środa, 13 listopada 2013

Wyścig

Pora odkurzyć tego bloga. Okazja ku temu trafiła się doskonała, gdyż wczoraj byłem na jednym z najlepszych filmów, jakie dane było mi zobaczyć w bieżącym roku. Zapraszam zatem do lektury.


"Wyścig" to historia rywalizacji dwójki kierowców Formuły 1: Nikiego Laudy i Jamesa Hunta. Większa część akcji tego obrazu rozgrywa się podczas sezonu 1976, kiedy to wspomniany konflikt osiągnął swój punkt kulminacyjny, a kilka Grand Prix na zawsze zapisało się w historii sportów motorowych. Film otwiera scena, w której kierowcy szykują się do startu na niemieckim torze Nürburgring. Wszyscy, którzy chociaż trochę interesują się Formułą 1, wiedzą jakie wydarzenie miało miejsce na tym torze w rzeczonym roku (innym nie będę psuł seansu, chociaż jeśli widzieli trailer, to wiedzą, czego się spodziewać). Wydarzenie z Niemiec, czwarte miejsce Laudy na włoskiej Monzie, w reszcie ostatni wyścig sezonu w Japonii, to najwspanialsze momentu tego filmu, które ogląda się z zapartym tchem i emocjami, które porównać wręcz można ze śledzeniem przedstawionych wydarzeń na żywo.

"Wyścig" to jednak nie tylko zdarzenia z roku 1976. W filmie przedstawiona została historia wyścigowej znajomości Hunta i Laudy od czasów ich startów w Formule 3. Poza tym sporo miejsca poświęcono prywatnemu życiu obu kierowców, a zabieg z obsadzeniem ich w roli narratorów wprowadzających w fabułę był tyleż prosty, co trafiony. To dzięki scenom, które przenoszą akcję poza tor i boksy najlepiej widać, jak różnymi osobami są główni bohaterowie tego obrazu. Hunt to wieczny chłopiec, hulaka, który czerpie z życia pełnymi garściami i nie waha się podejmować ryzyka. Lauda to chodzący perfekcjonista, który swoją szczerością nie przysparza sobie przyjaciół. Ich sposób bycia jest diametralnie różny, inaczej przy tym tłumaczą swoje wyścigowe ambicje, ale tak naprawdę cel mają ten sam - zwycięstwo. Twórcom filmu udało się uniknąć, tak częstego w obrazach traktujących o rywalizacji, podziału na dobrego i złego bohatera. Tutaj nie ma postaci czarnych i białych, są za to doskonali kierowcy, którzy, jak wszyscy ludzie, mają swoje wady i zalety. Hunt jest przy tym bohaterem dużo bardziej romantycznym, który w innym filmie tradycyjnie zdobyłby sympatię widzów. Z drugiej strony to Lauda jest modelowym przykładem niesamowitej woli życia, która pozwala człowiekowi podnieść się po największym upadku i wrócić na szczyt.


Muzyka Hansa Zimmera wgniata w fotel i wraz z rykiem silników, sprawia, że człowiek jeszcze bardziej docenia kinowe nagłośnienie i ogrom jego przewagi nad niewielkimi głośniczkami podpiętymi do laptopa. Jeśli chodzi o zdjęcia, to warto trzymać kciuki za Oscara dla Anthony'ego Dod Mantle'a, bo to, co widzimy na ekranie, w pełni zasługuje na tę nagrodę. Niby ujęć z toru nie ma wcale tak dużo (większość wspomnianego sezonu 1976 streszczono przy pomocy pojedynczych ujęć okraszonych nazwą Grand Prix i kolejnością na podium), ale kiedy już pojawia się konkrety, dłuższy fragment wyścigu, to wrażenia są niesamowite. Wydarzenia z Niemiec, deszczowe fragmenty z Japonii, a zwłaszcza niesamowity jazda Laudy we Włoszech - wszystko wspaniale pokazane (ujęcia tuż nad jezdnią i "przeloty" przez silniki bolidów). Widzowie zrażeni relacjami telewizyjnymi, którzy uważają, że F1 to nic więcej, jak jazda w kółko, podczas której czasami ktoś kogoś wyprzedzi, lecz poza tym niewiele się dzieje, powinni zobaczyć "Wyścig". Kamera Mantle'a pomoże im dostrzec piękno tego sportu.

Jeśli chodzi o aktorów, to Chris Hemsworth i Daniel Brühl nie tylko wiarygodnie odtwarzają Hunt i Laudę, ale także - co rzadkie w tego typu obrazach - są również naprawdę podobni do swoich postaci. Ozdobą filmu są panie grające żony głównych bohaterów, czyli Olivia Wilde i Alexandra Maria Lara. Zwłaszcza ta druga, której jest w filmie zdecydowanie więcej, doskonale wypada w roli kobiety, dla której taki perfekcjonista jak Lauda potrafi w pewnym momencie odpuścić. Zresztą taka postawa nie dziwi po słowach, które Austriak wypowiada do swej świeżo poślubionej małżonki podczas miesiąca miodowego: "Szczęście to twój największy wróg. Osłabia Cię. Zasiewa wątpliwości w Twoim umyśle. Nagle masz coś do stracenia." Historia pokazała, że mimo tych obaw, Laudę stać było jeszcze na niejedno mistrzostwo w Formule 1.


"Wyścig" to film, dla którego warto iść do kina. Nie jest to ani przesycony komputerowymi animacjami blockbuster, ani skomplikowany dramat. To po prostu idealna produkcja środka, która pod atrakcyjną (ale nie krzykliwą i przytłaczającą) oprawą potrafi przemycić kilka trafnych spostrzeżeń na temat ludzkiej natury. Na tle innych produkcji opowiadających o rywalizacji może pochwalić się tym niezaprzeczalnym atutem, że nie skupia się na jednym bohaterze, drugiego sprowadzając do roli oponenta. Może na plakatach Hunt stoi zawsze z przodu, może gdyby twórcy pociągnęli historię dalej wyszłoby na jaw, że Lauda zdziałał w F1 zdecydowanie więcej, ale o faworyzowaniu Anglika nie może być mowy. Hunt po prostu musi być z przodu, bo to on bardziej błyszczał w mediach. Tak samo fabuła musiała się skupić na roku 1976, bo inaczej nie byłaby tak spójną i porywającą opowieścią o rywalizacji.

Dobrze, że ktoś przypomniał ten fascynujący konflikt i tę piękną epokę w dziejach sportów motorowych. Jeszcze lepiej, że zrobił to kręcąc tak dobry film.

2 komentarze:

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Fajny tekst, film pewnie zobaczę - prędzej czy później ;)

Dante pisze...

Zachęciłeś mnie do obejrzenia tego filmu:)
http://nolongernightmare.blogspot.com/