sobota, 12 listopada 2011

Sentymenty, nu metal i "Osiedle Swoboda"

Moje newsy na Alei Komiksu przestają być krótkimi, subiektywnymi informacjami, do ludzi, których ledwo znam, piszę maile długości kilku akapitów, a na fejsbuku wdaję się w dyskusje na temat warszawskiego Marszu Niepodległości... Wątpię, aby którekolwiek z powyższych wyszło mi na zdrowie. Wniosek zatem tylko jeden: pora wrócić do pisania bloga, zanim głód twórczego stukania w klawiaturę nie doprowadzi do tego, że zacznę komentować wiadomości na portalu gazeta.pl.

Parę dni temu, siedząc w robocie, odpaliłem sobie na YouTube playlistę z kawałkami Machine Head. Leciał numer za numerem, żmudne przeglądanie kolejnych teczek szło całkiem sprawnie, a ja znowu przypomniałem sobie, że ekipa kierowana przez Roberta Flynna robi kawał fajnej muzy. Trafiony falą nostalgii pogrzebałem w Wikipedii i okazało się, że chłopaki wypuścili niedawno nowy album. Nie oni jedni...

Powiedzmy, że mija dekada, kiedy pojawiła się u mnie zajawka na muzykę, którą ignoranci i ci, którzy lubią proste kategoryzowanie muzyki, określiliby mianem nu metalu. Pod ten jakże pojemny termin podpiąć można zarówno to, co się z nim najbardziej kojarzy, czyli np. Korna i Limp Bizkit, ale także kapele, które od tego nurtu zaczynały bądź zaliczyły z nim krótki flirt, czyli np. Deftones, System of a Down, czy właśnie Machine Head. Ja do worka swoich ówczesnych fascynacji muzycznych dorzuciłbym jeszcze typowy rapcore, w postaci Rage Against the Machine. Z jednej strony jest zatem dosyć ambitny Deftones, z drugiej trashowy Machine Head, a z trzeciej irytujący Limb Bizkit. A to tylko wycinek nu metalowego tortu, bo przecież grzebiąc w jego kolejnych warstwach można znaleźć nawet Faith No More. I pewnie wiele osób się obruszy, że "jak to tak szmatławe kapele mieszać z wielkimi współczesnego rocka?". Może w tych głosach będzie sporo racji, ale sam termin nu metal jest na tyle mylący i niejednoznaczny, że dopasowanie do niego konkretnych zespołów jest po prostu niemożliwe. Niech będzie, że zespół nu metalowy w moim ujęciu, to taki, który w żaden sposób nie może legitymizować się dopiskiem death, black, power, doom (i innymi kanonicznymi określeniami towarzyszącymi słowu "metal", wyjąwszy może trash, gdyż kapele z tego nurtu dosyć chętnie przestrajały sobie gitary), a jego członkowie lubują się w spodniach bojówkach, skate'owych butach i dredach (oczywiście przymusu nie ma). I właśnie takiej muzy słuchałem namiętnie pod koniec szkoły średniej (właściwie to chyba przez jej większy kawałek). Potem trochę mi przeszło, skręciłem w kierunku punka, a teraz to już słucham niemal wszystkiego... 

Gdzieś w schyłkowym okresie tego nu metalowego okresu życia odkryłem "Produkt" i "Osiedle Swoboda". Tak się złożyło, że akurat wracałem do komiksowego hobby (po kilkuletniej absencji) i na nowo odkrywałem piękno historii obrazkowych. "Osiedle Swoboda" było takim szokiem, że od razu pożyczyłem od kumpla jego kolekcję "Produktów" i z zapartym tchem wchłaniałem przygody Smutnego i reszty. "Produkt" upadł, na rynku pojawiła się kolorowa seria, a ja stałem się prawdziwym fanem Śledzia, bez narzekania łykającym wszystko, co wyszło spod jego ręki (nawet na pierwsze "Kompendium Wiedzy", kurzące się na półce, zerknąłem z nowym błyskiem w oku). Dodatkowym smaczkiem było, to że "Osiedle Swoboda" naszpikowane było nabazgranymi tu i ówdzie nazwami kapel, takich jak Korn, SOAD czy Soulfly. Zacząłem nawet rozglądać się za koszulką Deftonesów, w którą przyodziany był w jednym odcinku tytułowy bohater serii "Olaf_22", a naszywkę Machine Head (podobną do tej, jaką miał Niedźwiedź na swojej czapce) z dumą nosiłem na swojej torbie (i to już na studiach...).

