiesić na kołki tego bloga, a resztki energii, które mi zostały, spożytkować na pewien odradzający się projekt. Ale jeśli mam się w nim udzielać, tyle co tutaj, to chyba czasowo lepiej wstrzymać się z tą decyzją... A teraz zapraszam do krótkiej recenzyjki filmu, który widziałem już jakiś czas temu. Jeśli wy jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z tegorocznym zwycięzcą Oscarów, to jutro przed północą pokaże go Canal +.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S92yia2XDiI/AAAAAAAAApM/qXh5oyKoDu0/s1600/hurtlocker.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 234px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S92yia2XDiI/AAAAAAAAApM/qXh5oyKoDu0/s320/hurtlocker.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5466721827090271778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na wstępie muszę zaznaczyć, że bardzo lubię filmy wojenne, a historia Iraku od kilku tygodni znajduje się w centrum moich zainteresowań. Oczekiwania względem filmu Kathryn Bigelow miałem w związku z tym naprawdę wysokie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"The Hurt Locker. W pułapce wojny" to opowieść o grupie amerykańskich saperów, którzy rozbrajają bomby w Iraku. Sytuacja w tym kraju jest niewesoła, więc chłopakom roboty nie brakuje. W filmie przedstawiono losy trzyosobowego oddziału, któremu przewodzi James - prawdziwy cowboy, na każdym kroku starający się udowodnić, że filmy akcji z lat 80-tych odcisnęły na nim większe piętno niż nudne, wojskowe szkolenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia jest sprawnie skonstruowana, widać że twórcy mieli pomysł i nie chcieli robić kolejnego filmu, w którym bohaterscy marines biorą udział w bitwie znanej z ramówek większości serwisów informacyjnych. Niestety sam pomysł tutaj nie wystarczył. Na plus można zaliczyć zdjęcia, które doskonale ukazują pogrążony w chaosie Irak, nieźle stopniowane napięcie i kawałki Ministry, które w paru miejscach wesoło przygrywają w tle. Jeśli na film spojrzy się przez pryzmat niewymagającego obrazu wojennego, w którym kluczowy jest bohater włażący zawsze na pierwszą linię ognia, to też nie ma się do czego przyczepić. Szkopuł w tym, że omawiana produkcja "pozamiatała" na tegorocznej gali oscarowej, więc oczekiwania w stosunku do niej z góry są dosyć wysokie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako film na wieczór "Hurt Locker" sprawdza się nieźle - aczkolwiek nie zaszkodziłoby mu gdyby był jakieś pół godziny krótszy - jako film o najważniejszym konflikcie początku XXI wieku już jednak nie bardzo. To, co całkiem dobrze w nim pokazano, to niezrozumienie specyfiki kraju, w którym pojawili się amerykańscy żołnierze. Jeśli chodzi o mankamenty konkretnych scen, zastanawia np. dlaczego główny bohater nie zastrzelił człowieka, który przedarł się samochodem przez kordon bezpieczeństwa. Jest jeszcze dziwna bitwa na środku pustyni (skąd tam się wziął dwupiętrowy dom?), podczas której Arab z kałasznikowem zdejmuje po kolei amerykańskich wojaków uzbrojonych w najlepszy sprzęt snajperski (między walczącymi jest dobre 800 metrów). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film nie razi antywojennym przekazem - dla wielu to może być plus. Tylko czy przy okazji za bardzo nie idzie w stronę amerykańskiej propagandy? Główny bohater nie zabija wspomnianego Irakijczyka w aucie, kiedy indziej z narażeniem życia próbuje pomóc człowiekowi, który został kamikaze wbrew własnej woli, wreszcie, gdy znajduje ciało znajomego chłopca, rozpoczyna krucjatę przeciwko jego oprawcom. Tyle dobrze, że ta ostatnia nie jest zbyt udana i film nie zmienia się w kalkę "Commando". Niemniej, kiedy James wraca do USA, okazuje się, że bez wojaczki żyć nie może. Do Iraku ciągnie go uzależnienie od wojny czy chęć pomagania biednym tubylcom? Odpowiedzi można się domyślać, ale dobrze chociaż, że nie została podana wprost.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"The Hurt Locker. W pułapce wojny" w Polsce pojawił się od razu na DVD. Dopiero kiedy okazało się, że jest on faworytem w walce o tegoroczne Oscary, dystrybutor zdecydował się na kilka seansów kinowych. I chyba miał nosa, że na początku odpuścił sobie wielki ekran... Mimo wszystko, dzieło Kathryn Bigelow to jeden z tych obrazów, które warto sprawdzić samemu. Jak dla mnie za dużo tu amerykańskich żołnierzy, a za mało Iraku i Irakijczyków. W kategorii obrazów opowiadających o tym państwie po obaleniu reżimu Saddama Husajna, nadal bezkonkurencyjna pozostaje "Bitwa o Irak" Nicka Broomfielda.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-9185329389466597841?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/9185329389466597841/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=9185329389466597841' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/9185329389466597841'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/9185329389466597841'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/05/hurt-locker-w-puapce-wojny.html' title='The Hurt Locker. W pułapce wojny'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S92yia2XDiI/AAAAAAAAApM/qXh5oyKoDu0/s72-c/hurtlocker.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-1911973961317472883</id><published>2010-04-09T17:53:00.007+02:00</published><updated>2010-04-09T19:45:29.448+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sześciokącik StarCrafta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Sześciokącik StarCrafta #14</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sześciokącik to bez wątpienia najprostszy sposób na zapełnienie tego bloga. Dzisiaj zatem idę po najniższej linii oporu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a Orenburg="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s1600-h/firebat.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 90px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s320/firebat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415908210277446738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od czasu, kiedy ostatnio pisałem o StarCrafcie, minęło już niemal półtora miesiąca, ale właściwie nie pojawiła się żadna informacja, która mogłaby przyćmić tę w ostatnich tygodniach najważniejszą - premierę bety. Właściwie to, o czym napiszę dzisiaj, też wspomnianej informacji nie przyćmi, jednak jest na tyle istotne (przynajmniej dla takiego maniaka jak ja), że nie mogę sobie darować skromnego komentarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw jednak inne ważne info. Od jakiegoś czasu &lt;a href="http://eu.starcraft2.com/"&gt;polskojęzyczna wersja oficjalnej strony StarCrafta 2&lt;/a&gt; hula w najlepsze. Oczywiście wcześniej już coś tam było w naszym języku, jednak teraz po polsku jest już praktycznie wszystko. Mikołaj Rej byłby dumny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz już informacja, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że mimo wszystko warto zacząć dzień od wizyty na &lt;a href="http://www.facebook.com/home.php?#!/StarCraftPL"&gt;facebooku&lt;/a&gt;. &lt;a href="http://eu.blizzard.com/en-gb/company/press/pressreleases.html?100408pl"&gt;Zaprezentowano edycję kolekcjonerską SC2&lt;/a&gt;. Przy okazji pokazano też pudełko z wersją podstawową. Na początek ceny: 59,99 euro za wersję standard, 89,99 za kolekcjonerską. Mało to nie jest - niestety. Czas pokaże, jakie ceny pojawią się na polskich wersjach, ale nie wydaje mi się aby znacząco odstawały od tego, co otrzyma się po przeliczeniu powyższych sum na złotówki. Już 60 euro za wersję standard to całkiem sporo. Dla mnie osobiście zakup StarCrafta 2 będzie się wiązał ze zmianą komputera. Co prawda, nie celuję w jakiś maksymalnie wypasiony sprzęt, jednak do ceny gry spokojnie muszę doliczyć ok. 2 tys. złotych. Nie wiem czy wybiorę tańszą wersję gry, jednak wiem, że będzie to inwestycja na lata. StarCraft nie jest ekskluzywnym filmem na DVD, który po obejrzeniu ląduje na półce, ta gra na pewno pożyje wiele lat. Stosunek ceny do "zabitego czasu" wypada w tym wypadku doskonale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S79ZH_XOw5I/AAAAAAAAAo8/E8smJoz7ZSM/s1600/SC2standard.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 282px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S79ZH_XOw5I/AAAAAAAAAo8/E8smJoz7ZSM/s320/SC2standard.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5458179267199157138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wracając do edycji kolekcjonerskiej, to oprócz samej gry znajdzie się w niej: album z grafikami pt. "The Art of StarCraft II: Wings of Liberty" (176 strony), 2-gigowy pendrive (replika nieśmiertelnika Raynora, na którą wgrano StarCrafta i Brood War), DVD z wywiadami i komentarzami twórców, komiks StarCraft nr #0, OST z gry. Do tego dochodzą wirtualne pierdółki w postaci: towarzysza do WoWa (mini Thor), specjalnych portretów do profilu na Battlenecie, dekoracji do modyfikowania jednostek w grze oraz nowej wersji wizualnej Thora (co oni mają z tym Thorem?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji pojawiła się skromna, aczkolwiek niezwykle istotna informacja o następującej treści: "Więcej informacji o grze, w tym o dacie wydania zostanie ogłoszone w ciągu najbliższych tygodni." Trochę nie chce się wierzyć. Blizzard nie kwapi się z podawaniem dokładnych dat premier swoich gier, zatem albo wiedzą, że SC2 można już wrzucać do sklepów, albo podadzą termin orientacyjny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S79ZUp1-J0I/AAAAAAAAApE/q7zBQ_5dFWo/s1600/SC2collectorsed.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 301px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S79ZUp1-J0I/AAAAAAAAApE/q7zBQ_5dFWo/s320/SC2collectorsed.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5458179484760811330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sama edycja kolekcjonerska sprawia, że czuję się nieco rozdarty. Z jednej strony głupio za gadżety dopłacać połowę ceny standardowej wersji. OST do szczęścia mi nie jest potrzebny, pierwszą część wraz z dodatkiem posiadam, w WoWa nie gram, a masa unikalnych jednostek pojawi się w sieci za sprawą edytora kampanii. Jedyne rzeczy, które mocniej zwracają moją uwagę, to artbook, komiks i pendrive (wiecie: unikalny nieśmiertelnik Raynora, a jestem maniakiem, etc...). Fajnie by było mieć te gadżety, ale jednak trochę ich mało. Gdyby w pudełku pojawił się jeszcze kubek, koszulka i np. pluszowy zergling, nie miałbym wątpliwości, że to słuszny zakup. A tak - pojawiają się obawy, że sporo kasy poleci w błoto. Na szczęście pozostaje jeszcze sama gra, która osłodzi rozczarowanie gadżetami i sprawi, że każdy, kto zainwestuje w edycję kolekcjonerską, szybko zapomni o tym, iż słono przepłacił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blizzard nie jest organizacją charytatywną. Co prawda, dla wielu osób ich gry już dawno wykroczyły poza ramy zwyczajnej rozrywki, jednak nie zmienia to faktu, że SC2 ma przede wszystkim zarobić kupę pieniędzy, a nie podtrzymywać kult, który zapoczątkował jego poprzednik. Można narzekać na cenę zarówno podstawki, jak i wersji rozszerzonej, nie ulega jednak wątpliwości, że znajdą one mnóstwo nabywców. Nie ulega też wątpliwości jeszcze jedna sprawa: StarCraft 2 jest coraz bliżej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zdania tego typu pojawiały się już dwa lata temu, a rok temu był ich prawdziwy wysyp, tym razem jest to jednak niemalże pewne: w te wakacje pojeżdżę sobie nowymi Siege Tankami!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do następnego Sześciokącika i powodzenia w ciułaniu kasy!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-1911973961317472883?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/1911973961317472883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=1911973961317472883' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1911973961317472883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/1911973961317472883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/04/szesciokacik-starcrafta-14.html' title='Sześciokącik StarCrafta #14'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s72-c/firebat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-7952581087166374000</id><published>2010-04-01T18:31:00.008+02:00</published><updated>2010-04-01T22:19:53.572+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='inne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='reset'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Prima Aprilis Resetis</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Najdłuższa przerwa, w dziejach tego bloga, zaliczona. Takiej zawiechy nie było nawet w maju zeszłego roku. Cóż, dopadło mnie lenistwo, niemoc i ogólna niechęć do pisania. Nic nie robię, to i nie mam o czym pisać. Nastała jednak wiosna, więc pora odżyć, wypuścić pąki, zazielenić gałązki i ściągnąć kalesony. Na początek proponuję tekst wspominkowy. Postaram się, aby takich nostalgicznych pierdółek było tutaj coraz więcej. W "komiksowym necie" grzebię nieustannie i widzę, że niektórzy tęsknią za zeszytówkami, niektórzy za wafelkiem kukuruku, inni z kolei za złotówką przed denominacją i babcinym kompotem... A ja? A ja tęsknię za "Resetem". Wszystkie grafiki zdobiące tekst, to skany moich numerów i ogólna ich jakość stanowi wypadową stanu zużycia - zarówno ich, jak i skanera.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Reset" był na tyle specyficznym pismem, że pokłady świetnego humoru znaleźć można było w każdym jego numerze. Był jednak taki miesiąc, w którym pojawiała się prawdziwa kumulacja dowcipów. Mowa oczywiście o kwietniu. Zresztą Cyberniekulturalny nie był tutaj żadnym wyjątkiem. Redakcje wszystkich ówczesnych (czytaj: sprzed dekady) pism o grach komputerowych (no, może oprócz "Komputer Świat GRY") brały sobie za punkt honoru naszpikowanie kwietniowych numerów masą okazjonalnych żartów (ew. jednym, ale za to konkretnym). Owe zjawisko było dosyć ciekawe, gdyż kwiecień to też miesiąc bazi, kaczuszek, zajączków i innych gadżetów Wielkanocnych. W grudniu przecież w tych pismach zawsze królowały Mikołaje, dzwoneczki i choinki, zatem czemu w kwietniu nie mają królować przedstawiciele drobiu, nabiału i innych takich? Co prawda, czasami pojawiały się jakieś nawiązania do świąt Wielkiej Nocy, jednak zawsze, bez wyjątków, kwiecień należał do święta zwanego Prima Aprilis. Taka już była niepisana zasada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S7Tqapy_5yI/AAAAAAAAAok/1CxyoVvVBtU/s1600/Reset+4+98.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 235px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S7Tqapy_5yI/AAAAAAAAAok/1CxyoVvVBtU/s320/Reset+4+98.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455242792269768482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy numer "Resetu" pojawił się w maju A.D. 1997, więc siłą rzeczy nie mógł się załapać na pierwszego kwietnia. Jednak co się odwlecze to nie uciecze i numer 4/98 w pełni spełnił swoje zadanie (swoją drogą był to mój pierwszy "Reset"). Jeszcze zanim otworzyło się magazyn, w oczy rzucała się okładka i zdobiący ją napis: "Gra miesiąca: 666". Hm, gra miesiąca? A to ciekawe: tak bez zapowiedzi, bez newsów, co to w ogóle za tytuł? Pora zajrzeć do środka. Szybki rzut oka wystarczył, by doświadczyć kolejnego zaskoczenia: strony zostały zadrukowane w układzie poziomym. Wygodne może to i nie było, ale na pewno bardzo oryginalne. Dla mnie był to pierwszy "Reset", więc żadnego szoku nie przeżyłem. Głównym żartem numeru była jednak recenzja gry "666". Wspomniana produkcja otrzymała nie tylko tytuł "Gra miesiąca", ale też, pierwszy raz w historii pisma, ocenę 10/10. Oto fragment tekstu Mamuta: "Gra została wydana na sześciu płytach CD i stanowi kompilację najlepszych pomysłów, jakie zrodziły się dotąd w głowach autorów i programistów. I tak - w programie znajdziemy elementy lekkiego RPG, rasowej przygodówki, gry strategicznej, zręcznościowej i klona QUAKE." Czy wspominałem, że tą przełomową produkcję wydała warszawska firma Teser Interactive?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S7Tp0GSKkPI/AAAAAAAAAoc/T89kmS9uabY/s1600/Reset+4+99.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 234px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S7Tp0GSKkPI/AAAAAAAAAoc/T89kmS9uabY/s320/Reset+4+99.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455242129901785330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ta sama firma dała o sobie znać rok później, stając się potencjalnym dystrybutorem kolejnej produkcji, która otrzymała notę 10/10, czyli "Zeldy 64 PC". Już sam tytuł tej gry powinien dać do myślenia, gdyż pełna nazwa tzw. "Zeldy 64" brzmi "The Legend of Zelda: Ocarina of Time" (pojawia się ona zresztą w recenzji). Nie było już wówczas znaczka "Gry miesiąca", który zastąpiony został "Grarytasem", ale i tego wyróżnienia wspomniana produkcja nie zdobyła (dostało się ono "HoM&amp;M 3"). Co ciekawe, sama recka jest tekstem całkiem na serio i można ją spokojnie uznać za prawdziwą opinię na temat konsolowej (ew. emulatorowej) "Zeldy 64". Okładkę tego numeru zdobi z kolei akcent prawdziwie wielkanocny (wyjątek potwierdzający regułę), czyli ikony (takie wschodnie, nie windowsowe) i napis: "Gralleluja bracia i siostry".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S7TrApQyYkI/AAAAAAAAAos/EPz6B2poDFU/s1600/Reset+4+00.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 238px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S7TrApQyYkI/AAAAAAAAAos/EPz6B2poDFU/s320/Reset+4+00.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455243444961305154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Numer z kwietnia roku 2000 rozpętał prawdziwą burzę. Już mniejsza z tym, że pismo poskładane zostało od tyłu, w efekcie czego na początku pojawiły się odloty, potem przygrywki, a dopiero na końcu recenzje i newsy. Święte oburzenie fanów wywołał fakt, że tradycyjny kącik muzyczny został tym razem poświęcony... Britney Spears. Inne "ciekawe" artykuły, które można znaleźć w tym numerze to m.in.: opis karcianki "Wojna" (tak, ta sama), tekst o anonimowym cybermordercy (tak naprawdę to jest to specyficzna legenda miejska, co do której nie jestem pewien, czy miała być typowym żartem prima aprilisowym...). W dziale sprzętowym pojawia się z kolei skrzyżowanie komórki i golarki produkcji Nokii. D.O.S. to właściwie Prima Aprilis w każdym numerze, więc i tutaj nie mogło być inaczej. Tym razem można przeczytać relację ze ściśle tajnego zjazdu hackerów i instrukcję obsługi korzystania z supermarketu (polecam). I w tym numerze nie mogło się obyć bez wyjątkowej recenzji. Tym razem parę ciepłych słów napisano o grze "Remont mieszkania 2000" (pod tytułem widnieje podpis: "Trudniej go zrobić niż uratować świat"). Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, jeśli wspomnę, że ta wyjątkowo produkcja jest dziełem studia Teser. Co prawda, tytułu "Grarytasu" nie zdobyła, ale nota 9,69 z pewnością jest sporym osiągnięciem. Ogólnie numer 4/2000 aż kipiał od masy mniejszych i większych dowcipów, a te, które wyżej wymieniłem, wcale nie wyczerpują tematu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S7Trd2SLTUI/AAAAAAAAAo0/WkaCe9PiG8Y/s1600/Reset+4+01.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 238px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S7Trd2SLTUI/AAAAAAAAAo0/WkaCe9PiG8Y/s320/Reset+4+01.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455243946672999746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Inaczej było z kolejnym kwietniowym "Resetem". Pewnie coś mi umknęło, czegoś nie pamiętam, a szybkie przeglądanie przy słabym świetle, które właśnie sobie urządziłem, nie wystarczy aby wyłapać wszystkie smaczki, ale... ja tu nie widzę żadnych świątecznych jaj. Zresztą taki stan rzeczy można wywnioskować już ze wstępniaka Dr DeStroyera. Jeśli jednak ktoś w tym numerze odnalazł jakieś żarty, to liczę, że podzieli się tą informacją. Nie myślcie, że "R" nr 4/2001 to smutne czytadło, oj na pewno nie. Recenzje, wspomniany wstępniak, dział z listami - wszystkie te elementy skrzą się typowym, resetycznym humorem. Do tego dochodzi niezła dawka komiksów ("Drugie 48 stron" i przygody dwóch mrówkojadów). "Reset" w tym czasie był duży, gruby, miał pełną wersję i nawet wywiad z Wołoszańskim... Jak się okazało - i tak za mało. Wspomniany numer był ostatnim kwietniowym (trzy miesiące później światło dzienne ujrzała ostatnia odsłona Cybierniekulturalnego).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w takim nostalgicznym tonie pragnę zakończyć. O "Resecie" można jeszcze wiele pisać, osobne teksty poświęcając konkretnym działom, numerom, nawet dodatkom. Na pewno, od czasu do czasu, warto sobie odświeżać dowolny numer bądź kilka. Nowy czytelnik niewiele w nich znajdzie, ale dla mnie (i myślę, że również dla wielu osób, której czytają ten tekst) będzie to kawał sentymentalnej podróży do czasów, kiedy dostęp do netu w kafejce czy przez modem był na tyle cenny, że nie marnotrawiło się go na czytanie jakichś blogów (inna sprawa, że ich wówczas jeszcze nie było).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-7952581087166374000?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/7952581087166374000/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=7952581087166374000' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/7952581087166374000'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/7952581087166374000'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/04/prima-aprilis-resetis.html' title='Prima Aprilis Resetis'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S7Tqapy_5yI/AAAAAAAAAok/1CxyoVvVBtU/s72-c/Reset+4+98.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-6314647812562104650</id><published>2010-02-23T18:44:00.005+01:00</published><updated>2010-02-23T20:31:03.274+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sześciokącik StarCrafta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Sześciokącik StarCrafta #13</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;No i stało się! O czym mowa? Oczywiście o starcie bety StarCrafta 2. Powinienem o tym napisać już niemal tydzień temu, ale jakoś tak się złożyło, że mą słabą głowę zaprzątało kilka spraw natury osobisto-towarzyskiej. W końcu jednak wytrzeźwiałem, zaakceptowałem swój nowy wiek, obejrzałem występy rodaków na olimpiadzie i rozpocząłem kolejny semestr studiów. Słowem: mogę coś skrobnąć na bloga.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a Orenburg="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s1600-h/firebat.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 90px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s320/firebat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415908210277446738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;18 stycznia, środa rano. Sprawdzam pocztę, a tam mail ze &lt;a href="http://www.starcraft2.net.pl"&gt;StarCraft2.net.pl&lt;/a&gt; pod wielce wymownym tytułem: "StarCraft 2 BETA - wystartowała !" No, to teraz się zacznie - pomyślałem. Szybki rzut oka na wspomniany serwis tylko potwierdził moje przypuszczenia. Kilkaset komentarzy pod newsem informującym o becie (w tej chwili niemal 600), ogólny nastrój euforii i coraz więcej doniesień z tego co dzieje się na Battlenecie. Setki polskich graczy powchodziło na oficjalne forum Blizzarda, kilkaset osób zaczęło oglądać przekaz jak jeden gość pobiera klucz do bety, a jeszcze więcej osób zaczęło co sekundę odświeżać pocztę i żyć nadzieją, że dane im będzie posmakować testowej wersji StarCrafta 2. Bardzo miłą informacją jest, że mini strona poświęcona becie dostępna jest również w &lt;a href="http://us.battle.net/sc2beta/pl-pl/"&gt;naszym języku&lt;/a&gt;. Oczywiście skoro Blizzard pracuje nad polską wersją samej gry, to nikogo taka sytuacja nie powinna dziwić. Niemniej, oficjalna strona StarCraft 2 jest dostępna po polsku tylko w niewielkim wycinku, a przy wspomnianym serwisie poświęconym becie można sobie rozwinąć listę języków i w dziesiątce "istotnych języków świata według Blizzarda" znaleźć również polski. Serce rośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli już wspomniałem o lokalizacji, to dzięki becie można doświadczyć jej pierwszych efektów. Niestety, o ile nie można mówić o porażce, to o kompletnym sukcesie też nie. Nazwy jednostek można było zostawić w oryginale. Jakoś nie potrafię się przyzwyczaić do zmiany SCV na ERK. Dla mnie i znajomych graczy to zawsze był na wskroś polski skrót i wymawialiśmy go "escefał", a nie "essiwi". Teraz trzeba się będzie przyzwyczaić do tego, że po minerały podjeżdża karetka pogotowia... Głosy jednostek dają radę, aczkolwiek czasami mogło być lepiej. Ogólnie, polskiej wersji bety StarCrafta 2 mogę wystawić +3 w szkolnej skali ocen. No, ale nie usłyszałem i nie przeczytałem wszystkiego, a moje wrażenie opierają się tylko na filmikach zamieszczonych w sieci. W tej chwili mogę tylko stwierdzić, że mój początkowy zapał został nieco ostudzony i sukces polonizacji przestał być dla mnie pewnikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, ale czym tu się tak w ogóle ekscytować? Przecież to tylko wersja testowa, a nie pełna wersja gry. I tu tkwi fenomen: StarCraft 2 beta może się poszczycić popularnością o jakiej wiele pełnoprawnych produkcji tylko marzy. Oczywiście nie mam tu na myśli ilość rozdanych kluczy (bo ta jest ograniczona), ale zainteresowanie graczy każdą informacją, nowinką, wrażeniami z rozgrywki. Kiedy Blizzard wypuszczał nowe screeny czy kolejne Battle Reporty, to cieszyły się one niebywałym zainteresowaniem. Teraz nowych obrazków i filmików pojawia się codziennie kilkaset. Klęska urodzaju, która dostarcza naprawdę dużo wartościowych materiałów. Dla mnie prawdziwym skarbcem okazał się &lt;a href="http://www.youtube.com/user/StarCraftLegacy"&gt;youtubowy kanał StarCraft: Legacy&lt;/a&gt;. To, co tam wyczynia niejaki Crota, naprawdę zasługuje na uwagę. Zresztą właśnie zauważyłem, że pojawiły się filmiki z potyczkami Davida Kima - jegomościa uchodzącego za najlepszego gracza w StarCrafta 2 w ekipie Blizzarda (swoją drogą, to ciekawe, jak można być najlepszym w grę, która oficjalnie jeszcze nie istnieje...), więc powoli kończę i zabieram się za ich oglądanie. Emocje naprawdę nie mniejsze niż podczas relacji z trwających właśnie Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver, a przy tym starcia można podziwiać bez ryzyka, że za chwilę na ekranie pojawi się twarz Kurzajewskiego czy kolesia z TP robiącego orzełka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bety nie mam i jakoś specjalnie nie zabiegam o zdobycie klucza (uczyniłem w tym kierunku tylko jeden mały krok). Przyczyna jest prozaiczna: mimo, że rzeczona gra nie ma jakichś kosmicznych wymagań sprzętowych (wbrew swej nazwie), to i tak mój archaiczny sprzęt jej nie pociągnie. Kiedy już pojawi się finalna wersja moje stopy ogrzeje nowa jednostka centralna, a wzrok popsuje nowy monitor (chociaż stary nieźle spełnia to zadanie). Jednak kiedy oglądam te wszystkie powtórki walk, przepiękną grafikę, doskonałą animację jednostek i cudowne dźwięki salw, to znowu pragnę sięgnąć po jedynkę i poczuć chociaż ten klimat. Bo jedno jest pewne już teraz: StarCraft 2 będzie miał klimat poprzednika. I tą radosną informacją pragnę zakończyć dzisiejszy wywód.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-6314647812562104650?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/6314647812562104650/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=6314647812562104650' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6314647812562104650'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6314647812562104650'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/02/szesciokacik-starcrafta-13.html' title='Sześciokącik StarCrafta #13'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s72-c/firebat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-4949174035213785052</id><published>2010-02-16T17:28:00.007+01:00</published><updated>2010-02-16T19:06:01.392+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='anime'/><title type='text'>Millennium Actress</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dzisiaj znowu anime. Najpierw jednak krótki serwis informacyjny: 1. Beta StarCrafta 2 coraz bliżej (ponoć w tym miesiącu), dlatego kolejny Sześciokącik już będzie o niej, 2. Olimpiada na całego, ale w TV można też trafić na inne rzeczy, czego przykładem "Kolor Magii", który w niedzielne popołudnie puściła "jedynka" (niestety, film słaby, więc się o nim nie rozpisuję), 3. Filmową "Zamieć" obejrzałem, ale zwyczajnie nie mam siły o niej pisać (dwa słowa: nie polecam). No i starczy. Teraz zapraszam już do tekstu właściwego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3rdoV58FiI/AAAAAAAAAn8/Yxq_8iQvK7U/s1600-h/MA.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 228px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3rdoV58FiI/AAAAAAAAAn8/Yxq_8iQvK7U/s320/MA.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438903185147958818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Millennium Actress" to obraz w reżyserii Satoshi Kona. Oprócz omawianej produkcji, pan ten ma na swoim koncie takie tytuły jak: "Ojcowie chrzestni z Tokio", "Perfect Blue" i "Paprika". Jeśli ktoś kojarzy którykolwiek ze wspomnianych filmów, to mniej więcej wie, czego spodziewać się po twórczości Kona. "Millennium Actress" jest dziełem skomplikowanym i pięknym, a związku z tym dosyć trudnym w odbiorze. No, bo jak tutaj podziwiać piękne obrazy i jednocześnie cały czas próbować odgadnąć istotę tego, co właśnie pojawiło się na ekranie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3rd7LymojI/AAAAAAAAAoE/qb9CFa1XIMs/s1600-h/MA01.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 181px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3rd7LymojI/AAAAAAAAAoE/qb9CFa1XIMs/s320/MA01.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438903508850352690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Opowieść zaczyna się od sceny na jakimś kosmodromie. Astronauci ubrani są w kombinezony rodem ze starej space opery. Wszystko wygląda jednak bardzo realistycznie - na tyle, że ktoś, kto nie zerknął na okładkę, ani nie przeczytał opisu dystrybutora, może sądzić, iż ma do czynienia z obrazem s-f. Wątpliwości zostają rozwiane w momencie, w którym okazuje się, że jest to tylko film, który ogląda reporter Genya Tachibana. Jest on wielkim fanem, grającej w nim, Chiyoko Fujiwary. Losy tej kobiety stanowią oś fabularną "Millennium Actress". Genya wraz z kamerzystą przybywa do górskiej posiadłości Fujiwary, aby przeprowadzić z nią wywiad. Przywozi ze sobą klucz. Zagadką pozostaje co owy klucz otwiera, niemniej stanie się on przyczynkiem do niezwykłej podróży przez wspomnienia, karierę i marzenia starej aktorki. Trzeba bowiem widzieć, ze Chiyoko pierwszą rolę zagrała jeszcze w latach 30-tych i od wielu lat pozostaje nieaktywna zawodowo. Staruszka zatem opowiada historię, którą widz poznaje wraz z dwójką dziennikarzy. Kluczową (tutaj to określenie pasuje jak ulał) postacią w jej opowieści jest tajemniczy malarz, któremu pomogła w młodości. To od niego dostała wspomniany klucz i jego starała się odnaleźć przez resztę swego życia. Poszukiwania toczyły się zarówno w świecie rzeczywistym, jak i w filmach, w których występowała. Widz ogląda zlepek wspomnień i fragmentów fikcyjnych produkcji filmowych. Co istotne, pojawia się w nich również para dziennikarzy, którzy są nie tylko obserwatorami zdarzeń, lecz również ich aktywnymi uczestnikami (zwłaszcza Genya). Momentami ciężko się połapać w tym, co jest rzeczywistością, co dziełem wyobraźni, a co fragmentem starego filmu. Chiyoko płynnie snuje swą opowieść, ale dla widza wydarzenia są pourywane i chaotyczne. Wrażenie to potęguje fakt, że chronologia wydarzeń nie jest zachowana i bohaterka raz jest dojrzałą kobietą, a raz dzieckiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3reIwED9WI/AAAAAAAAAoM/k4HSiW5yTQQ/s1600-h/MA02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 181px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3reIwED9WI/AAAAAAAAAoM/k4HSiW5yTQQ/s320/MA02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438903741925553506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wraz z opowieścią pokazany zostaje rozwój japońskiej kinematografii. Satoshi Kona nawiązał w swoim dziele do filmów propagandowych, dzieł Kurosawy, wspomnianej już space opery, a także obrazów o gigantycznych potworach. Mieszanka to niezwykła i nie dla każdego widza okaże się ona strawna. Niemniej warto sięgnąć po omawiany obraz, pamiętając przy tym, że należy go oglądać w pełnym skupieniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3reZsxiHPI/AAAAAAAAAoU/_xs7jZwxB7Y/s1600-h/MA04.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 181px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3reZsxiHPI/AAAAAAAAAoU/_xs7jZwxB7Y/s320/MA04.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438904033100307698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W przypadku "Millennium Actress" ciężko mówić o ciągłej fabule. Mimo to, zagadka losu rannego malarza zostaje ujawniona, a film kończy się bez niedopowiedzeń. A do czego był tajemniczy klucz? Jak to do czego? "Do najważniejszej rzeczy na świecie".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-4949174035213785052?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/4949174035213785052/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=4949174035213785052' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4949174035213785052'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4949174035213785052'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/02/millennium-actress.html' title='Millennium Actress'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3rdoV58FiI/AAAAAAAAAn8/Yxq_8iQvK7U/s72-c/MA.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-298256705735691513</id><published>2010-02-10T13:46:00.043+01:00</published><updated>2010-02-10T18:12:31.666+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Dungeon Keeper</title><content type='html'>&lt;i&gt;I znowu nastał okres posuchy. Chociaż z weną ciężko, to spróbuję ruszyć z pisaniną. Niedawno rozgrzebałem moją stertę papierowych "Resetów" i planuję uczynić z tego bloga coś trochę bardziej "resetycznego". Czas pokaże, co z tego wyjdzie. Teraz zaś zapraszam do tekstu o grze, przy której spędziłem cały styczeń. Wszystkie obrazki w tekście pochodzą z &lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Dungeon-Keeper/50913788472"&gt;facebookowego profilu Dungeon Keeper&lt;/a&gt; (jak widać jednak ten serwis na coś się przydaje). A na deser intro.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LAn70zHoI/AAAAAAAAAnM/5KydMDDQsa0/s1600-h/DK.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 265px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LAn70zHoI/AAAAAAAAAnM/5KydMDDQsa0/s320/DK.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436619492496187010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W czasach kiedy Blizzard regularnie wypuszczał nowe gry, a "Duke Nukem Forever" był czymś więcej niż branżowym żartem, miano najdłużej oczekiwanej produkcji należało do "Dungeon Kepper". W końcu gra się ukazała, narobiła niemało zamieszania, a jej kontynuacja, która pojawiała się dwa lata później (czyli w wakacje 1999), utwierdziła wszystkich w przekonaniu, że naprawdę "dobrze być złym".