Abstrahując na chwilę od nu metalu i minionej dekady, to chciałbym zaznaczyć, że muzykę lat 80-tych i 90-tych do tej pory uważam za najlepsze, co mogły kiedykolwiek usłyszeć moje uszy. Dotyczy to zwłaszcza polskich kapel - z jednej strony klasyczny punk i post punk, z drugiej (już w ostatniej dekadzie XX wieku) wynalazki pokroju Illusion, Flapjacka, KNŻ, Houka i innych. Teraz nadeszła moda na reaktywacje: Kazik na Żywo lada chwila wypuści nową płytę, Flapjack ciągle takową obiecuje, a Illusion znowu daje koncerty. Podobnie rzecz się ma z wielkimi, znanymi na całym świecie kapelami: Rage Against the Machine znowu wspólnie koncertują, tak samo System of a Down. Poza tym zeszłoroczne płyty Korna i Deftones są naprawdę dobre i mogą być argumentem przeciw twierdzeniom, że te kapele odcinają tylko kupony od dawnej popularności. Mało tego, muszę szczerze przyznać, że - wbrew moim wszelkim obawom i przewidywaniom - nieźle wypadła tegoroczna płyta najbardziej nu metalowej kapeli na świecie (w klasycznym rozumieniu tego terminu), czyli Limp Bizkit. Szkaradne opakowanie kryje naprawdę niezgorszą zawartość, która nowych fanów zespołowi na pewno nie przysporzy, ale jednocześnie nie odstraszy starych. Takich zespołów, które przeżywają swoja drugą młodość, jest dużo więcej - wystarczy choćby wymienić wspomniane na wstępie Machine Head (tak naprawdę będące zespołem trash metalowym, o czym dobitnie przekonuje na ostatnich albumach).

Podobnie jest z "Osiedlem Swoboda". Drugi dodruk sprzedaje się ponoć jak świeże bułeczki, na grudzień Śledziu planuje start sieciowych epizodów nawiązujących do tej serii, a gdzieś na horyzoncie majaczy kontynuacja "OS", czyli "Centrum". Jak to zwykle bywa, sentymenty biorą górę nad moimi gustami i myślę sobie, że naprawdę dobrze się dzieje. Jak za dawnych, dobrych lat czytam "Osiedle Swoboda", zasłuchuję się Machine Head i liczę, że RATM ponownie wystąpi w Polsce, jako support mając KNŻ. Bojówek nigdy nie przestałem nosić, ale może pora na nowo zapuścić włosy?

2 komentarze:

Sankossi pisze...

A wiesz, że Machine Head ma być w tym roku na Woodstocku? :]Bardzo miło mi się czytało Twój post, jesteśmy w zasadzie równolatkami (jestem rocznik '85) i mam bardzo podobne wspomnienia związane właśnie z nu-metalem czasów licealnych i Osiedlem Swoboda (wszystkie 6 zeszytów dalej stoi na półce :). A jak Reset przestał wychodzić, to mi serce pękło w osiedlowym kiosku z gazetami. Pozdro!

PKP pisze...

Dzięki. Miło przeczytać w końcu jakiś komentarz, który nie ogranicza się do "fajny blog, zapraszam do mnie" :) Info o MH na Woodstocku, to najlepsza informacja dzisiejszego dnia. Ostatnio na Przystanku byłem w 2007, w tym roku znowu się wybieram (po prawdzie to służbowo, ale jednak), więc tym bardziej się cieszę i niecierpliwie czekam na pierwszy weekend sierpnia. Pozdrawiam.