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LAs5MVmFI/AAAAAAAAAnU/ahjATHmNt1c/s1600-h/DK1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LAs5MVmFI/AAAAAAAAAnU/ahjATHmNt1c/s320/DK1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436619577688954962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Dungeon Keeper" to, w największym uproszczeniu, RTS utrzymany w klimatach fantasy. Jeśli jednak przyjrzeć mu się bliżej, to z jednej strony - do terminu RTS należy dodać elementy RPG, sima, a nawet FPP, natomiast z drugiej - gatunek fantasy zasługuje w tym przepadku na takie przedrostki jak dark i comic. Wychodzi z tego konkretna mieszanina, pokazująca, że wcale nie tak łatwo zaszufladkować omawianą produkcję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LAzm0pF5I/AAAAAAAAAnc/8A9bdjAf9rg/s1600-h/DK2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LAzm0pF5I/AAAAAAAAAnc/8A9bdjAf9rg/s320/DK2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436619693016815506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gracz wciela się tutaj we Władcę Lochu, który ma za zadanie podbić innych Władców, a także odpierać ataki "powierzchniaków", czyli rozmaitych rycerzy, magów, krasnoludów itp. istot, które w imię dobra i wyższych wartości chcą się dobrać do podziemnego skarbca. I tutaj jest podstawowe novum - "Dungeon Keeper" umożliwia wcielenie się w rolę mrocznego władcy, osobnika, który był zawsze po drugiej stronie barykady. Szerzenie zła nie jest jednak tak łatwe, jak może się wydawać. Aby skutecznie walczyć z dobrem, potrzebi są podwładni, a ci z kolei, wymagają legowisk, kurnika, sali treningowej, skarbca i jeszcze kilku innych pomieszczeń (taka np. Czarna Dama nie zadomowi się w lochu gracza, jeśli ten nie zapewni jej sali tortur). Wraz z kolejnymi poziomami odkrywany jest dostęp do kolejnych pomieszczeń i - co za tym idzie - do coraz poteżniejszych potworów. Na szczycie podziemnego "łańcucha pokarmowego" stoi Rogaty Rozpruwacz (to ten charakterystyczny jegomość będący symbolem omawianej gry), którego można przywołać tylko składając w świątyni ofiarę z Demona Żółciowego, Czarnej Damy i Trolla. Poza tym można jeszcze przejmować stwory przeciwinika i "powierzchniaków", aczkolwiek jest to długa procedura, która wymaga ogłuszania, więzienia, torturowania, a przy tym wszystkim ustawicznego pilnowania, aby przejmowany delikwent nie zszedł podczas przekonywania go do "ciemnej strony". Niemniej warto w szeregi potworów wcielić takiego choćby Samuraja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LA7mKXJxI/AAAAAAAAAnk/X58Mmj4daH8/s1600-h/DK3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LA7mKXJxI/AAAAAAAAAnk/X58Mmj4daH8/s320/DK3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436619830278432530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rozgrywka toczy się w czasie rzeczywistym, jednak, w odróżnieniu od większości RTS-ów, nie ma tutaj możliwości bezpośredniego sterowania wybranymi jednostkami. Można je co najwyżej złapać kursorem i zrzucić nad polem walki (tylko jeśli potyczka toczy się na fragmencie lochu, który jest we władaniu gracza). Istnieją też odpowiednie zaklęcia takie jak Przywołanie czy Opętanie - pierwsze zwołuje stwory w dane miejsce, drugie pozwala przejąć kotrolę nad wybranym ze stworów (widok zmienia się na pierwszoosobowy i gracz może podziwiać piksele, których nie powstydziłby się pierwszy "Heretic"). Kolejna różnica pomiędzy klasycznymi strategiami czasu rzeczywistego, takimi jak seria "C&amp;C" czy "WarCraft", a "DK", to fakt, że zamiast stawiać budynki, w tej grze buduje się komnaty. Aby taką komnatę urządzić, najpierw potrzebne jest miejsce, a należy pamiętać, że cała akcja gry ma miejsce pod ziemią, zatem nie zostaje nic innego jak kopanie, kopanie i jeszcze raz kopanie. Kiedy już dojdzie do spotkania z przeciwnikiem, istnieje możliwość przejęcia jego lochu. Chochliki trochę się nad tym męczą, niemniej ten, kto kontroluje większość obszaru, jest faktycznym panem podziemi. Dlatego warto walczyć o każdy skrawek podziemnego dominium. Kiedy wszystko pójdzie zgodnie z planem pozostaje tylko zniszcyć Serce Lochu i odhaczyć kolejną misję, a miasto na powierzchni obrócić w ruinę (ten proceder dokonuje się autoamtycznie i gracz w nim nie uczestniczy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LBE4h4HKI/AAAAAAAAAns/p3ti3fGsDPY/s1600-h/DK4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LBE4h4HKI/AAAAAAAAAns/p3ti3fGsDPY/s320/DK4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436619989827722402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Dungeon Keeper" przesycony jest charakterystycznym humorem. Intro, stwory, narracja - wszystkie te elementy pokazują, że twórcy potraktowali swoje dzieło z przymrużeniem oka. Każdy obrońca moralności,  doszukujący się w dziele studia Bullfrog satanistycznej propagandy, której nie powstydziliby się black metalowcy ze Skandynawii, narazi się na śmieszność. Gra jest zrobiona z prawdziwym "jajem". Na szczęście humor "DK" nic nie stracił w procesie polonizacji i rodzima wersja omawianej gry - mimo, że powstała w czasach, w których wersję PL można by uznać za sporą ekstrawagancję - pochwalić się może mistrzowskim przekładem i takimż dubbingiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LBMaCvvhI/AAAAAAAAAn0/lAc9KmFc-AU/s1600-h/DK5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LBMaCvvhI/AAAAAAAAAn0/lAc9KmFc-AU/s320/DK5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436620119083040274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;O grywalności właściwie nie ma co pisać. Wystarczy tyle, że jest ona wzorcowa, a syndrom "jeszcze jednej misji" objawia się w tym przypadku z pełną siłą. Co ciekawe, również na grafikę nie ma co narzekać. Owszem, piksele kłują w oczy, ale jeśli zostaje się przy rzucie izometrycznym (tak naprawdę tryb FPP jest tylko bajerem, którego praktyczność jest szczątkowa), to za bardzo nie ma na co narzekać. Lochy wykonano w 3D, natomiast stwory, pułapki i kupki złota w 2D. Kamerę można obracać, a obraz przybliżać.  Warto jeszcze wspomnieć, że "DK" oparto na zmodyfikowanym engine "Magic Carpet" - gry, która miała swoją premierę w roku 1994. Rzecz jasna, zawsze znajdą się maruderzy, którzy nie przetrawią oprawy "Dungeon Keeper". Im zostaje "Dungeon Keeper 2", który pochawalić się może pełnym 3D, obsługą akceleratorów i innymi bajerami, które pod koniec lat 90-tych napędzały sprzedaż mocnych kart graficznych. Dźwięk natomiast nie zestarzał się w najmniejszym stopniu, a demoniczny śmiech roznosi się podziemnymi korytarzami aż miło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/8N5ODEGR1KQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/8N5ODEGR1KQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dungeon Keeper" to oryginalna i niezwykle miodna produkcja. Polecić ją mogę nie tylko miłośnikom RTS-ów, ale też fanom "Diablo" ("DK" jest w zasadzie pastiszem action RPG ze stajni Blizzarda). Naprawdę miło czasem stanąc po drugiej stronie wejścia do podziemi (że "dobrze jest być złym" nie napiszę, bo jeszcze zostanę opacznie zrozumiany).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-298256705735691513?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/298256705735691513/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=298256705735691513' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/298256705735691513'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/298256705735691513'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/02/dungeon-keeper.html' title='Dungeon Keeper'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S3LAn70zHoI/AAAAAAAAAnM/5KydMDDQsa0/s72-c/DK.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-8713733519369145662</id><published>2010-01-23T16:22:00.005+01:00</published><updated>2010-01-23T18:28:16.025+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Whiteout: Odwilż</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Co prawda nadal oglądam całkiem sporo anime, jednak, aby wprowadzić nieco ożywczego wiatru, proponuję tekst o komiksie. "Odwilż" dorwałem już jakiś czas temu na empikowej wyprzedaży. "Zamieci" nigdy nie czytałem, ale wchłaniałem już mnóstwo kontynuacji, bez uprzedniego zapoznania się z pierwszą częścią. Fabuła samodzielna, więc spokojnie daje radę. W jaki sposób Carrie Stetko straciła palce, dowiem się już z filmowej adaptacji. Chociaż obraz przyjęto dosyć chłodno (tutaj to określenie pasuje jak ulał) jakoś nie mogę go sobie darować. Jak tylko obejrzę, podzielę się wrażeniami. Teraz tylko o komiksie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S1splIV3fwI/AAAAAAAAAnE/MsYOs5lLEGI/s1600-h/zamiecodwilz.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 203px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S1splIV3fwI/AAAAAAAAAnE/MsYOs5lLEGI/s320/zamiecodwilz.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429979493596364546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Za oknem trzaska mróz, słońce skryło się za szarą ścianą blokowiska, a ja zabieram się do napisania kilku słów o komiksie, który udowadnia, że gdzieś tam na świecie może być ostrzejsza zima niż w Polsce. Dobrze, że nie mają tam polskich drogowców i energetyków...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Whiteout: Odwilż" to kontynuacja "Whiteout: Zamieć". Oba tomy mają ze sobą wspólne miejsce akcji i główną bohaterkę. Miejsce akcji to Antarktyda, a bohaterka to Carrie Stetko. Antarktyda jaka jest każdy wie: zimna, płaska, sucha i jeszcze raz zimna. Pani szeryf jest jej całkowitym przeciwieństwem, w związku z czym ciężko do niej odnieść którykolwiek z powyższych przymiotników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Urlop głównej bohaterki zostaje przerwany przez dosyć nietypowe wydarzenie. Oto Specnaz rabuje z jednej z rosyjskich baz na Antarktydzie broń jądrową. Oczywiście o atomówkach oficjalnie nikt nie wie. Mimo to sprawą trzeba się zająć, a fakt, że cała załoga wspomnianej bazy została wymordowana, daje Amerykanom pretekst, aby pomóc w śledztwie. Panowie w garniturach dochodzą do wniosku, że nikt nie poradzi sobie z tym zadaniem lepiej niż Carrie Stetko. I tyle w kwestii wprowadzenia fabularnego. Dalej akcja zmierza już do finału. Pani szeryf poznaje rosyjskiego agenta, kapitana Aleksandra Iwanowicza Kuczina, z którym wspólnie rusza w pościg. Głównym zagrożeniem nie okaże się jednak Specnaz, lecz nieprzyjazny kontynent.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Używając określenia rodem z gier komputerowych, można napisać, że fabuła omawianego komiksu jest liniowa. Bohaterowie zmierzają prosto do celu, a jedynym, co ich zatrzymuje, jest burza śnieżna. Nie ma tutaj miejsca na wątki poboczne, akcja jest wartka, a ilość postaci na tyle niewielka, iż nie ma mowy o pogubieni się w ich natłoku. To, co stanowi o sile historii, to mistrzowska narracja. "Odwilż" czyta się niczym najlepszą powieść sensacyjną. Co prawda sam pościg wydaje się nieco zbyt krótki, a zakończenie pojawia się jakoś tak nagle, ale przecież na Antarktydzie trzeba działać szybko, a każdy kolejny dzień spędzony na Lodzie jest kolejnym krokiem w stronę śmierci. Bardzo przypadły mi do gustu wprowadzenia do poszczególnych rozdziałów. Narrator, którym jest sama bohaterka, przybliża w nich Antarktydę: historię kolonizacji, zagrożenia jakie czekają na polarników, a także charakterystykę klimatu tego miejsca. Te chwile wytchnienia są doskonałym patentem i sprawiają, że lodowy kontynent postrzega się jak pełnoprawnego bohatera opowieści. Duża w tym zasługa również ilustracji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Steve Lieber pokazał jak może wyglądać groza, jeśli zamiast czerni przedstawi się ją w bieli. Antarktyda w jego wykonaniu jest miejscem surowym, bezkresnym i diabelnie zimnym.Chłód dosłownie przebija z każdej ilustracji. Sama kreska jest bardzo realistyczna i ma w sobie coś z klasycznego uroku, jaki odnaleźć można w pracach rysowników tworzących zaraz po drugiej wojnie światowej. Zwraca uwagę świetne kadrowanie i mistrzowskie operowanie bielą. Zresztą warto zapoznać się z posłowiem samego Liebera, w którym rysownik zdradza nieco szczegółów dotyczących przygotowywania ilustracji do "Odwilży".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Greg Rucka stworzył doskonałe, odprężające czytadło. Nic tu specjalnie nie zaskakuje, a jednak ten komiks po prostu urzeka. Bez ilustracji ta historia dużo by straciła. Niektóre opowieści sprawdzają się idealnie w formie komiksu. I właśnie tak jest w tym przypadku. Wyrazista bohaterka, niezwykle oryginalne miejsce akcji, sensacyjna intryga, a wszystko przedstawione przy pomocy doskonałych ilustracji. Muszę przyznać, że teraz, kiedy za oknem rozpościera się taki, a nie inny krajobraz, "Whiteout: Odwilż" nabiera dodatkowego uroku. Mroźnie polecam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-8713733519369145662?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/8713733519369145662/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=8713733519369145662' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8713733519369145662'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8713733519369145662'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/01/whiteout-odwilz.html' title='Whiteout: Odwilż'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S1splIV3fwI/AAAAAAAAAnE/MsYOs5lLEGI/s72-c/zamiecodwilz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-4767169271499376227</id><published>2010-01-17T12:17:00.006+01:00</published><updated>2010-01-17T13:29:38.977+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sześciokącik StarCrafta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Sześciokącik StarCrafta #12</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pora nieco popisać o "StarCrafie". Parę dni temu wypłynęła pewna informacja, która wywołała prawdziwą burzę wśród polskich fanów. Szczegóły poniżej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a Orenburg="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s1600-h/firebat.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 90px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s320/firebat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415908210277446738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na oficjalnej stronie Blizzard pojawił się wyciek, który zdążono dosyć szybko załatać (powiedzmy, że w ciągu jednej doby). Jeden z użytkowników &lt;a href="http://www.starcraft2.net.pl/"&gt;Starcraft2.net.pl&lt;/a&gt; zdążył go jednak wcześniej wypatrzeć i podzielić się tą wiadomością z resztą fanów. Tym sposobem wiadomość doczekała się na polskiej stronie osobnego &lt;a href="http://www.starcraft2.net.pl/portal/sc2/1/842/StarCraft_2_w_calosci_po_Polsku.html"&gt;infa&lt;/a&gt;, a także kopii zapasowej. O co się rozchodzi? O to, że Blizzard oficjalnie zapowiedział polską wersję "StarCrafta 2". Mało tego, zapowiedział też pojawienie się &lt;a href="http://www.starcraft2.com/"&gt;oficjalnej witryny&lt;/a&gt; w naszym języku (wiadomość dotyczyła też Włochów). I wszystko pięknie, cudownie i w ogóle pierwsza klasa, gdyby nie malkontenctwo polskich graczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie potrafię zrozumieć tej awersji do wszelkiego rodzaju polonizacji. Gry po polsku wychodzą już od kilkunastu lat. Pierwszą, oficjalnie spolonizowaną produkcją, był bodajże "Ace Ventura". W roku 1998 każda nowa produkcja, która pojawiała się w naszym języku, była witana z otwartymi ramionami. Sam gram ostatnio w jedną z pierwszych spolonizowanych gier - "Dungeon Keepera" i uważam, że Polak potrafi. Oczywiście z czasem pojawił się trend na wykorzystywanie znanych aktorów, więc nie każdemu mogło pasować, że narrator w "Baldurs Gate" przemawia głosem Pana Kleksa, niemniej i ta moda przeminęła, a polonizacje stały się czymś naturalnym. Zarówno "Diablo II", jak i "WarCraft III" dowiodły, że gry Blizzarda można naprawdę zacnie przetłumaczyć. No dobrze, nazwy potworów w drugim "Diablo" czasami wyglądały co najmniej dziwnie, ale za to trzeci "WarCraft" bronił się jako całość (świetne głosy, zachowany humor, brak literówek - ogólnie kawał porządnej roboty). Za te lokalizacje odpowiadał dystrybutor, czyli CD Projekt. Wyszedł z nich obronną ręką. Teraz polonizacja została zapowiedziana przez samych twórców, co jest naprawdę sporym zaskoczeniem. Blizzard dostrzegł polskich fanów i wykonał ukłon w ich stronę. Niestety, w naszym kraju mało kto rozumie rangę takich gestów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z komentarzy można wnioskować, że większość graczy naprawdę liczyła na to, iż drugi "StarCraft" wyjdzie u nas po angielsku. W 2010 roku (a może i jeszcze później)! Teraz, kiedy nawet gry na konsole są lokalizowane, ktoś liczył na to, że duża premiera (prawdopodobnie będąca premierą roku) nie doczeka się polskiego wydania. Jestem w szoku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, ale spróbujmy zrozumieć argumenty tych ludzi (oczywiście pomijając rozpaczliwe komentarze w stylu: "Nieee!!!"). Wersja z napisami, tzw. kinowa, jest jednym z ich życzeń. To jeszcze można przetrawić, niemniej za bardzo nie wyobrażam sobie, aby w ogniu walki chciało się komukolwiek bezustannie czytać napisy (wszak to RTS, a jeśli mówimy o kompletnej lokalizacji, to niektórzy mogliby sobie zażyczyć również tłumaczenia wszelkich komunikatów i odzywek jednostek). Niektórzy chcą wersji tylko anglojęzycznej. Tutaj przecież mogą skorzystać z wielu zagranicznych sklepów internetowych. Aha, chcą takiej wersji na półkach polskich sklepów. Jeśli sprzedawcy wyczują w tym interes, to pewnie jakieś egzemplarze posprowadzają. Niemniej, w dzisiejszych czasach, żądanie aby oryginalne wersje były jedynymi w dystrybucji, brzmi równie utopijnie, co postulat aby w księgarniach sprzedawać tytuły w oryginalnym języku (o takiego choćby Orhana Pamuka) czy DVD bez polskich napisów (przecież często można je o wiele taniej sprowadzić z zagranicy). Jedynym rozsądnym życzeniem wydaje się możliwość wyboru wersji językowej. Jeśli takie coś się pojawi, to ok. Z drugiej strony, mnóstwo dialogów może znacznie zwiększyć objętość samej gry, więc możliwe, że "StarCraft 2" będzie tylko po polsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzisiejszych czasach spolonizowanie tak ważnej gry jest czymś naturalnym i nikt nie powinien być tym faktem zaskoczony. Tym bardziej nie powinien wygłaszać tez, że w polskim "StarCrafie" usłyszymy głos Pazury. Czasy zatrudniania tylko popularnych aktorów już dawno minęły. Twórcy i wydawcy wiedzą co robią i na pewno nie pozwolą sobie na to, aby fatalnie podłożone głosy zepsuły klimat gry. A jeśli ktoś chce wersję oryginalną kupić w polskim sklepie? Myślę, że i tak ją kupi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"StarCraft 2" bez wątpienia wyjdzie po polsku. Teraz każdy będzie mógł poznać fabułę tej świetnej produkcji. Sam radzę sobie z angielskim średnio i tym bardziej cieszę się, że nie umknie mi już żadne słówko. Początki lokalizacji zagranicznych tytułów były czymś przełomowym. Każda nowa gra po polsku była wydarzeniem i nikt nie negował jej wartości. Nie cofajmy się zatem do mrocznej przeszłość, kiedy wielkie studia i wydawcy nie wiedzieli co to Polska, a wiele tytułów nie miało szans nie tyle na polską wersję, co w ogóle na wydanie w naszym kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aby nie wyjść na kompletnego zgreda, a samego tekstu nie kończyć zbyt poważnym tonem, proponuję nieco muzyki. Może nie najwyższych lotów, ale potupać nóżką i potrzepać główką (ekhm...) jak najbardziej można. Klip znaleziony na &lt;a href="http://www.starcraft2.net.pl/"&gt;starcraft2.net.pl&lt;/a&gt; i ze "StarCraftem", rzecz jasna, mający coś wspólnego. Ja tam mam sentyment do takich brzmień z pogranicza power i melodic death metalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/hCvpFbu9n14&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/hCvpFbu9n14&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, to do następnego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-4767169271499376227?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/4767169271499376227/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=4767169271499376227' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4767169271499376227'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4767169271499376227'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/01/szesciokacik-starcrafta-12.html' title='Sześciokącik StarCrafta #12'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s72-c/firebat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-6803316531290719646</id><published>2010-01-12T18:48:00.007+01:00</published><updated>2010-01-13T09:09:43.512+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='anime'/><title type='text'>Macross Plus: Movie Edition</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;I znowu anime. Nic na to nie poradzę, że ostatnimi czasy najmilej spędza mi się wieczory przy japońskiej animacji. Sam blog rozrośnie się z tego powodu o pozycje anime, zatem postanowiłem je dodatkowo otagować (do tej pory miały standardową zakładeczkę "film"). Mam nadzieję, że ułatwi to wszystkim zainteresowanym grzebanie w zasobach tego bloga (coby nie mówić, to ponad 100 postów małą liczbą nie jest). Aby dodatkowo ożywić atmosferę, pod koniec dzisiejszego tekstu wklejony jest stosowny filmik. Smacznego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S01_sVKWJkI/AAAAAAAAAm8/FAFVrao04Zs/s1600-h/MacrossME.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 226px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S01_sVKWJkI/AAAAAAAAAm8/FAFVrao04Zs/s320/MacrossME.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5426133525622826562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W zamierzchłej przeszłości, zwanej latami 90-tymi, mało kto w Polsce wiedział czym tak naprawdę jest anime. Pewnie, że były kreskówki na Polonii 1, w telewizji regionalnej i jeszcze kilku innych miejscach, ale wtedy każdy mówił na to manga (ew. japońskie bajki). Na tym gruncie pojawiała się "Czarodziejka z księżyca" i nagle jasnym się stało, że "manga" może przyciągnąć do telewizorów nie mniejszą widownię niż latynoamerykańskie telenowele. Ale to nadal nie było to... Co bardziej oczytani wiedzieli, że czegoś im brakuje. Wszystko przez Secret Service i Mr Roota, która w "Manga Roomie" systematycznie edukował naród. Co prawda, był jeszcze Mr Jedi z "CD Action", który wystartował z "Kawaii", jednak mi zawsze bliżej było do "SS"... To na łamach czerwonego magazynu pojawiały się anime, o których można było w naszym kraju pomarzyć. Ten głód japońskiej animacji z najwyższej półki spotęgowało pojawienie się "Animegaido". W zasadzie wówczas wystarczyło mi, że mogę sobie poczytać o tych produkcjach i pooglądać ładne obrazki. Podobnie było zresztą z "Secret Service" (mało znacie osób, które kupowały to pismo, mimo że miały nawet kompa?). Produkcją, która szczególnie przykuła moją uwagę był "Macross Plus". Zawsze zastanawiałem się jak te piękne obrazki wyglądają w ruchu. Wczoraj się w końcu przekonałem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Macross Plus: Movie Edition" to kinowa wersja czteroczęściowej OAV-ki. Parę scen usunięto, dodano nieco nowego materiału (w sumie to aż 20 minut), ale sam trzon pozostał niezmieniony. Na pewno "Movie Edition" jest bardziej spójne i efektowne - po prostu lepiej wyglądające na dużym ekranie. Jeśli chodzi o samą fabułę i świat przedstawiony, to "Macross Plus" jest kolejną cegiełką tworzącą potężny (i w tej chwili już ok. 30-letni) świat "Macrossa". Historia stanowi jednak zamkniętą całość, więc nie trzeba znać poprzednich części. Oto na przypominającej Ziemię planecie Eden odbywają się testy nowego typu myśliwców: YF-19 i YF-21. Każdy jest własnością konkurencyjnej firmy. Pierwszego testuje Isamu Alva Dyson, drugiego Guld Goa Bowman. Jak się okaże - przyjaciele z dzieciństwa, którzy teraz nie pałają do siebie zbytnią sympatią. Dodać do tego należy Myung Fang Lone i już mamy klasyczny trójkąt miłosny. Dwójka rywali, piękna kobieta, nowoczesne myśliwce - na upartego można tą produkcję określić mianem futurystycznej, animowanej wersji "Top Guna".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia się rozkręca, pojawia się zagrożenie w postaci sztucznej inteligencji (śpiewającej sztucznej inteligencji!), konflikt o kobietę przybiera na sile, a wszystko zmierza do nieuchronnego i efektownego finału, z którego na pewno nie wszyscy wyjdą żywi. Te wszystkie wypadki można bez większego problemu przewidzieć, jednak sposób, w jaki je pokazano, nie pozwala się nudzić. Akcja zaś dawkowana jest stopniowo i mimo, że to w zasadzie anime o wielkich robotach, to dopiero pod jego koniec ujrzymy efektowne, okraszone mnóstwem wybuchów, pojedynki. Właśnie, roboty... Trzeba wspomnieć, że kosmiczne myśliwce transformują się w mechy. Któż nie lubi wielkich robotów? Oczywiście jestem w stanie zrozumieć, że dla kogoś, kto miał niemiłe doświadczenia z "Power Ranger", może być to element odstraszający, jednak dla mnie właśnie mechy były powodem sięgnięcia po "Macross Plus".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomniane roboty wyglądają wspaniale. Zresztą jak wszystko w tym anime. Co prawda pojawiają się tutaj sceny generowane komputerowo, ale to klasyczna technika animacji stanowi siłę tego obrazu. Osobiście uważam, że anime z lat 90-tych prezentują się najlepiej, a "Macross Plus" jest tutaj dziełem reprezentatywnym. Szczegółowość, widoczna w każdym detalu rozmaitych urządzeń, idealnie współgra z charakterystycznymi postaciami ludzkimi (uproszczone rysy twarzy, spiczaste nosy etc.). Dodać do tego należy wspaniałą, żywą kolorystykę i otrzyma się jedno z najlepiej wyglądających anime, jakie miałem przyjemność oglądać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/77NmnV4x3DM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/77NmnV4x3DM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Integralną część filmu stanowi muzyka. Tutaj jest ona najwyższych lotów. Yoko Kanno wykonała kawał świetnej roboty. Zresztą soundtracku z tego anime słuchałem na długo przed tym, zanim je w ogóle obejrzałem. Stanowi on mieszankę stylów, w której dominuje szeroko pojęta elektronika. Jest też dużo popu oraz nieco disco, jednak nawet jeśli nie jest się miłośnikiem tego typu dźwięków, to trzeba przyznać, że doskonale pasują one do obrazu. Największe wrażenie robią kawałki wykonywane przez Akino Arai. Jej głos jest magnetyczny. Zresztą muzyka i śpiew zawsze odgrywały w tej serii dużą rolę, a wokalistki są, obok wielkich robotów, znakiem rozpoznawczym "Macrossa".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Macross Plus: Movie Edition" to świetne widowisko. Przewidywalne i korzystające z mnóstwa sprawdzonych patentów fabularnych, niemniej na tyle fachowo wymieszanych i doprawionych magią serii, że nie sposób się oderwać od ekranu. Poziom animacji oraz oryginalna ścieżka dźwiękowa to kolejne atuty tego filmu. Pierwszorzędna, niegłupia rozrywka, którą z czystym sercem polecam każdemu. Zwłaszcza zaś dużym chłopcom, którzy z sentymentem wspominają lata 90.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-6803316531290719646?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/6803316531290719646/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=6803316531290719646' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6803316531290719646'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/6803316531290719646'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/01/macross-plus-movie-edition.html' title='Macross Plus: Movie Edition'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S01_sVKWJkI/AAAAAAAAAm8/FAFVrao04Zs/s72-c/MacrossME.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-8112204672541151788</id><published>2010-01-10T11:23:00.007+01:00</published><updated>2010-01-12T20:29:47.628+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='anime'/><title type='text'>Vampire Hunter D: Żądza krwi</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kolejny dzień, kolejne anime. Ot, taki weekendowy wybryk.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S0nj8fnoPJI/AAAAAAAAAmk/zOAJsDQ25W8/s1600-h/VampirehunterD.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 224px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S0nj8fnoPJI/AAAAAAAAAmk/zOAJsDQ25W8/s320/VampirehunterD.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425117854563843218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Vempire Hunter D" powstał w połowie lat osiemdziesiątych. Opowieść o przyszłości, w której panoszą się wampiry była czymś naprawdę oryginalnym (jak na tamte czasy). Fakt, że głównym bohaterem uczyniono dhampira - pół wampira, pół człowieka, który poluje na nieśmiertelnych krwiopijców, zalatywał już co prawda marvelowskim "Blade'm", ale dało się to jakoś przetrawić. Po wspomnianą animację sięgnąłem w zeszłym roku, blisko 25 lat po jej premierze. I tak jak niektóre produkcje nie starzeją się w ogóle, tak z tą czas obszedł się niezwykle brutalnie. Archaiczna animacja, dziwny (w tym mniej pozytywnym sensie) klimat i niezbyt wciągająca fabuła sprawiły, że srodze się na tym obrazie zawiodłem. A spodziewałem się naprawdę niezłego widowiska, zwłaszcza, że w pamięci miałem obraz pt. "Vampire Hunter D: Żądza krwi" - film z roku 2000, który stanowi zaprzeczenie reguły, że kontynuacje są gorsze od pierwowzorów. Wczoraj go sobie odświeżyłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła jest prościutka, niemniej warto coś o niej napisać. Wampir Meyer Link porywa kobietę imieniem Charlotte. Ojciec dziewczyny oczywiście chce ją odzyskać, więc wynajmuje łowców: braci Marcus (towarzyszy im Leila - typowa osobniczka, która swoją drogę życiową odnalazła w zemście...) oraz tytułowego D. Co istotne, nikt się nie spodziewa, że uprowadzona niewiasta kocha swego porywacza... I w zasadzie tyle. Reszta fabuły to już pościg. Oczywiście bracia będą rywalizować z D, wszak nagrodę zgarnia tylko ten, kto odzyska Charlotte. Po drodze bohaterowie trafią m.in. do niezwykle oryginalnego miasta Barbarii, a w finale spotkają Carmillę - potężną wampirzycę, którą przed wiekami podobno zgładził sam Dracula. Aby nie było wątpliwości: historia nie grzeszy oryginalnością, bohaterowie są albo niesłychanie papierowi, albo zbytecznie przerysowani, a coś ciekawszego dzieje się dopiero w końcówce. Niemniej trzeba przyznać, że ogląda się tą produkcję zaskakująco dobrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakość wykonania tego anime nie pozostawia nic do życzenia. Zderzenie stylistyk westerenu i gotyku, mimo iż wydaje się karkołomne, to wypada całkiem nieźle. Zamek Carmilli, karoca Meyera, gigantyczne płaszczki przemierzające pustynie - takie elementy dowodzą, że twórcom wyobraźni nie brakowało. Mało? To co powiecie na gotycką rakietę? Na początku filmu pojawia się nawet stacja kosmiczna, która ma wiele elementów gotyckich. Miłośnicy późnośredniowiecznych katedr powinni być zadowoleni... "Vampire Hunter D: Żądza krwi" razi kiczem na odległość, ale jest to ten rodzaj kiczu, który cieszy każdego miłośnika gier komputerowych i anime akcji. Wielki koleś z wielkim młotem, czołg z krzyżami, wspomniana rakieta czy sam tytułowy bohater, który jest mrocznym kolesiem w gigantycznym kapeluszu - prawda, że brzmi jakoś znajomo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poziom animacji pierwszego i drugiego "Vampire Hunter D" dzielą lata świetlne. W dwójce o wiele lepsza jest także muzyka, która doskonale wpasowuje się w klimat opowieści. Mimo, że sam film jest przewidywalny, bohaterowie sztampowi, a dialogi (a zwłaszcza monologi) kłują w uszy, to całość stanowi naprawdę fajną, odprężającą rozrywkę. Jeśli od anime oczekujecie przede wszystkim akcji, a wielkie roboty i cycate laski już wam się przejadły, to "Vampire Hunter D: Żądza krwi" powinna przypaść wam do gustu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-8112204672541151788?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/8112204672541151788/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=8112204672541151788' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8112204672541151788'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8112204672541151788'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/01/vampire-hunter-d-zadza-krwi.html' title='Vampire Hunter D: Żądza krwi'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S0nj8fnoPJI/AAAAAAAAAmk/zOAJsDQ25W8/s72-c/VampirehunterD.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-8503225828631366256</id><published>2010-01-09T13:01:00.005+01:00</published><updated>2010-01-12T20:30:12.502+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='anime'/><title type='text'>O dziewczynie skaczącej przez czas</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Większość osób przyzwyczaiło się już do zmiany 9 na 10, każdy (nawet najdłuższy) kac jest już li tylko mglistym wspomnieniem, a wysyp wszelkich podsumowań zbliża się ku końcowi, zatem można i odświeżyć niniejszego bloga. Nie chcę składać żadnych deklaracji, zapowiadać zmian, czy obiecywać większą częstotliwość nowych postów. Może coś ruszy do przodu, może do tyłu, a może całkiem mi się odechce... Czas pokaże. Na pewno same artykuły zmienią się w luźniejsze notki, przesycone jeszcze większą ilością zbytecznych, osobistych uwag i brakiem wyszukanego słownictwa. Zapraszam do lektury.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S0h6HYcT9KI/AAAAAAAAAmU/q85UpAQEeBI/s1600-h/O+dziewczynie.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S0h6HYcT9KI/AAAAAAAAAmU/q85UpAQEeBI/s320/O+dziewczynie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5424720018406634658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od czasów "Ponyo" nie oglądałem żadnego naprawdę dobrego anime. Jako, że gustuję w sentymentalnych obyczajówkach, przyprawionych elementami magicznymi, gdy tylko trafiłem na "Toki wo Kakeru Shoujo" (tytuł oryginalny) wiedziałem, że nie mogę sobie darować tej produkcji. Moje oczekiwania spotęgowały porównania tego filmu do produkcji ze studia Ghibli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytułowa "dziewczyna skacząca przez czas" to Makoto Konno - typowa japońska uczennica, jaką spotkać można w co drugim anime. Jak nietrudno się domyślić, w pewnym momencie zyskuje ona moc skakania w czasie. I to skakania dosłownie, gdyż aby użyć swojej mocy musi wziąć rozbieg i zrobić to, co zazwyczaj towarzyszy słowu "hop" (i nie mam tutaj na myśli jednej z marek coli). Pierwszy skok jest najbardziej efektowny, gdyż ratuje główną bohaterkę przed śmiercią pod kołami kolejki. Kolejne już stają się dla niej rutyną. Makoto wykorzystuje swój dar głównie do zwykłych błahostek, czasami aby rozwiązać (lub bardziej pogmatwać) rozterki sercowe swoich przyjaciół. Wszytko jest sielanką do czasu, aż bohaterka odkryje, iż te skoki mają swój limit, a jeden z jej najlepszych przyjaciół staje się dla niej kimś więcej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, to ostatnie brzmi dosyć sztampowo i właściwie takie jest w istocie. "O dziewczynie skaczącej przez czas" to nietypowa, bo nietypowa, ale jednak opowieść o szkolnych problemach i odkrywaniu miłości - tej pierwszej, najbardziej niezwykłej i zarazem najtrudniejszej. Całość jednak pokazano bardzo atrakcyjnie, zwroty akcji potrafią zaskoczyć, a sama końcówka nie zostawia niedosytu. Co istotne, wspomniany przyjaciel nie robi tutaj tylko za obiekt sercowych uniesień. Niemniej, to i tak ten rodzaj anime, które przypadnie do gustu głównie przedstawicielkom płci pięknej (zwłaszcza tym młodszym).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co zwraca uwagę, to doskonała oprawa. Animacja jest niezwykle płynna, a tła potrafią wprawić w zachwyt. Panorama miasta, chmury, cienie rzucane przez drzewa - te elementy wyglądają naprawdę świetnie. Pejzażom w niczym nie ustępują szczegółowe wnętrza. Rysownicy wykonali kawał naprawdę drobiazgowej, mistrzowskiej roboty. Na tym polu omawiana produkcja nie ma się czego wstydzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A inne pola? To już sprawa indywidualna. Dla niektórych "O dziewczynie skaczącej przez czas" będzie obrazem zbyt naiwnym i sentymentalnym. Jeśli miałbym już porównywać to anime do którejś z produkcji studia Ghibli, to najbliżej mu chyba do "Szumu morza". Aby już nie przedłużać: mnie się podobało - bez większych zachwytów, ale jednak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-8503225828631366256?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/8503225828631366256/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=8503225828631366256' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8503225828631366256'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8503225828631366256'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2010/01/o-dziewczynie-skaczacej-przez-czas.html' title='O dziewczynie skaczącej przez czas'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/S0h6HYcT9KI/AAAAAAAAAmU/q85UpAQEeBI/s72-c/O+dziewczynie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-9217177327612838204</id><published>2009-12-30T22:30:00.000+01:00</published><updated>2009-12-30T22:27:57.175+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywata'/><title type='text'>Subiektywne podsumowanie A.D. 2009</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Do końca roku zostało coraz mniej czasu, zatem pora na małe podsumowanie. Oczywiście jak najbardziej prywatne... Bez zdjęć, bez linków - czysty tekst. No to lecimy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od czego by tu zacząć? Oczywiście od spraw osobistych. Tutaj było całkiem nieźle. Rzuciłem pierwszą poważną pracę, skończyłem studia, zarejestrowałem się jako bezrobotny, odbyłem pierwszy staż, a w międzyczasie dostałem się na studia trzeciego stopnia. To jeśli chodzi o szeroko pojętą "karierę". W kwestiach bardziej prywatnych, to pierwszy raz leciałem samolotem (i to od razu kilka razy). Wygrałem wycieczkę do Brukseli, byłem na komunii chrześnicy (na lodowatej wyspie Man), a zaraz po tym wylądowałem w szpitalu (bo lekarzowi wydawało się, że mam świńską grypę). Byłem też na trzech weselach (2 x kumple, 1 x kuzynka). Wyprowadziłem się w końcu z akademika i zamieszkałem (wraz ze swą lubą i znajomą parą) na blokowisku. Ale przez większość roku i tak się opieprzałem, marnując cenne godziny przed komputerem. Tyle prywaty w czystej postaci. Czas na popkulturę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książki. W tej kwestii będzie krótko, bo i za dużo nie przeczytałem w mijającym roku. Właściwie czytałem tylko książki historyczne, a jeśli już w me ręce trafiła jakaś powieść to i tak pod kątem magisterki. Tutaj najciekawsze były bez wątpienia "Ogniste Wrota" Stevena Pressfielda. Świetnie napisana powieść, w której aż roi się od informacji, których próżno szukać nawet w pracach naukowych. I nie znaczy to wcale, że informacje te są fałszywe. Widziałem nawet dokument o Sparcie, w którym Pressfield robił za eksperta (tzw. "gadającą głowę"). Po obronie już mi się odechciało czytać, więc w zasadzie nie ma o czym wspominać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gry. Tutaj też było ubogo. Oprócz flashowych i komórkowych pierdółek w zasadzie nie grałem. No dobra, na początku roku pomęczyłem "WarCrafta 2", potem go odstawiłem, aby wrócić do niego w listopadzie. I w końcu, po wielu latach, ukończyłem tą wspaniałą grę (wraz z dodatkiem). Naprawdę jestem z siebie dumny. Poza tym wakacje upłynęły mi pod znakiem "Puzzle Questa", który zapewnił mi godziwą rozrywkę podczas biernego "poszukiwania pracy".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyka. No to tutaj już prawie nic nie pamiętam. W głowę mi się wrył przede wszystkim John Lajoie z albumem "You Want Some of This?", który był dla mnie muzycznym odkryciem wakacji. Naprawdę zabawne teksty, którym towarzyszy muzyka mogąca bez trudu podbić większość list przebojów. I chyba tyle w kwestii muzycznych odkryć. No było jeszcze Dropkick Murphys, kapela której wcześniej nie znałem, a której słuszną reklamę zrobił warszawski koncert. Przez pewien czas ich album pt. "The Meanest of Times" katowałem równie często, co "Come What(ever) May" Stone Sour (w mijającym roku odświeżyłem sobie ten album). Jeśli już jestem przy starych muzycznych fascynacjach, to nie mogę nie wspomnieć o "Liebe ist für alle da" Rammsteina. Niemiecką kapelę odkryłem jeszcze w podstawówce i zawsze będę miał do niej sentyment. Słysząc słynne "Pussy", trochę się obawiałem o cały album, lecz muszę przyznać, że wyszła chłopakom naprawdę przyjemna rzecz, która była idealnym soundtrackiem podczas długich wędrówek na miejsce odbywania stażu. Pod koniec roku zacząłem badać obszar mrocznych, elektronicznych dźwięków. Jestem początkujący, więc wybrałem klasykę w postaci Front Line Assembly (album "Civilization"). Wracając do rockowych klimatów, to pod choinkę brat sprezentował mi najnowszą Armię ("Freak") i muszę przyznać, że płytka jest naprawdę przyjemna (jeśli nie rewelacyjna). Zbyt mało przesłuchań jednak za mną, bym wygłaszał ostateczne opinie. Tyle w kwestii muzyki. Wszystkie wymienione kapele i płyty gościły w odtwarzaczu w drugiej połowie mijającego roku (naprawdę już nie pamiętam czego słuchałem przed wakacjami).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seriale. Postanowiłem oddzielić tą kategorię od filmu, gdyż inaczej powstałby zbyt długi akapit. Tutaj było naprawdę dużo i konkretnie. Ostatnio "Sons of Anarchy", ale wcześniej trzeci sezon "Californication", trochę "Dr Housa" (ale na wyrywki), najnowsze odcinki "Gotowych na wszystko" (zacząłem oglądać przez Magdę i się wciągnąłem na całego), pierwszy sezon "Nurse Jackie", a także najnowszy sezon "Heroes" (po naszemu "Herosi"). Obejrzałem również trzy sezony "Dextera" (trzeci był na tyle marny, że zniechęcił mnie do czwartego). Na początku roku, w zasadzie w jeden dzień, obejrzeliśmy też najlepszy serial na jaki do tej pory trafiłem, czyli "Kompanię Braci". Nie myślałem, że w moim rankingu coś może pobić "Rzym" i muszę przyznać, że wspomnianemu serialowi to się udało. Jeśli chodzi o serie anime, to nie przypominam sobie, abym w mijającym roku zobaczył od początku do końca coś innego niż "Wolf's rain". Aha, były jeszcze animacje made in USA. Tutaj standard: "Family Guy", "American Dad", "Simpsonowie" - wszystko na wyrywki i nie po kolei. Jedynie 13. sezon "South Park" śledziłem regularnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filmy. Tutaj było tego tyle, że sam nie wiem co pominąć, a co nie, zatem proponuję klasyczną wyliczankę najważniejszych premier 2009 (oczywiście tych, które dane mi było obejrzeć). Wiele rzeczy z pewnością pominę, niemniej najlepsze tytuły mijającego roku to: "Droga do szczęścia", "Lektor", "Slumdog. Milioner z ulicy", "Star Trek", "Zapaśnik", "Dystrykt 9", "Walc z Baszirem", "Wątpliwość", "Gran Torino", "Kac Vegas", "Strażnicy". Wstępnie mogę też tutaj wymienić "Avatar". Z polskich filmów na pewno warto wspomnieć "Rewers". Głośnie "Galerianki" złe nie były, ale na wymienienie, wśród najlepszych tytułów roku, na pewno nie zasługują. Z chęcią zobaczyłbym "Dom zły" (wtedy mógłbym coś więcej napisać o rodzimym kinie). Obejrzałem również dużo starszych rzeczy, spośród których spore wrażenie wywarły na mnie "Siostry Magdalenki". Mijający rok upłynął mi jednak głównie pod znakiem produkcji anime ze studia Ghibli. Nadrobiłem zaległości i mogę z dumą stwierdzić, że widziałem każdą pełnometrażówkę, na początku której pojawia się logo z Totoro. Oto tytuły Ghibli, które widziałem w mijającym roku po raz pierwszy: "Nausicaä z Doliny Wiatru", "Laputa - zamek w chmurach", "Podniebna poczta Kiki", "Szum morza", "Szopy w natarciu", "Szept serca", "Rodzina Yamadów", "Narzeczona dla kota", "Ponyo" i "Powrót do marzeń". Każdy z nich był rewelacyjny, ale najbardziej spodobał mi się ten ostatni tytuł. Jeśli miałbym wskazać najlepszą produkcję, jaką obejrzałem w mijającym roku (nieważne, czy byłoby to anime, film fabularny, czy nawet serial) to prawdopodobnie byłby to właśnie "Powrót do marzeń".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komiksy. No, to teraz się zacznie. Podsumowania komiksowe już mi trochę bokiem wychodzą... Jedno stworzyłem dla Komiksomanii (ostatecznie Aleja wysłała podsumowanie, będące kompilacją redakcyjnych opinii), do tego dochodzi jeszcze jeden ranking - tym razem dotyczący pewnej zamkniętej kategorii (kiedy pojawi się na Alei, to będziecie wiedzieli o co chodziło), a poza tym mam pod ręką jeszcze kilka tytułów, które chciałem sprawdzić, zanim ostatecznie uporam się z mijającym rokiem. Jakby jednak nie było, to muszę przyznać, że w 2009 przeczytałem naprawdę mało komiksów. Zdecydowanie mniej niż w latach poprzednich. Co istotne, prawie wcale nie sięgałem po zeszyty (bo i nie było ich na rynku, a starocie i skany postanowiłem sobie darować). Wyjątek to "Star Wars Komiks", który nawet kupowałem regularnie, by ostatecznie pozostać tylko przy jego wydaniach specjalnych. Ale wracając do tematu, to bez wątpienia najlepszym komiksem, jaki przeczytałem w mijającym roku, były "Trzy cienie". Oprócz nich, nic jakoś szczególnie mnie nie urzekło, ale to właśnie ze względu na fakt, że przeczytałem zbyt mało pozycji (w tym tych naprawdę wybitnych). Na pewno jednym z lepszych tytułów mijającego roku był "Fun Home. Tragikomiks rodzinny". Dla mnie osobiście miłym zaskoczeniem okazało się "Arrowsmith #1: Za mundurem panny sznurem". Komiks zeszłoroczny, po który sięgnąłem na przełomie kwietnia i maja. W kategorii komiks rozrywkowy rzecz warta uwagi. Kolejne miłe odkrycie to "W poszukiwaniu Piotrusia Pana". W 2009 tylko mang przeczytałem więcej, niż zazwyczaj. Tutaj, jeśli chodzi o czystą rozrywkę, świetnie wypadło "Black Lagoon", a w kategorii "miłe odkrycie" należy wspomnieć klimatyczną "Muzykę Marie". A polskie poletko? Całkiem dużo przeczytałem rodzimych komiksów, ale jakoś żaden z nich nie powalił mnie na kolana. Na pewno nie zawiódł KRL z "Łaumą", poza tym sporym wydarzeniem był dla mnie (i jest nadal) kolorowy "Wilq". Jeśli chodzi o starsze tytuły, to sięgnąłem wreszcie po bardzo dobry "Powidok wibrującej czerni". I w zasadzie tyle. Na półce czekają m.in. "Opowieści Szeherezady", "Calvin i Hobbes #11: Dziki kot psychopatyczny morderca", "Emmanuelle. Bianca", żółty tom "Przygód TinTina" i jeszcze kilka innych pozycji. Sam nie wiem kiedy się z nimi uporam, gdyż czuję lekkie znużenie komiksem jako takim (ta, sam się sobie dziwię). Aha, muszę wspomnieć, że w 2009 odwiedziłem po raz pierwszy dwie komiksowe imprezy: WSK i MFKiG. Na pierwszej z nich było biednie, lecz na drugiej naprawdę zacnie. I tyle w kwestii komiksu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teatr, operę i balet sobie daruję... Powyższe podsumowanie z pewnością jest dziurawe, a przy tym dosyć nudne. Nic na to nie poradzę - niezwykle ciężko w jeden wieczór przypomnieć sobie cały rok, a następnie go streścić. Muszę przyznać, że pomimo wielu stresów, nerwów, a także niesłychanego marnowania czasu, 2009 był całkiem niezły. Wbrew pozorom sporo się działo - tak w moim życiu osobistym, jak i na polu kultury popularnej. Powyższe akapity nie oddają w pełni tego wszystkiego, niemniej dobrze obrazują proporcje czasu, jaki w mym żywocie zajmowała dana kategoria. Akapit dot. komiksów jest najdłuższy, chociaż zdecydowanie więcej obejrzałem filmów niż przeczytałem komiksów. Jednak to właśnie komiksy zaprzątały moją głowę w największym stopniu (może nie za bardzo było to widać na tym blogu, niemniej tak właśnie było). Wspomniałem wcześniej, że czuję znużenie komiksem. Mimo to, gdzieś tam we mnie, skrzy się nadzieja, że będą mógł się nim dalej zajmować i z czasem nazywać to pracą (w pełnym tego słowa znaczeniu). W nadchodzącym roku życzę tego zarówno sobie, jak i Wam, drodzy czytelnicy. Aby nasze pasje stały się prawdziwymi sposobami na życie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-9217177327612838204?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/9217177327612838204/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=9217177327612838204' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/9217177327612838204'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/9217177327612838204'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2009/12/subiektywne-podsumowanie-ad-2009.html' title='Subiektywne podsumowanie A.D. 2009'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-3566719103125336951</id><published>2009-12-29T11:11:00.005+01:00</published><updated>2009-12-29T12:58:19.657+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Avatar</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Obiecałem, że w grudniu magiczna granica czterech tekstów zostanie przekroczona, zatem trzeba się sprężać. Wczoraj wybrałem się na "Avatara", więc o czym innym miałbym dzisiaj napisać, jeśli nie o najgłośniejszej premierze ostatnich dni (a może i roku)?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SznnU-HV9VI/AAAAAAAAAmM/r-rCeopYP5k/s1600-h/Avatar.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 241px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SznnU-HV9VI/AAAAAAAAAmM/r-rCeopYP5k/s320/Avatar.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5420617973974299986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Avatar" to pierwszy film Jamesa Camerona od czasu "Titanica". Trzeba przyznać, że reżyser wyzwanie miał niemałe. Jego ostatni film był dziełem co najmniej tak wielkim, jak góra, w którą uderzył tytułowy statek. Czy w związku z tym "Avatar" okaże się tak wielki, jak drzewo, które w filmie zostaje "ścięte" przy pomocy rakiet powietrze-ziemia? W poniższym tekście postaram się nie powielać informacji, które znacie z gazet i telewizji (budżet, czas realizacji etc.). Napiszę jedynie co mi się podobało, a co nie. Postaram się również udzielić odpowiedzi na kluczowe pytanie: jak ten film ma się do Smerfów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek krótko o fabule, czyli, mimo wszystko, garść tego co już wiecie. Oto na dzikiej planecie Pandorze odkryto niezwykle cenny surowiec. Jak wiadomo, gdzie wjadą Ziemianie ze swoimi buldożerami, tam można się pożegnać z dziewiczą przyrodą i pierwotną cywilizacją. Bo na Pandorze żyją nie tylko olbrzymie drzewa, świecące grzyby i sześcionogie zwierzęta, ale też Na'vi - błękitni, trzymetrowi ludzie, będący kosmiczną wersją Indian. Ludzie chcą surowca, a Na'vi spokoju, czyli konflikt jest nieuchronny. Kluczową w nim rolę odegra Jake Sully (Sam Worthington), były marines, który steruje jednym z tytułowych Avatarów - sztucznie wyhodowanych Na'vi. Tyle jeśli chodzi o fabułę, której szczegółów nie ma sensu streszczać, zwłaszcza, że historia w omawianym obrazie jest przewidywalna i stanowi kalkę tego, co można było zobaczyć w innych produkcjach s-f/fantasy. Kalkę jednak niesłychanie urodziwą...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Avatara" określa się jako połączenie "Pocahontas" z "Tańczącym z wilkami". Muszę przyznać, że oba filmy widziałem na tyle dawno, aby kojarzyć z nich tylko ogólny zarys fabuły. I tutaj faktycznie dużo się zgadza: źli najeźdźcy niszczący pierwotną kulturę autochtonów, piękno dziewiczej przyrody, no i Ona, przedstawicielka tubylców, którą połączy uczucie z jednym z przybyszów. Cameron wprost potępił wojnę (zwłaszcza wojnę prowadzoną w celu zdobycia surowców naturalnych), niszczenie przyrody, a także natarczywe próby zaszczepienia zachodniej, europejskiej (w filmie: ziemskiej) cywilizacji na obce grunty. Podane to jest wprost, ale myślę, że w filmie skierowanym do masowego widza, przyzwyczajonego do fabuł pokroju "Transformersów", pewnych rzeczy nie dało się inaczej wyłożyć. Sama przewidywalność fabuły nie jest tutaj jakimś szczególnym minusem. Owszem, reżyser pozbierał różne klocki i po prostu je połączył ze sobą, jednak styl, w jakim tego dokonał, zasługuje na najwyższe uznanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Avatar" to obraz, który się ogląda. Fabuła jest tutaj tylko pretekstem do pokazania możliwości dzisiejszego kina. Na szczęście historia, którą śledzimy, mimo że wtórna, to nie jest tak debilna jak choćby w drugiej części wspomnianych wyżej "Transformersów". Ponad 2,5 godziny przelatują całkiem szybko, a odruch ziewania praktycznie przy tym nie występuje. Największym plusem omawianego filmu jest obraz. Muszę przyznać, że na początku męczyło mnie to całe 3D. Po pierwsze dlatego, że jakoś za dużo go na ekranie nie było, a po drugie miałem wrażenie, że okulary nie tyle pogłębiają obraz, co go przyciemniają (no i oczy bolały). Jednak kiedy już się przyzwyczaiłem, to mogłem z zachwytem chłonąć kolejne kadry. A naprawdę jest co chłonąć. "Avatar" to nie tylko majstersztyk jeśli chodzi o jakość grafiki komputerowej, ale też pod kątem wizji plastycznej. Pandora została wspaniale wymyślona i pokazana. Pejzaże, flora i fauna - wszystkie te elementy naprawdę zapierają dech. Do tego należy dodać wspaniałą grę świateł i barw, a także samych Na'vi, i będziemy mieli obraz, który po prostu urzeka. Cameron nie byłby sobą, gdyby do tego nie dodał futurystycznych gadżetów, więc każdy, kto oczekuje transportowców, bombowców, karabinów i kombinezonów bojowych rodem z najlepszych gier komputerowych, nie powinien być zawiedziony. Jest jeszcze muzyka, doskonale spełniająca swoją rolę, którą jest uzupełnianie obrazu i budowanie napięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co zgrzyta w "Avatarze"? O ile przewidywalną fabułę można przeboleć, tak pewnych schematycznych patentów już nie. Przede wszystkim mamy tutaj kolejnego niezniszczalnego bossa, który mimo, że obrywa z rakiety, rozbija się w dżungli i ma zbyt częsty niedobór tlenu, to do końca trzyma się twardo i zostaje ubity dosłownie w ostatniej chwili. Inny rażący element, to brak nagości. Nie zrozumcie mnie źle, nie wymagam aby Na'vi skakali po drzewach z odkrytym przyrodzeniem, niemniej jakoś dziwnie wyglądały koraliki, które zawsze idealnie przykrywały piersi żeńskich przedstawicielek błękitnej rasy. I to jednak pryszcz w porównaniu do "bluszczowego bikini" którym przykryto Dr Grace Augustine (Sigourney Weaver). Ciekawi także dlaczego Na'vi nie łączyli się z obcymi hybrydami słoni i nosorożców, skoro te tak dobrze radziły sobie w przeprawach przez las (i tratowaniu marines). No i pozostaje jeszcze kwestia łopatologicznego wykładania pewnych rzeczy, ale to akurat już wytłumaczyłem wcześniej. Pewnie znalazłaby się jeszcze niejedna rysa na pięknej powłoce "Avatara", niemniej ten film ogląda się na tyle dobrze, że nie ma co na nie zwracać uwagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Avatar" to pierwszorzędny film rozrywkowy. Cudownie wyglądający, doskonale zmontowany, a przy całej swojej efektowności, poruszający ważne kwestie. Piękna baśń z morałem. I mimo, że podobnych baśni widzieliście już pewnie niemało, to i z tą warto się zapoznać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak do omawianego obrazu mają się Smerfy? Nijak. Pracusia, Osiłka i Marudy tutaj nie ma (co najwyżej Papa Smerf), bohaterowie nie mieszkają w grzybach, a Gargamel, mimo iż niezwykle twardy, to jednak jest do ubicia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-3566719103125336951?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/3566719103125336951/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=3566719103125336951' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/3566719103125336951'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/3566719103125336951'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2009/12/avatar.html' title='Avatar'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SznnU-HV9VI/AAAAAAAAAmM/r-rCeopYP5k/s72-c/Avatar.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-362520636421176929</id><published>2009-12-25T10:21:00.007+01:00</published><updated>2009-12-25T16:27:14.099+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='archiwum RF'/><title type='text'>Ghost Rider 2099</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Na początku tradycyjne życzenia (trochę spóźnione, ale jednak). Wszystkim, którzy tu czasami zaglądają, życzę tradycyjnie wesołych (cokolwiek by to nie znaczyło) świąt, dobrego jedzonka (to zapewnione) i idealnego trawienia (to już nie zawsze). A bardziej poważnie, to mam nadzieję, że te święta upłyną wszystkim w spokojnej, rodzinnej atmosferze, że znajdzie się czas zarówno dla bliskich, jak i chwila odosobnienia przy dobrym komiksie, grze, płycie, książce. W telewizji nic ciekawego nie ma (poza najlepszym ze świątecznych filmów - "Szklaną pułapką"), zatem oczy można spokojnie poniszczyć przed kompem. A teraz już tekst. Tym razem kolejne z "resetycznych" wykopalisk przyniosło recenzję trzynastego numeru "Mega Marvela". Początkowo nie chciałem tego tekstu tutaj wrzucać, gdyż pojawił się on także na &lt;a href="http://komiks.nast.pl/artykul/3274/Zemsta-Cyberprzestrzeni-Ghost-Rider-2099/"&gt;Alei Komiksu&lt;/a&gt; (w nieco zmienionej, dostosowanej do okresu wakacji, wersji). W recenzji nie wspomniałem o Buckinghamie, co zostało mi od razu wytknięte. Nie polemizowałem z tym, gdyż wiedziałem, że może to wywołać burzę w szklance wody. Niemniej przyznaję się - tak, uważałem, że tylko Bachalo stworzył rysunki do omawianego komiksu. Tak, widziałem, że nazwisko Buckingham też jest w stopce, niemniej sądziłem, że tylko w kontekście inkera. Przecież Tm-Semic często wymieniało inkerów obok rysowników... Dzisiaj postanowiłem rozgrzebać temat i okazało się, że racja leżała gdzieś pośrodku. Z pomocą przyszła marvelowa wikipedia, czyli &lt;a href="http://marvel.wikia.com/Comics:Ghost_Rider_2099_Vol_1"&gt;Marvel Comics Database&lt;/a&gt;. I tak: zeszyty 1-3 rysował Chris Bachalo, 4 Peter Gross, a dopiero 5 Mark Buckingham. Tusz do nich wszystkich nakładał... Buckingham. Tyle w tej sprawie. Aha, poniższy tekst debiutował w RF nr 3/2006.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SzSEejh1LeI/AAAAAAAAAmE/gHAjSWA702A/s1600-h/megamarvelghostrider2099.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 212px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SzSEejh1LeI/AAAAAAAAAmE/gHAjSWA702A/s320/megamarvelghostrider2099.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5419101912101629410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ferie to okres, kiedy człowiek cierpi na nadmiar wolnego czasu. Ma niby tyle planów, tyle rzeczy do zrobienia, ale tak naprawdę nie może się chwycić za żadną konkretną robotę. Nowe albumy, nowe gry, nowe filmy- tyle zaległości do nadrobienia. Skończyło się na tym, że i tak jeszcze raz przetrawiłem stare pozycje. Tak już mam, że lubię łykać to, co sprawdzone (dwuznaczność niezamierzona...). Stare giery, stare filmy, stara muza, no i oczywiście stare komiksy. W związku z tym dzisiaj pragnę zaprezentować album już niemal dziesięcioletni, ale w moim odczuciu jak najbardziej przyjemny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ghost Raider 2099" ukazał się w naszym pięknym kraju w ramach znanej i lubianej (przez niektórych) serii wydawniczej TM-Semic o nazwie Mega Marvel. Cały incydent miał miejsce pod koniec 1996 roku i przeszedł bez większego echa. No, bo czy taka błaha i sztampowa opowiastka mogła równać się z wcześniejszymi kultowymi "Daredevil: The Man Without Fear", czy "Weapon X"? Jasne, że nie mogła. Czemu, więc poświęcam jej miejsce? A bo tak- jedyny przywilej redaktora RF... No, ale do rzeczy. Mamy rok 2099 (kto by pomyślał?), światem rządzą wszechwładne korporacje, a po ulicach snują się gangi hackerów- jednym słowem: cyberpunk pełną gębą. Do jednej ze wspomnianych band, Ostrych Męczenników, należy nasz bohater, Kenshirio "Zeroman" Cochrane. Jest to młodzieniec wielce utalentowany w tym co robi. Niestety talent ten wcale mu nie pomaga, a tylko przeszkadza, bowiem przez swoje umiejętności naraża się pewnej wielkiej, wszechwładnej i oczywiście złej korporacji, o jakże złowieszczej nazwie D/MONIX. Kenshirio kradnie ważną dla tej firmy informację, przez co sprowadza na swój kark (i karki swoich kumpli) wrogi, wynajęty przez D/MONIX gang. Wszyscy Ostrzy Męczennicy giną (no, cóż: nazwa zobowiązuje). "Zeroman" po śmierci trafia do GhostWorks (czegoś w rodzaju wirtualnych zaświatów). Egzystująca tutaj sztuczna inteligencja wyposaża go w nowe, niezniszczalne ciało, obdarza nadludzką mocą i wysyła z powrotem do świata żywych, aby walczył z, utożsamiającymi upadek moralny ludzkości, korporacjami. Media okrzykują go nowym Ghost Raiderem (stary żył pod koniec XX wieku) i wrogiem publicznym numer jeden. "Ghost Raider 2009" to komiks jak najbardziej anarchistyczny. Nasz bohater nienawidzi władzy i za wszelką cenę dąży do jej unicestwienia. Nie waha się przy tym walczyć z jej pionkami, czyli policją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za scenariusz tej historii odpowiada nie znany mi bliżej Len Kaminski. Nie mogę powiedzieć, żeby jego pomysły były jakoś specjalnie nowatorskie i oryginalne. Większa część komiksu to prosta nawalanka, w której nasz bohater rozwala kolejne hordy przeciwników (wrogich cyberpunków, policjantów i pewne czerwone monstrum). Nie powiem, żeby nie było efektownie, bo jest. Niestety interesująco trochę mniej. Właściwie gdyby nie początek i koniec, to ten komiks byłby do niczego. Tak to, chociaż jest do przeczytania. Momenty, w których Kenshiro wygłasza swoje anarchistyczne poglądy są po prostu świetne (przynajmniej dla mnie). Podoba mi się, że w komiksie takiego molocha jak Marvel pojawia się krytyka kapitalizmu i ogólnie władzy. Wreszcie mamy bohatera, który nie jest harcerzykiem, ale wojownikiem z krwi... tfu... z metalu, kwarcu i kabli. Szczególnie rozwaliła mnie strona 12, na której "Zeroman" demoluje sklepową witrynę z telewizorami. "Ta cywilizacja śmierdzi"- mówi na koniec. Mam świadomość, że takie spojrzenie jest co najmniej naiwne, ale mojej młodzieńczej, aspołecznej duszy jak najbardziej odpowiada. Myślę, że wam też się spodoba. Jeśli nawet nie lubicie takich moralizatorskich wkrętów, to gwarantuję, że zadowoli was radosna rozwałka rozgrywająca się na kartach tego komiksu. No i ten klimat klasycznego cyberpunku. Hackerzy, implanty, korporacje- jak już wspomniałem tutaj jest to wszystko. Moda na ten nurt w fantastyce nieco przybladła, warto więc odświeżyć sobie pamięć np. lekturą "Ghost Raidera 2099".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz się przyznam, jaki był główny powód tego, że postanowiłem wam zaprezentować ten komiks. Chodzi tutaj o rysownika: Chrisa Bachalo. Dla mnie ten pan tworzy po prostu niesamowite rzeczy. Początkowo nie mogłem przekonać się do jego kreski. Inaczej: niczym mnie nie pociągała. No, ale kiedy ujrzałem jego stosunkowo późne prace w "Steampunku", czy nowej wersji "Age of Apocalypse"- po prostu oniemiałem. Trochę mangi, trochę karykatury, dużo jaskrawych kolorów i mamy niezwykły efekt. Dla mnie styl tego gościa to kwintesencja nowoczesnego komiksu rozrywkowego. Ale wróćmy do Ghost Raidera. Otóż w tym komiksie tego stylu jeszcze nie widać! Rysunki są poprawne, ale w żaden sposób nie zachwycają. Do tego dochodzą fatalne kolory. Właściwie to tylko tusz nałożony przez Marka Buckinghama ratuje sytuację. Ale nawet w tych rysunkach czuć już zapowiedź nowego, w pełni ukształtowanego stylu Chrisa i właśnie dlatego warto sięgnąć po omawiany komiks, aby prześledzić ewolucję, jaką przeszedł ten artysta. Talent miał zawsze, potrzebował tylko znaleźć swoją drogę, swój styl. Po kilku latach udało mu się to w stu procentach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ghost Raider 2099" to komiks średni. Nie jest zły, nie jest też wybitny. Można rzec, że jest dobry. Jak na superbohaterskie standardy to nawet w pewien sposób oryginalny. Cyberpunkowych komiksów w naszym kraju nie pojawiło się zbyt wiele, więc może warto po niego sięgnąć? Ja osobiście uważam, że jak najbardziej warto. Choćby dla kilku niezłych wypowiedzi głównego bohatera, czy pierwszych przebłysków geniuszu Chrisa Bachalo. Ale ostateczną decyzję musicie podjąć sami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-362520636421176929?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/362520636421176929/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=362520636421176929' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/362520636421176929'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/362520636421176929'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2009/12/ghost-rider-2099.html' title='Ghost Rider 2099'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SzSEejh1LeI/AAAAAAAAAmE/gHAjSWA702A/s72-c/megamarvelghostrider2099.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-5046920392751078569</id><published>2009-12-16T18:34:00.006+01:00</published><updated>2009-12-17T15:14:54.642+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sześciokącik StarCrafta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Sześciokącik StarCrafta #11</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dzisiaj miałem całkiem aktywny dzień (jak na bezrobotnego). Chyba z tej środowej chęci działania mogę jeszcze co nieco wykrzesać, więc zapraszam do ostatniej w tym roku odsłony Sześciokącika. Grudniowo-styczniowe podsumowania czas zacząć!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a Orenburg="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s1600-h/firebat.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 90px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s320/firebat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415908210277446738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na początek nieco formalności. Obrazek, który widzicie powyżej, to dzieło &lt;a href="http://simsonart.blogspot.com/"&gt;Simsona&lt;/a&gt; (to samo, o którym ostatnio wspominałem). Dostałem błogosławieństwo autora i od dzisiaj będzie on robił za nagłówek kolejnych Sześciokącików. Fajnie, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mijający rok nie był szczególnie szczęśliwy dla fanów StarCrafta. Owszem, działo się niemało, ale wszyscy po cichu liczyli, że to właśnie 2009 będzie rokiem premiery drugiej odsłony naszej ukochanej gry. W pierwszej połowie roku wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że tak się właśnie stanie. Ogłoszono orientacyjną datę rozpoczęcia beta-testów, zaprezentowane zostało ostateczne logo, a sam empik podał datę premiery (a także cenę)... No, ale Blizzard nie byłby Blizzardem, gdyby nie przesunął po raz n-ty daty wydania swojej produkcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy żyli premierą i wokół niej oscylowała większości newsów. Ludzie dawali niejednokrotnie wyraz swojej irytacji, ale i tak czekali... i czekać będą nadal. Oczekiwanie zdominowało sieć, niemniej na światło dzienne wyszło parę rzeczy, które wygłodniałych fanów mogły zainteresować. Zapraszam zatem na subiektywne podsumowanie starcraftowego roku A.D. 2009.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mijający rok był rokiem trzech nowych &lt;a href="http://www.youtube.com/user/StarCraftLegacy#g/c/5581BFB78114955E"&gt;Battle Reportów&lt;/a&gt;. Na każdą z kolejnych odsłon trzeba było trochę poczekać, ale trzeba przyznać, że jest na co popatrzeć. Tylko co z tego, skoro wszyscy czekają na Betę, a nie nowe filmiki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiadomością, która zbulwersowała fanów na początku roku (a więc wówczas, kiedy wszyscy żyli jeszcze nadzieją, że w przeciągu dwunastu miesięcy rozegrają świeżutką kampanię Terran) była informacja, że w dwójce głosu Sarah Kerrigan nie użyczy Glynnis Talken Campbell. Już wcześnie pojawiła się informacja, że podobny los spotka Jima Raynora. O ile jednak, w przypadku tego drugiego, wszystko zostało po staremu, tak w Królową Ostrzy faktycznie wcieliła się nowa aktorka. Narzekania fanów nieco ucichły, gdy okazało się, że teraz Sarah przemówi głosem &lt;a href="http://www.hollywood-celebrity-pictures.com/Celebrities/Tricia-Helfer/Tricia-Helfer-15.JPG"&gt;Tricii Helfer&lt;/a&gt;. Jak widać, narząd wzroku jest ważniejszy niż narząd słuchu. Kiedy w końcu pani Helfer przemówiła "zergowskim" głosem, to okazało się, że ci, którzy na równi cenią wszystkie zmysły, też nie mają powodów do narzekań. Zresztą na &lt;a href="http://www.youtube.com/user/StarCraftLegacy#g/c/BCB6B03DA3A4AB38"&gt;panelu&lt;/a&gt;, mającym miejsce podczas Blizzconu 2009, nie tylko ona zaprezentowała swoje możliwości "wokalne".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tymże Blizzconie miał miejsce jeszcze jeden ciekawy panel. Pokazano na nim co potrafi &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=joNPrnY4K_4&amp;feature=player_embedded"&gt;edytor map w StarCrafcie 2&lt;/a&gt;. A potrafi cuda, prawdziwe cuda... Skoro o edytorze mowa, to wypada wspomnieć, że &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=wq1USNR8xbY"&gt;kampania dla pojedyńczego gracza&lt;/a&gt; jest w zasadzie gotowa. Mogli się o tym przekonać wszyscy odwiedzający rozmaite letnie targi growe, na których można było przejść kilka pierwszych misji "Wings of Liberty".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o informacje naprawdę warte wzmianki. Warto jeszcze tylko wspomnieć, że w mijającym roku Blizzard odświeżył swoją witrynę, w tym serwis poświęcony &lt;a href="http://www.starcraft2.com/"&gt;StaCraftowi 2&lt;/a&gt;. Za graficznymi zmianami poszło też uzupełnienie treści, m.in. o opowiadanie, którego tłumaczenie pojawiło się na &lt;a href="http://www.starcraft2.net.pl/portal/sc2/28/804/Changeling__krotka_historia_autorstwa_Jamesa_M_Waughta.html"&gt;"pierwszym polskim serwisie o StarCraft 2"&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zwykle nie zawiedli fani. W mijającym roku sieć zalała prawdziwa fala fanowskiej twórczości. Dominowały rzecz jasna fanarty, ale nie tylko talentem graficznym wykazywali się miłośnicy Gwiezdnego Rzemiosła. Origami, modele z papieru, malowania karoserii samochodów, czy chodnikowe graffiti. Mało? No to muszę wspomnieć, że były jeszcze poduszki, pluszaki, a nawet ciasta. Naprawdę w 2009. fanom nie brakło zarówno inwencji, jak i talentu. Nie mam siły ani czasu żeby tutaj podlinkować te wszystkie cudeńka, ale poszperajcie w ich poszukiwaniu, gdyż naprawdę warto (część z nich znajdziecie w poprzednich Sześciokącikach). Polecam też przejrzeć &lt;a href="http://us.blizzard.com/en-us/community/fanart/#868"&gt;fanaraty z oficjalnej strony Blizzarda&lt;/a&gt;, gdyż ostatnio pojawia się tam coraz więcej starcraftowych rysunków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jaki był mijający rok z perspektywy polskiego fana? Nie taki zły. Krajowe serwisy cały czas trzymały rękę na pulsie, będąc źródłem świeżych informacji (czasami się zdarzało, że pierwszym w skali globu!). Mam tu na myśli przede wszystkim &lt;a href="http://www.starcraft2.net.pl/"&gt;STARCRAFT2.NET.PL&lt;/a&gt;, którego ekipa w wakacje wybrała się nawet do siedziby Blizzarda, z której przywiozła &lt;a href="http://www.starcraft2.net.pl/portal/sc2/tagi/208/press_tour.html"&gt;sporo ciekawych materiałów&lt;/a&gt;. Warto również wspomnieć, że na półkach polskich księgarń pojawił się komiks "StarCraft: Frontlines" (więcej o nim w poprzednim Sześciokąciku). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tyle. Jakoś dało się przetrwać ten "rok oczekiwania". Mam jednak nadzieję, że kolejnego nie będę musiał czekać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-5046920392751078569?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/5046920392751078569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=5046920392751078569' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/5046920392751078569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/5046920392751078569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2009/12/szesciokacik-starcrafta-11.html' title='Sześciokącik StarCrafta #11'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sykr0pG1dFI/AAAAAAAAAl8/MU5wTsWJ4w0/s72-c/firebat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-2815844178448974636</id><published>2009-12-13T12:34:00.008+01:00</published><updated>2009-12-13T14:18:41.501+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Sons of Anarchy</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tydzień temu były Mikołajki, dzisiaj inny ważny dzień (choć, rzecz jasna, nie towarzyszy mu przymiotnik "radosny"), a już za tydzień wszyscy będą z wolna szykować się do Gwiazdki (nie licząc marketów, które z kolei powoli będą zapełniać magazyny walentynkowi serduchami). Grudzień to specyficzny miesiąc i w ramach jego świętowania postanowiłem, że przekroczę tym razem magiczną barierę czterech tekstów, choćbym miał wrzucać rzeczy z folderów, których miałem nadzieję już nigdy nie otwierać. Na szczęście na świeżą pisaninę mam jeszcze nieco pary, zatem istnieje nadzieja, że nie będzie to konieczne. Dzisiaj tekst o serialu, którego pierwszy sezon mam od niedawna za sobą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SyTTLrKMe4I/AAAAAAAAAl0/lb6Rx6ZyIEI/s1600-h/SOA.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 228px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SyTTLrKMe4I/AAAAAAAAAl0/lb6Rx6ZyIEI/s320/SOA.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5414684849523686274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Sons of Anarchy" - już sam tytuł serialu, który zamierzam omówić, jest niezwykle chwytliwy. Zawiedzie się jednak ten, kto oczekuje widowiska o młodzieńcach w bojówkach, arafatkach i z kostką brukową w ręku, którzy opuściwszy swe ciepłe, podmiejskie domki, ruszyli w świat by walczyć z globalizmem, programem zbrojeń USA i McDonaldem. Nie będzie tu również wesołych punków z lat 80-tych, dla których "A" w kółeczku było równie istotnym elementem rozpoznawczym, co irokez na głowie. W reszcie, serial ten nie opowiada losów XIX-wiecznych ojców anarchizmu (wtedy zresztą serial musiałby się nazywać "Fathers of Anarchy"). No, to o czym, w takim razie, jest omawiana produkcja?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy zobaczyłem plakat reklamujący "Sons of Anarchy" jasne stało się, że będzie to serial o wolnych, amerykańskich motocyklistach. Spodziewałem się serialowego odpowiednika kultowego filmu "Easy Rider", jednak to skojarzenie okazało się równie zwodnicze, co tytuł. "Sons of Anarchy" to nie mniej, ni więcej, jak opowieść o gangu motocyklowym działającym w fikcyjnym miasteczku gdzieś w północnej Kalifornii. Słowo anarchia jest tutaj tylko chwytliwym sloganem, który fajnie wygląda nad wizerunkiem Ponurego Żniwiarza, tworząc w ten sposób znak rozpoznawczy gangu. Oczywiście, można się upierać, że "Synowie Anarchii" działają poza prawem, są prawdziwie wolni i czerpią z życia pełnymi garściami, a więc całkiem nieźle wpisują się w wizerunek stereotypowego anarchisty, jednak takie tłumaczenie pasuje w równym stopniu do każdego innego gangu motocyklowego. Co prawda, członkowie gangu (czy raczej: klubu) zwracają się do siebie per bracie, niemniej "Sons of Anarchy" mają swojego szefa, jego zastępcę, a nawet własną "szarą eminencję", która pociąga tutaj za większość sznurków (jest nią partnerka tego pierwszego i matka drugiego - wszystko zostaje zatem w rodzinie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawać by się mogło, że chłopaki jeżdżą na swoich maszynach, żłopią browar i zaliczają kolejne panienki. Cóż, to oczywiście też, ale tak naprawdę "Sons of Anarchy" to kawał sprawnie działającego, nielegalnego biznesu, któremu trzeba poświęcać naprawdę sporo uwagi. Głównym sposobem zarobku jest dla bohaterów handel bronią. Taka, a nie inna forma zarobku sprawia, że przez serial przewija się kilka innych, równie oryginalnych co tytułowa, grup przestępczych: Majowie (latynoski, wrogi gang motocyklowy), "Dziewiątki" (gang murzyński, podstawowi klienci SOA), Prawdziwa IRA (chyba nie trzeba tłumaczyć) i naziści (najbardziej zaściankowi z całej menażerii). Z uwagi na fakt, że lokalny szeryf jest względem SOA bardzo lojalny, rolę stróżów prawa musieli w serialu przejąć agenci ATF, którym pomaga zastępca wspomnianego szeryfa. O ile ten ostatni jest wzorem wszelkich cnót, to agenci rządowi są tutaj osobnikami zdecydowanie mniej nieskazitelnymi. "Sons of Anarchy" to z jednej strony kawał porządnego, sensacyjnego widowiska, w którym pierwsze skrzypce grają ci źli, a z drugiej obyczajowa historia, skupiająca się na losach Jacksona "Jaxa" Tellera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jax jest, wspomnianym już, zastępcą szefa SOA. Jest również synem jednego z założycieli klubu. Ojciec chłopaka był prawdziwym idealistą, który chciał wolności i spokojnego żywotu w miasteczku, od którego z dala będą się trzymały wielkomiejskie brudy. Rzeczywistość zweryfikowała jego marzenia i SOA zmieniła się w organizację przestępczą. W pierwszym odcinku Jax znajduje zapiski ojca, z których dowiaduje się czym miało być Sons of Anarchy u swego zarania. I w ten sposób w jego głowie zasiane zostają wątpliwości. Oprócz tego, Jax ma na głowie przedwcześnie urodzonego syna oraz żonę ćpunkę, a także młodzieńczą miłość, która ponownie pojawia się w jego życiu. No i jest jeszcze nadopiekuńcza mamuśka - kobieta niezłomnego charakteru, która mimo menopauzy lubi eksponować swoje wdzięki. Owa mamuśka sypia z Clayem - szefem SOA, któremu dawne ideały wcale nie w głowie, a rola gangstera z cygarem jak najbardziej odpowiada. Przez serial przewija się jeszcze plejada barwnych postaci, niemniej wszystko kręci się wokół Jaxa i jego problemów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dużym plusem "Sons of Anarchy" jest obsada. Większość aktorów można było już zobaczyć w niejednym serialu (w mniejszych lub większych rolach). Nawet w tym gronie trafiają się jednak prawdziwe "gwiazdy". Jaxa gra Churlie Hunnam, chyba najbardziej znany z "Hooligans", gdzie pokazywał Ellijah Woodowi jak być prawdziwym kibolem. W Claya wcielił się sam Ron Perlman (tak, ten sam, który grał Hellboya). Jednak osobą, która skradła cały serial jest, grająca matkę głównego bohatera, Katey Sagal (niezapomniana Peggy ze "Świata według Bundych"). Jako ciekawostkę warto jeszcze wspomnieć, że najlepszego kumpla Jaxa, Opiego, gra Ryan Hurst, który pojawił się w serialu TVP pt. "Londyńczycy".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O samym serialu już co nieco napisałem, a jak się go ogląda? Muszę przyznać, że bardzo przyjemnie. Nie jest to serialowa pierwsza liga, ale jako wypełniacz wieczorów spełnia swoją rolę doskonale. Fabuła toczy się z wolna, zaskakujących zwrotów akcji tutaj nie ma, lecz jest za to klimat małego amerykańskiego miasteczka, w którym wszyscy się znają i gdzie lepszy miejscowy gangster, który szanuje swoich, niż obcy biznesem, dla którego liczy się tylko kasa. Zdjęcia są niezłe, muzyka również, tylko nieco mało tutaj, jak na film o motocyklistach, samych motocykli. Pewnie, że chłopaki ciągle na nich jeżdżą, ale jakoś mało tej jazdy na ekranie. Ot, raz są w Kalifornii, by za chwilę znaleźć się w Nevadzie. Widz nie czuje odległości, które pokonują. Szkoda, bo skoro to serial, to można było sobie pozwolić na poświęcenie minuty czy dwóch na pokazanie wojaży przez amerykańskie pustkowia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Sons of Anarchy" nie stanowi seansu obowiązkowego, niemniej jeśli tęsknicie za klasycznym wizerunkiem Harleyowca, który nie jest ciotą (patrz: "South Park" seria 13, epizod 12), ani tatuśkiem z kryzysem wieku średniego (patrz: "Gang Dzikich Wieprzy"), to śmiało sięgnijcie po ten serial. Warkotu motorów może tutaj aż tak dużo nie ma, ale za to testosteronu nie brakuje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-2815844178448974636?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/2815844178448974636/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=2815844178448974636' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/2815844178448974636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/2815844178448974636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2009/12/sons-of-anarchy.html' title='Sons of Anarchy'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SyTTLrKMe4I/AAAAAAAAAl0/lb6Rx6ZyIEI/s72-c/SOA.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-8414600711691063291</id><published>2009-12-07T16:21:00.007+01:00</published><updated>2009-12-07T18:27:53.638+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Kac Vegas</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oj, szybko się zrobił grudzień. Chyba za szybko... Zbliża się czas podsumowań, rankingów itp. Wszystko po to, aby wiedzieć co kupić pod choinkę. Cóż, maszynka musi się kręcić. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to też tutaj jakieś podsumowanie wrzucę. Tylko jaka kategoria? Najgorsze wypite piwa, urzędy z najdłuższymi kolejkami, najbardziej opóźnione pociągi - jest w czym wybierać. Póki co, proponuję kolejny tekst o filmie. A tych ostatnio trochę obejrzałem. Opisany poniżej był spośród nich najbardziej pozytywnym zaskoczeniem (co do pozostałych przeczuwałem, mniej więcej, czego się spodziewać). Zapraszam do lektury.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sx0pIKRfQJI/AAAAAAAAAls/O2ozs5K8_LA/s1600-h/kacvegas.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 223px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sx0pIKRfQJI/AAAAAAAAAls/O2ozs5K8_LA/s320/kacvegas.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5412527547342602386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie wiedziałem za bardzo jak ugryźć "Kac Vegas". Pozytywne opinie przewijały się tu i ówdzie, ale kto tak naprawdę wierzy w to, co wypisuje się na filmwebie? Początek obrazu Todda Phillpisa może sugerować, że będziemy mieli do czynienia z retrospekcją pijackiej eskapady głównych bohaterów. Dla co bardziej obytych widzów znajomo też mogą wyglądać sceny z przygotowania do ślubu, które nasuwają skojarzenia z jedną z wielu nieudolnych romantycznych komedii pomyłek. No i pozostaje jeszcze opcja, że rozpoczynający się właśnie film zamieni się, wcześniej czy później, w zbiór nudnych, schematycznych żartów rodem z produkcji panów Friedberg ("Poznaj moich Spartan", "Wielkie kino", "Totalny kataklizm" etc.). Na szczęście każda z tych obaw nie ma swego potwierdzenia w tym, czego świadkiem jest widz podczas dalszego seansu. "Kac Vegas" to kawał głupkowatej (ale nie głupiej!) komedii, której najbliżej chyba do produkcji Judda Apatowa. No, może to nie do końca ta liga, ale jednak każdy, kto dobrze się bawił na "Supersamcu" czy "Wpadce", powinien też spokojnie przyswoić "Kac Vegas".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto czwórka kumpli wybiera się na wieczór kawalerski jednego z nich do Las Vegas. Wiadomo: panienki, alkohol, dragi - trza się wyszumieć przed ostatecznym odrzuceniem młodości. Mimo, że każdy z bohaterów jest dosyć charakterystyczny, to prawdziwą gwiazdą ekipy zostaje Alan. Osobnik to, delikatnie mówiąc, oryginalny. Właśnie Alan stanowi tutaj element zapalny. Czy Jägermeister może wywołać kaca totalnego? Może, jeśli Alan, chcąc nieco rozerwać kumpli, dosypie do niego białego proszku, który okaże się... tabletką gwałtu. Nasza czwórka wznosi tym specyfikiem toast na dachu hotelu, po czym budzi się w swoim apartamencie. Może nie byłoby w tym nic aż tak niezwykłego, gdyby z fotela nie unosił się dym, w kącie nie zapodział się jakiś niemowlak, a w łazience nie rezydował najprawdziwszy tygrys. Aha, jest jeszcze jeden szkopuł - zaginięcie niedoszłego pana młodego. I tutaj pojawia się zagadka niczym z najlepszego kryminału: gdzie jest Doug? Trójka kumpli będzie musiała ją rozwiązać w ekspresowym tempie, gdyż do ślubu został tylko jeden dzień. Śmiechu i nieoczekiwanych zwrotów akcji będzie przy tym co niemiara.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co najlepsze to fakt, że widzowie wiedzą dokładnie tyle, co bohaterowie, czyli nic. Tabletka gwałtu zrobiła swoje i tak, jak pojawił się kac gigant, tak wyparowały wszystkie wspomnienia minionego wieczoru. A my, wraz z bohaterami, będziemy odkrywać kolejne niespodzianki. Nie będzie tu przydługich retrospekcji, tylko strzępy informacji, np.: nagrania z kamer w ogrodzie Mike'a Tysona (tak, tego Tysona), zdjęcia z zaślubin w pewnej kaplicy itp. Ostateczny przebieg wieczoru poznamy dopiero dzięki fotografiom, które towarzyszą napisom końcowym. Na początku myślałem, że w "Kac Vegas" pojawią się sceny rodem z "American Pie", czyli mocno zakrapiane imprezy, żarty o fekaliach i dużo cycatych lasek. Na szczęście moje przeczucia się nie sprawdziły. Oczywiście są tu niepoprawne żarty (np. masturbujący się niemowlak), ale sposób ich podania naprawdę bawi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakieś minusy? Mógłbym się przyczepić do modnych piosenek, którymi w minione wakacje katowały słuchaczy rozgłośnie pokroju radia Zet, ale te kawałki naprawdę fajnie komponują się z obrazem i jakoś w "Kac Vegas" nie rażą. Tak naprawdę poważniejszy mankament omawianego filmu, to lekkie zmęczenie materiału gdzieś w jego połowie. Autorzy już na początku wystrzelali się z najlepszych patentów, przez co ich późniejsze pomysły już tak nie powalają. Takie sobie (bo przewidywalne i schematyczne) jest też zakończenie. Na szczęście mdłej końcówce ostrzejszego smaku dodają wspomniane zdjęcia przy napisach końcowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Kac Vegas" nie jest inteligentną komedią posiadającą drugie dno (cokolwiek by to nie znaczyło). To po prostu zwariowany, nieprzewidywalny (rzecz jasna oprócz zakończenia) film, na którym największy ponurak będzie rechotał ze śmiechu. Todd Phillips nakręcił m.in. "Ostrą jazdę" ("Road Trip") i każdy, komu podobał się tamten obraz, tutaj też powinien się świetnie bawić. Szczery, niewymuszony śmiech gwarantowany. Dla mnie to jeden z zabawniejszych filmów, jakie obejrzałem w mijającym roku. Polecam każdemu, kto nie ma uczulenia na głupkowate komedie z bohaterami nieudacznikami (którzy okazują się niezwykle pomysłowymi kolesiami, mającymi zazwyczaj więcej szczęścia niż rozumu).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-8414600711691063291?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/8414600711691063291/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=8414600711691063291' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8414600711691063291'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/8414600711691063291'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2009/12/kac-vegas.html' title='Kac Vegas'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sx0pIKRfQJI/AAAAAAAAAls/O2ozs5K8_LA/s72-c/kacvegas.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-4157575315961872174</id><published>2009-11-24T13:45:00.011+01:00</published><updated>2010-01-12T20:30:51.306+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='anime'/><title type='text'>Ponyo</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pozbierałem się w sobie i skrobnąłem kolejny tekst. Mam zatem jeszcze jeden argument do usprawiedliwiania się przed samym sobą, że jednak coś robię. Inny taki argument, to choćby moja recka &lt;a href="http://komiks.nast.pl/artykul/4529/W-poszukiwaniu-Piotrusia-Pana/"&gt;"W poszukiwaniu Piotrusia Pana"&lt;/a&gt;, która właśnie wylądowała na Alei. Przechodząc powoli do tematu: poniższy plakat reklamuje wersję amerykańską, której na szczęście nie widziałem. Można za to znaleźć masę trailerów ją reklamujących, a nawet przeróbkę piosenki w wykonaniu młodszego rodzeństwa sztandarowych gwiazdek Disneya. Dlatego też, aby nikogo nie skazywać na talenty o nazwiskach Jonas i Cyrus, oto link do napisów końcowych z japońskiej wersji (z oryginalną, japońską piosenką): &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=3jBSanSxebY"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=3jBSanSxebY&lt;/a&gt;. Co ciekawe, "Ponyo" (pt. "Ponyo na klifie") zawita również do polskich kin. Ledwie półtora roku po premierze, już 4. grudnia bieżącego roku, każdy chętny będzie mógł zobaczyć na dużym ekranie tą wspaniałą baśń. Obraz ma być zdubbingowany, ale "Ruchomy zamek Hauru" aż tak źle w rodzimej wersji nie wypadł, więc i w tym przypadku jestem umiarkowanym optymistą. A teraz już zapraszam do tekstu właściwego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SwvYr5oA7xI/AAAAAAAAAlE/k5kQOtVK72E/s1600/Ponyo.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 216px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SwvYr5oA7xI/AAAAAAAAAlE/k5kQOtVK72E/s320/Ponyo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5407654026303041298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Studio Ghibli i Hayo Miyazaki to  najlepsze co mogło się przytrafić animacji. Każdy kolejny film, który ze wspomnianego studia wychodzi, jest klasą samą dla siebie. Piękne, mądre i wzruszające baśnie dla widzów w każdym wieku – takie produkcje są z kolei znakiem rozpoznawczym pana Miyazakiego. Nie inaczej jest w przypadku obrazu pt. „Ponyo”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek jest bardzo kolorowy, momentami wręcz cukierkowy – już w tym miejscu można się domyślić, że tym razem będzie to animacja skierowana głównie do młodszego widza. Każdy, kto oczekiwał drugiej  „Nausicii z Doliny Wiatru” bądź „Księżniczki Mononoke” musi się przygotować na obraz zdecydowanie mniej poważny i mroczny. Porównując ten film do któregoś z wcześniejszych dzieł Miyazakiego, to chyba najbliżej mu do „Mojego sąsiada Totoro”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła nie jest zbyt skomplikowana. Pięcioletni chłopiec imieniem Sosuke znajduje rybkę, która wykazuje nad wyraz dużo cech ludzkich (do tego ma... twarz). Nadaje jej imię Ponyo i zabiera do przedszkola. Jednak rybka ma ojca, który ją szuka – maga o imieniu Fujimoto. Ów mag przypomina nieco tytułowego bohatera „Ruchomego zamku Hauru”. O ile jednak w tamtej animacji pojawiał się zamek wyposażony w nogi, tak tutaj czarownik podróżuje okrętem z płetwami. Inna jest też wymowa tych obrazów. Wracając jednak do fabuły - ojciec znajduje Ponyo i zamyka w swojej podwodnej fortecy. Rybka mimo wszystko bardzo chce zostać człowiekiem. W tym celu ucieka i na falach tsunami dociera do Sosuke. To jednak nie finał opowieści. Dwójkę bohaterów czeka jeszcze ostateczny test, a przez ekran przewinie się jeszcze kilka barwnych postaci, takich jak grupa staruszek z domu opieki i potężna morska bogini (matka Ponyo). Chęć wyrwania się z morskich głębin i zostania człowiekiem – brzmi znajomo, prawda? Na upartego można określić „Ponyo” japońską wersją „Małej syrenki”, jednak było by to z pewnością mocne uproszczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SwvY4MGNHAI/AAAAAAAAAlM/-3jVwDKqPDE/s1600/Ponyo+01.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 173px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SwvY4MGNHAI/AAAAAAAAAlM/-3jVwDKqPDE/s320/Ponyo+01.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5407654237419936770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W „Ponyo” jest to wszystko, za co widzowie uwielbiają filmy Miyazakiego. Przede wszystkim bohaterowie, wśród których nie ma postaci złych. Tutaj albo ktoś jest dobry albo mniej dobry. Nikt nie okazuje się jednoznacznie czarnym charakterem. Roześmiane dzieci przywodzą na myśl bohaterów wspomnianego „Mojego sąsiada Totoro”. Oprócz tego są staruszki – inny element charakterystyczny filmów Miyazakiego. No i wspominany już mag. Nowością jest uczynienie krainą magii głębin morskich. Film jest wciągający, ciepły i zabawny. Człowiek czerpie radochę ze scen całkiem pospolitych, patrząc jak Sosuke biegnie z wiaderkiem czy jak jego matka jedzie do pracy. To jest właśnie w filmach Miyazakiego takie niezwykłe, że na pozór pospolite, codzienne rzeczy, takie jak śmiech dziecka czy smutek kobiety, pokazane są w taki sposób, iż widz nie pozostaje obojętny na emocje, które dosłownie wylewają się z ekranu. Oczywiście jest również ważne przesłanie. W omawianym obrazie reżyser początkowo zwraca uwagę na zanieczyszczenie oceanu, by później skupić się na wadze, jaką w życiu każdego człowieka pełni przyjaźń i miłość. A wszystko to podane w tradycyjne przepięknej oprawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SwvY-qL-zHI/AAAAAAAAAlU/tXV7_HWwS4s/s1600/Ponyo+02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 173px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SwvY-qL-zHI/AAAAAAAAAlU/tXV7_HWwS4s/s320/Ponyo+02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5407654348576443506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Poziom techniczny produkcji studia Ghibli nigdy nie pozostawiał nic do życzenia. Szczytowym osiągnięciem w tej dziedzinie pozostaje „Spirited Away: W krainie bogów”, ale „Ponyo” też nie ma się czego wstydzić. Piękne, pełne detali krajobrazy, doskonale komponują się z dynamicznymi scenami. Duże wrażenie robi fragment z tsunami, kiedy to wspomniane krajobrazy zalewane są przez fale wyglądające niczym z jakiejś ilustrowanej książeczki z bajkami dla dzieci. Taki zabieg przyniósł naprawdę niezwykły efekt. Bardzo pomysłowa (a przy tym zabawna) jest również scena rozmowy ojca i matki Sosuke - alfabetem morsa przy pomocy lamp. Lisa (matka chłopca) ze wściekłością wystukuje kolejne słowa, przez co wygląda jakby ostrzeliwała okręt karabinem maszynowym. Doskonała jest również muzyka. Melodia, która towarzyszy atakowi tsunami, powinna przypaść do gustu wszystkim miłośnikom Wagnera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SwvZGyhRJqI/AAAAAAAAAlc/-BghrW3XrqI/s1600/Ponyo+03.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 173px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SwvZGyhRJqI/AAAAAAAAAlc/-BghrW3XrqI/s320/Ponyo+03.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5407654488252163746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, pozachwycałem się trochę, zatem teraz czas na kręcenie nosem... „Ponyo” jako film animowany (ba, jako film w ogóle) prezentuje się doskonale (piękna, mądra i wzruszająca baśń – o tym już wspominałem), jednak na tle innych filmów Hayo Miyazakiego nie jest niczym odkrywczym. Na pewno zaskakuje i zachwyca w mniejszym stopniu niż poprzednie produkcje tego reżysera. To taki powrót do czasów, kiedy reżyser stworzył „Mojego sąsiada Totoro” i „Powietrzną pocztę Kiki”. Były to świetne obrazy, ale wyraźnie skierowane do młodszego widza. Z jednej strony może zatem nieco razić wtórność, a z drugiej zbytnia naiwność wspomnianego dzieła. Dla mnie to żaden zarzut, ale dla kogoś, kto oczekuje powiewu świeżości, obrazu na miarę „Księżniczki Mononoke”, może to być poważną wadą. Również jeśli chodzi o sam poziom animacji to „Ponyo” nie poraża aż taką ilością detali jak dwa ostatnie obrazy Miyazakiego, czyli „Spirited Away” i „Ruchomy zamek Hauru”. Omawiany film po prostu nie jest obrazem tego kalibru, co trzy przywołane wyżej dzieła. To bardziej swoista „chwila wytchnienia”, wynikająca z chęci zrobienia czegoś dla czystej radości tworzenia. Epickie, ponadczasowe animacje, które zbierają nagrody na wszelkich możliwych festiwalach, Miyazaki już w swoim dorobku ma, więc teraz z powrotem może tworzyć dzieła, których podstawowym zadaniem będzie dostarczanie radości – tak twórcy, jak i widzom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SwvZSd7pZiI/AAAAAAAAAlk/YiwupEZE0cM/s1600/Ponyo+04.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 173px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SwvZSd7pZiI/AAAAAAAAAlk/YiwupEZE0cM/s320/Ponyo+04.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5407654688884090402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mnie osobiście wszystkie filmy pana Hayo dają niesamowicie dużo radochy. Podczas oglądania jego obrazów uśmiech nie znika z mojej twarzy. I nie chodzi o to, że są to filmy zabawne. To inny rodzaj radości. Taka radocha dziecka, które wgapione w ekran cieszy się na widok kolorowych, migających obrazów i sympatycznych twarzy bohaterów. Nie wiem czy jest drugi reżyser, na którego dzieła reagowałbym w podobny sposób.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-4157575315961872174?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/4157575315961872174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=4157575315961872174' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4157575315961872174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/4157575315961872174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2009/11/ponyo.html' title='Ponyo'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/SwvYr5oA7xI/AAAAAAAAAlE/k5kQOtVK72E/s72-c/Ponyo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-7686727339304099782</id><published>2009-11-20T09:36:00.012+01:00</published><updated>2009-12-10T14:02:34.806+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sześciokącik StarCrafta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowe teksty'/><title type='text'>Sześciokącik StarCrafta #10</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dawno nie było Sześcikącika, więc dzisiaj postanowiłem odkurzyć ten nieco zapomniany dział. Pewnie niewiele osób on interesuje, ale nie ukrywam, że to bardziej miejsce do gromadzenia różnych starcraftowych pierdółek niż artykuł sensu stricte. Ot, takie coś, co piszę głównie dla siebie samego (ale mam nadzieję, że nie tylko).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni Sześciokącik w całości poświęcony był demu pierwszego "StarCrafta". Dzisiaj również zapraszam do lektury tekstu tematycznego. Co prawda, bardziej rozległego, ale jednak skupionego na konkretnym wycinku starcraftowego uniwersum. W ciągu minionych tygodni (właściwie to już miesięcy) pojawiała się masa ciekawostek, wśród których wypadałoby wymienić nowy Battle Report czy kilka efektownych przykładów fanowskiej twórczości, ale uznałem, że tematyczność może być dla tego kącika całkiem niezłym rozwiązaniem i chyba będę się jej trzymał (przynajmniej przez jakiś czas). Każdy kto zagląda na tego bloga wie, że są dwa słowa, które samym swoim brzmieniem sprawiają, iż na mej facjacie maluje się wielki banan. Te magiczne zaklęcia to: "komiksy" i "StarCraft". Dzisiaj zatem podwójna dawka przyjemności, czyli tekst o komiksach osadzonych w realiach mojej (naszej?) ulubionej gry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce, jak do tej pory, ukazał się tylko jeden komiks, którego fabuła traktuje o zmaganiach Terran, Protossów i Zergów. Mowa oczywiście o "StarCraft: Frontlines #1". Amerykańska manga, którą pierwotnie wypuściło na rynek Tokyopop, nie zachwyca pod żadnym względem. Zresztą, co się będę rozpisywał... Co sądzę o tym komiksie przeczytać można na &lt;a href="http://komiks.nast.pl/artykul/4376/Starcraft-Frontline-1/"&gt;Alei Komiksu&lt;/a&gt;. W naszym kraju sprzedawały się już jednak o wiele gorsze rzeczy, a biorąc pod uwagę, że gry Blizzarda (i wszystko co na nich bazuje) zawsze są chodliwym towarem, naprawdę dziwi fakt, iż pierwszy tom "Frontlines" okazał się wydawniczą klapą. Mimo tego jest szansa na dwójkę. Nikła, bo nikła, ale zawsze. Więcej szczegółów na ten temat znajdziecie na &lt;a href="http://www.starcraft2.net.pl/portal/sc2/1/794/StarCraft__Frontline_2.html"&gt;STARCRAFT2.NET.PL&lt;/a&gt;. Oczywiście jako fan chętnie przeczytałbym w ojczystym języku również i drugi tom "Frontlines", lecz sumienie nie pozwala mi przekonywać nikogo do kupna kiepskiego komiksu... Na małą "zachętę" wrzucam tylko okładkę drugiego tomiku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Swe-kP8yWFI/AAAAAAAAAks/oOVbwITBnZI/s1600/FrontlineVol2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 215px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Swe-kP8yWFI/AAAAAAAAAks/oOVbwITBnZI/s320/FrontlineVol2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5406499407647627346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejny komiks, który korzysta ze świata stworzonego przez Blizzarda, jest już przykładem typowo amerykańskiego podejścia do historii obrazkowych. Zeszytowy format, pełen kolor, regularne wydania - taka właśnie jest seria zatytułowana po prostu "StarCraft". W USA wydaje ją DC Comics, czyli prawdziwy potentat. Trzeba zaznaczyć, że wydaje w ramach imprintu Wildstorm, którego ojcem jest sam Jim Lee. Analogiczna sytuacja miała miejsce w przypadku komiksowego "WarCrafta", który miał swoje wydania tak w Tokypop, jak i Wildstormie. Tylko, że za "WarCraftem" stoi rzesza fanów, comiesięcznie wydających kasę na abonament do "World of Warcraft", a za "StarCraftem" z kolei grupa coraz bardziej poirytowanych osób, które nie mogę doczekać się drugiej odsłony swojej ukochanej gry. Czy w związku z tym takie komiksy mają szansę odnieść sukces? Widocznie tak, gdyż w Stanach ukazało się już dziewięć części wspomnianej serii, a także twardookładkowe wydanie zbierające w całość historie zamieszczoną w pierwszych siedmiu zeszytach. Raczej wątpliwe aby ktoś zdecydował się wydać tą serię w Polsce, ale jeśli "StarCraft 2" w końcu się ukaże i sprzeda jak ciepłe bułeczki (w to drugie nie wątpię) to może jakiś wydawca zwęszy okazję i rzuci na rynek wspomnianego hardcovera. Lecz to tylko gdybania, do tego czasu pewnie zdążę sprawdzić ten komiks w oryginale. Nie wiem czy komuś narobi smaku okładka pierwszego zeszytu, ale i tak ją wrzucam. Można na niej zobaczyć grupę nazywającą się War Pigs - bohaterów tego cyklu (a także kilka efektownych armat, czyli to, co każdy fan SC lubi najbardziej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Swe-7hY5KwI/AAAAAAAAAk0/KEF2IByNUOM/s1600/SC-Com1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Swe-7hY5KwI/AAAAAAAAAk0/KEF2IByNUOM/s320/SC-Com1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5406499807465908994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Papierowe wydania starcraftowych komiksów zostały już przedstawione, zatem teraz czas na to, co można znaleźć w internecie. Przede wszystkim trzeba wspomnieć o inicjatywie samego Blizzarda, który fanom komiksów wyszedł naprzeciw i zorganizował konkurs, w którym do wygrania były (i są nadal) klucze do bety "StarCrafta 2". Konkurs nosi nazwę "Vespane Laughs" i pierwsza jego edycja trwała równy rok (od września 2008 do sierpnia 2009). Niedawno ruszyła edycja druga, która potrwa do końca kwietnia przyszłego roku. Póki co, każdy może się cieszyć efektami pierwszej edycji. Co miesiąc nagradzane były trzy komiksy (właściwie nie był to konkurs wyłącznie na komiksy, więc wśród zwycięzców byli też autorzy wszelkich żartów rysunkowych). Mało tego, osobno oceniano prace z USA, Europy i Azji. W efekcie takiego zabiegu na &lt;a href="http://www.starcraft2.com/features/contests/comic-winners.xml"&gt;stronie Blizzarda&lt;/a&gt; można znaleźć całkiem pokaźną liczbę, mniej lub bardziej udanych, prac (aby przejrzeć katalogi z innych kontynentów, należy zmienić język strony - przełącznik w prawym górnym rogu).  Wśród nich wiele prezentuje naprawdę wysoki poziom. Chlubnym wyjątkiem jest choćby taka &lt;a href="http://eu.starcraft2.com/features/contests/images/EU/2009-02/winner1.jpg"&gt;graficzna perełka&lt;/a&gt;, rzucająca nowe światło na narodziny Królowej Ostrzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Swe_KMBCIyI/AAAAAAAAAk8/fR6Y4OWNP6c/s1600/1789_header1228550017.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 73px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Swe_KMBCIyI/AAAAAAAAAk8/fR6Y4OWNP6c/s320/1789_header1228550017.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5406500059426726690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szukałem webkomiksów nawiązujących do "StarCrafta", ale wynik tych poszukiwań jest dosyć mizerny. Nie ukrywam, że dziwi mnie taka sytuacja. Może któryś z czytelników będzie w stanie uzupełnić moją wiedzę... Do tej pory trafiłem na kilka tytułów, których poziom jest raczej słaby. Przeszukując zasoby sieci najłatwiej trafić na stronę o wiele mówiącej nazwie &lt;a href="http://www.sc2comic.com/"&gt;SC2COMIC.COM&lt;/a&gt;. Niestety, znaleźć tam można tylko dwa epizody. Bida panie, oj bida... Nieco większym dorobkiem może pochwalić się &lt;a href="http://starfeeder.gameriot.com/blogs/Food-For-Thought-Comics"&gt;Food For Thought&lt;/a&gt;, którego kolejne epizody, rzadko bo rzadko, ale ukazują się na &lt;a href="http://starfeeder.gameriot.com/"&gt;Starfeederze&lt;/a&gt;. Pierwotna strona wspomnianego projektu nie działa, więc warto czasami wejść na Starfeedera i sprawdzić czy nie pojawił się jakiś nowy epizod (najświeższy odcinek pochodzi z lipca, więc termin "czasami" nabiera tutaj nowego znaczenia). Znalazłem jeszcze cztery odcinki regularnych, ogólnotematycznych (przeważnie growych) komiksów internetowych, których autorzy postanowili zahaczyć o temat "StarCrafta". Są to: &lt;a href="http://ars.userfriendly.org/cartoons/?id=20070521&amp;mode=classic"&gt;User Friendly&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.duelinganalogs.com/comic/2007/05/23/i-regret-that-i-have-but-one-life-to-give-for-aiur/"&gt;Dueling Analogs&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.vgcats.com/comics/?strip_id=10"&gt;VG Cats&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://www.ctrlaltdel-online.com/comic.php?d=20070521"&gt;CTR+ALT+DEL&lt;/a&gt;. Co prawda, ten ostatni luźno nawiązuje do "StarCrafta", ale przecież każdy mówiąc o Korei i grach podświadomie myśli o kosmicznym RTS-ie Blizzarda. I to by było na tyle w temacie moich poszukiwań. Mam nadzieję, że jakoś powiększę tą listę, gdy tylko znajdę czas by przeszukać zasoby tych dłuższych i bardziej znanych serii (np. &lt;a href="http://www.pvponline.com/"&gt;PvP&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec mały bonus, coby udowodnić, że Polscy komiksiarze nie gęsi i też się "StarCraftem" jarają. Znany z "Produktu" Simson stworzył bardzo fajny &lt;a href="http://simsonart.blogspot.com/2009/10/firebat.html"&gt;obrazek z Firebatem&lt;/a&gt;. Już wiadomo, że beta testy "StarCrafta 2" ruszą dopiero w przyszłym roku (prawdopodobnie na wiosnę), więc do tego czasu czymś się trzeba zająć, np. czytaniem komiksów (niekoniecznie tych z Terranami, Zergami i resztą).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7654306725804899123-7686727339304099782?l=reset-forever.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://reset-forever.blogspot.com/feeds/7686727339304099782/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7654306725804899123&amp;postID=7686727339304099782' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/7686727339304099782'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7654306725804899123/posts/default/7686727339304099782'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://reset-forever.blogspot.com/2009/11/szesciokacik-starcrafta-10.html' title='Sześciokącik StarCrafta #10'/><author><name>PKP</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06330281210316715047</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Su7e6RWWRXI/AAAAAAAAAj8/yw0_7uF6SeE/S220/ja_dwa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Swe-kP8yWFI/AAAAAAAAAks/oOVbwITBnZI/s72-c/FrontlineVol2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7654306725804899123.post-637317141132967825</id><published>2009-11-13T19:27:00.007+01:00</published><updated>2009-11-13T20:15:57.172+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiksy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='inne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='archiwum RF'/><title type='text'>Garfield - najbardziej ludzki wśród kotów</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Każdego, kto myślał, że na niniejszym blogu nie pojawią się już me stare teksty (debiutujące w Reset Forever) muszę wyprowadzić z błędu. Z braku chęci do pisania postanowiłem znowu pogrzebać w dawno nie otwieranych folderach i parę potworków wystawić na światło dzienne. Dzisiaj jeden z nich. Infantylny, tendencyjny, pełen błędów (zacząłem nawet zdanie od "a więc"!), a nade wszystko wyglądający jak rzecz sponsorowana, ale... będący całkiem na czasie. I to na czasie zarówno w momencie tworzenia, jak i obecnie. Pięć lat temu napisałem go z okazji premiery kinowego "Garfielda". Dzisiaj ten film leci na Polsacie. Istnieje znikoma szansa, że ktoś po seansie wstuka w Google słowa "Garfield" i przez przypadek trafi właśnie na ten tekst. Sprytna metoda zwiększenia oglądalności - prawda? Osobiście wspomnianego filmu do tej pory nie widziałem. I dzisiaj też go nie zobaczę (niestety). A poniższa paplanina pochodzi z numeru 9/04. Jako mały bonus graficzka, która ozdabiała pierwotny tekst (napis w dymku to twórczość własna redaktora, który składał numer; zatem macie do czynienia z prawdziwym unikatem).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sv2q2-iK0UI/AAAAAAAAAkk/-55muj8NWDM/s1600-h/garfield.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 246px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kBUvEA8y9Lw/Sv2q2-iK0UI/AAAAAAAAAkk/-55muj8NWDM/s320/garfield.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403662989390434626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jako uzupełnienie (a najlepiej wstęp) do poniższego artykułu proponuję lekturę przepisu na lasagne (czyt. lazanię). Znaleźć go można na opakowaniach większości dostępnych na rynku, specjalnych makaronów do tej właśnie potrawy. Zawsze przyjemniej czytać i jednocześnie coś zagryzać. Bohater niniejszego artykułu naprawdę wie co dobre. Istnieje więc realna nadzieja, że jeśli nie usatysfakcjonuje was mój tekst, to przynajmniej lasagne wam zasmakuje. A więc: Smacznego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kinach można obejrzeć ekranizację najsłynniejszego komiksu prasowego świata - "Garfielda". O jakości tej produkcji nie będę się wypowiadał, nie ulega jednak wątpliwości, że w związku z nią odżyło zainteresowanie pomarańczowym kocurem (właściwie to jego popularność nigdy nie malała, no ale teraz pewnie jeszcze się zwiększy). Może więc nastał dobry moment aby przyjrzeć się Garfieldowi nieco bliżej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wpierw małe info dla tych, którzy ostatnie lata spędzili w odległej galaktyce lub schronie przeciwatomowym i nie bardzo orientują się, co to takiego ten "Garfield". Otóż Garfield to kot, ale nie taki zwykły tajemniczy, zwinny i przymilny dachowiec. Ten kot to zaprzeczenie typowego, słodziutkiego zwierzaka. Jest leniwy, tłusty, a przede wszystkim niezwykle inteligentny. Zawsze mówi to co myśli i nie ulega żadnym modom. Jego styl bycia można określić jako połączenie złośliwości, cynizmu, sarkazmu i inteligentnego humoru. Te cechy powodują, że nieustannie daje w kość swojemu właścicielowi Jonowi (psychicznie) i jego drugiemu zwierzakowi - psu Odiemu (fizycznie). Czy Garfield jest więc niesympatyczny, odpychający, zły? Nie! On jest po prostu autentyczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twórca Gerfielda - Jim Davies urodził się 28 lipca 1945 roku w Marion, w stanie Indiana (...taka część USA). Dzieciństwo spędził na farmie swoich rodziców. Na farmie, jak to na farmie, wiadomo: parę budynków, hektary pól i masa zwierząt. Wśród tych zwierząt znajdowało się aż 25 kotów (to wiele wyjaśnia). Jim pewnie poszedłby w ślady ojca i został farmerem gdyby nie to, że chorował na astmę i większość czasu musiał siedzieć w domu. To właśnie wtedy zaczął rysować. Pierwsze, amatorskie rysunki z czasem zyskały dymki i przekształciły się w krótkie komiksy. Jim dorósł, ale nie zapomniał o swoim hobby z dzieciństwa. Po studiach na Ball State University i pracy w lokalnej agencji reklamowej, zajął się rysowaniem komiksów na poważnie. W 1969 roku został asystentem Toma K. Ryana - twórcy humorystycznej serii osadzonej w realiach dzikiego zachodu pt.: "Tumbleweeds". U jego boku Davies wymyślił swój pierwszy profesjonalny komiks - "Gnorm Gnat". Jego bohater był dość osobliwy, gdyż był... pluskwą. Przygody Gnorma ukazywały się w lokalnej gazecie i odniosły nawet pewien sukces, ale kiedy autor próbował sprzedać je do tytułów ogólnokrajowych usłyszał, że owszem jego historie są zabawne, ale ten ich bohater... (kurcze, co ci ludzie mają do robaków?). Po pięciu latach wydawania Davis postanowił więc "zerwać" ze swoim bohaterem i na jego miejsce poszukać jakiejś bardziej "przystępnej" postaci. W ostatnim odcinku "Gnorm Gnat" wielka stopa rozdeptuje sympatyczną pluskwę i na tym się kończy kariera "pierwszego dziecka" Davisa. Jim poszukując nowego bohatera swoich opowieści dostrzegł, że w komiksach wyraźnie dominują psy. Jak łatwo się domyślić młody autor był zwolennikiem kotów (25 tych stworzeń, z którymi miał do czynienia w dzieciństwie, "zrobiło swoje") i właśnie przedstawiciela tego gatunku postanowił postawić w opozycji do psiej dominacji. Tak pewnego dnia 1978 roku, we włoskiej restauracji Mama Leone's, narodził się Garfield - kot pozornie zwyczajny, ale tak naprawdę wyjątkowy, który swoje oryginalne imię zyskał po dziadku Jima: Jamesie Garfieldzie Davisie. Doskonała formuła komiksu prasowego (trzyrysunkowe paski zakończone zabawną puentą) i tworzenie opowieści dosłownie dla wszystkich (brak przemocy, wulgaryzmów i drażliwych tematów) zapewniły Davisowi niewyobrażalny sukces. Już po roku prawa do druku komiksów z Garfieldem kupiła setna gazeta. Obecnie "Garfield" publikowany jest w 23 językach, w 63 krajach, a liczba jego regularnych czytelników przekracza 263 miliony. Liczba tytułów gazet, w których znajdziemy jego przygody przekracza już 2,5 tysiąca. Czy przy takich danych może dziwić, że "Garfield" trafił do "Księgi rekordów Guinnessa" jako najczęściej przedrukowywany komiks na świecie? Garfield to już nie tylko komiks, to prawdziwy przemysł. W 1981 Davis założył Paws Inc. - firmę, która kontroluje wszystko, co związane z leniwym kocurem. Dzięki temu posunięciu twórca Garfielda nie dość, że zarobił kupę forsy (wpływy ze sprzedaży zabawek, rozmaitych gadżetów, produkcji filmów animowanych itp.), to jeszcze zachował całkowitą kontrolę nad swoim bohaterem i jakością jego przygód. Ale "Garfield" to nie tylko sukces marketingowy, to również sukces artystyczny. Davis w 1981 i 1986 zdobył tytuł najlepszego twórcy komiksów, w 1985 nagrodę Elzie Segar za zasługi dla przemysłu komiksowego, a w 1990 nagrodę Reubena za najlepszy komiks roku. Również kreskówki o Garfieldzie zostały zauważone (czy to może dziwić?) i docenione, czterokrotnie zdobywając nagrodę Emmy (13 razy był nominowany). Od 1988 roku powstawał serial "Garfield i przyjaciele" (wyświetlany również w naszym kraju), który szybko zyskał status kultowego. Kwestią czasu było pojawienie się filmu fabularnego o przygodach pomarańczowego tłuściocha. W czasach kiedy, dzięki animacji komputerowej, na ekranach kin goszczą rozmaite rysunkowe postaci, również Garfield wystąpił w produkcji z żywymi aktorami. Recenzje nie są niestety zbyt pochlebne (rutyna przy ekranizacji komiksów), no ale to można było przewidzieć. W końcu w kilkudziesięciominutowym filmie niezwykle trudno oddać ducha kilkuobrazkowego paska z dymkami. Przed Garfieldem jednak świetlana przyszłość i tak upartemu kocurowi na pewno nic nie stanie na drodze w niezwykle błyskotliwej karierze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowaniem powyższego tekstu niech będą słowa samego Jima Davisa, wyjaśniające pokrótce fenomen Garfielda: "Najważniejszą rzeczą, jest umiejętnie budować gagi, tak żeby były jednocześnie banalne i błyskotliwe, zrozumiałe dla małych czytelników - ale bawiące także dorosłych - dlatego w komiksach poruszam głównie dwa wątki - jedzenia i spania ... o dziwo wszystkich to bawi." No tak! To wszystko wyjaśnia. W innych wypowiedziach Davis podkreśla również, że Garfield jest taki, jak wiele osób naprawdę chciałoby być: jego życie składa się z jedzenia i spania, ma odwagę mówić to co myśli i buntuje się przeciwko wszelkim autorytetom. Czyż to nie ironiczne, że właśnie przez swoją szczerość i autentyczność Garfield jest tak zabawny? Jedno jednak nie ulega wąt
