niedziela, 26 stycznia 2014

Dust: An Elysian Tail

W poprzednim wpisie zastanawiałem się, jaka gra oczaruje mnie na początku roku. Okazał się nią tytuł, który upolowałem na wyprzedaży w The Humble Store (i znowu reklama...).


Zanim sięgnąłem po "Dust: An Elysian Tail", nieco zorientowałem się w temacie. Początkowo miałem nadzieję na porządne chodzone mordobicie z drobnymi elementami innych gatunków. Na filmikach jednak całość wyglądała jak slasher, w którym próżno szukać elementów typowych dla gier beat'em up. Do myślenia dała także klasyfikacja gatunkowa na Wikipedii: "action role-playing". Pomyślałem, że chyba jednak nie o to mi chodzi, ale postanowiłem się o tym przekonać samodzielnie. I wsiąknąłem. Grę można przejść w 12 godzin, ja jednak spędziłem z nią dużo więcej czasu, gdyż ma tyle do zaoferowania, iż szkoda by było pozostawić jakąś mapę w pełni nieodkrytą czy skarb nieodnaleziony. Już na wstępie zatem napiszę, że omawiana produkcja, to doskonały wybór na długie zimowe wieczory.


Wracają do klasyfikacji gatunkowej, to "Dust: An Elysian Tail" faktycznie jest RPG akcji, ale jest też równocześnie świetnym slasherem, a do tego klasyczną dwuwymiarową platformówką. Większość współczesnych gier akcji ma zaimplementowane elementy RPG. Poza tym sporo w nich eksploracji tych samych lokacji z nowym zestawem umiejętności, a także nabijania combosów (patrz: ostatnie gry z Batmanem w roli głównej). I omawiana gra może się w zasadzie pochwalić tym samym, z tym, że zamiast nowoczesnej trójwymiarowej grafiki twórcy (a właściwie twórca, gdyż mówimy o dziecku, którego ojcem jest przede wszystkim Dean Dodrill) postawili na stare, dobre, rysunkowe dwa wymiary i widok z boku. Do tego bohaterami opowieści uczyniono antropomorficzne zwierzęta, a całość osadzono w świecie fantasy z subtelnymi dalekowschodnimi naleciałościami. Jeśli jesteście fanami Usagiego Yojimbo, to istnieje spora szansa, że Dust też przypadnie wam do gustu.


Przygoda rozpoczyna się w momencie, kiedy tytułowy bohater budzi się i ku swemu zdziwieniu rozpoczyna konwersację z gadającym mieczem i latającym, wiewiórkowatym stworkiem. Miecz to mistyczne Ostrze Ahrah, zaś stworek to Fidget - nimbat strzegący owej tajemniczej i potężnej broni. Jak się okazuje, Dust nie ma pojęcia kim jest i jak znalazł się w miejscu swego przebudzenia. Ze wspomnianą dwójką rozpoczyna zatem wędrówkę, której cel nieustannie się zmienia, lecz my nie mamy wątpliwości, że chodzi tu o odkrycie tajemnicy, którą skrywa wojownik, a także o to, o co zwykle w takich przypadkach, czyli ocalenie świata. Może nie brzmi to zbyt orginalnie, ale sposób, w jaki zostało podane, zasługuje na najwyższe uznanie. Fabuła mimo swej wtórności wciąga na całego, kolejnych dialogów wysłuchuje się z prawdziwą przyjemnością, a emocje towarzyszące zabawie nie są tylko pochodną wstukiwania kolejnych combosów. Duża w tym zasługa doskonale dobranych aktorów, dzięki którym ma się wrażenie, że te skromnie animowane (ale pięknie narysowane) futrzaki naprawdę żyją. Doskonale wypada przede wszystkim Fidget, którego komentarze naprawdę potrafią rozbawić. "Dust: An Elysian Tail" to przede wszystkim walka i eksploracja, ale muszę się przyznać, że kiedy byłem już zmęczony kolejnymi sekwencjami ciosów, czekałem, aż pojawi się jakiś NPC, któremu będę mógł zaoferować swoją pomoc i przy okazji wysłuchać, co o całej sprawie myśli mój rudy, latający towarzysz. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo wciągnęła mnie jakaś opowieść (i to nie tylko wywodząca się z kręgu elektronicznej rozrywki).


Wspomniałem parokrotnie o combosach, gdyż to właśnie one stanowią esencję rozgrywki. Walki jest sporo, ale nie należy ona do przesadnie skomplikowanych i opiera się na tradycyjnym ciosie mieczem, "wiatraku" wykonywanym przy użyciu tegoż, a także jednej z trzech ofensywnych umiejętności Fidgeta (fireballe i pioruny). Dystansowe ataki Fidgeta można (a nawet trzeba) łączyć z machaniem w kółko Ostrzem Ahrah, przez co zyskują one niszczycielską siłę rażenia. Nie można jednak przesadzić z taką zabawą, gdyż w szale bojowym Dust przerywa kombinację, a to wiąże się z mniejszymi bonusami za walkę. Kiedy jednak umiejętnie korzysta się ze wspomnianych dwóch ciosów i ataku Fidgeta, to licznik nieprzerwanych ciosów radośnie pnie się w górę, nierzadko przekraczając liczbę 100, a niekiedy nawet 500. W skrajnych przypadkach, przy bardzo dużej cierpliwości i samozaparciu, można nabić nawet 1000 hit combo (jest to zresztą jedno z zadań pobocznych).


"Dust: An Elysian Tail" to przede wszystkim wciągająca opowieść i odprężająca walka, jednak Dean Dodrill zadbał o to, aby samo parcie przed siebie nie stało się nużące. Pojawiają się zatem nowe umiejętności i przedmioty, dzięki którym zyskuje się dostęp do ukrytych wcześniej fragmentów lokacji, ponadto w każdej z nich znaleźć można komnatę z wyzwaniem. Oprócz tego po drodze do ekwipunku głównego bohatera trafi mnóstwo monet, jedzenia, elementów zbroi, a także z pozoru nieprzydatnych przedmiotów, które pozwolą zaprzyjaźnionej pani kowal stworzyć cacka wzmacniające parametry Dusta i ataki Fidgeta. W lokacjach znajduje się są także sporo kluczy i skrzyń ze skarbami. Już samo ich szukanie daje sporo frajdy i skutecznie wydłuża rozgrywkę. Największe wyzwanie stanowią jednak postacie z innych gier indie, które poukrywane są w najtrudniej dostępnych, często nie od razu widocznych, fragmentach map. Kto dokładnie jest więziony w każdej z klatek zamkniętych na cztery kłódki, niech pozostanie tajemnicą. Zapewniam jednak, że są to same sławy i prawdopodobnie graliście w co najmniej jedną grę z którymś z tych bohaterów.


Grafika jest przepiękna, a muzyka doskonale buduje klimat i podkręca emocje. Zresztą, co wam będę pisał - zerknijcie na screeny, obejrzyjcie filmiki z gameplayem, a do tego posłuchajcie soundtracku. A najlepiej po prostu kupcie tę grę i świetnie się przy niej bawcie. Jeśli niezależne gry, wychodzące spod ręki niewielkich zespołów, kuszą was grywalnością, ale jednocześnie odrzucają oprawą, to skosztujcie "Dust: An Elysian Tail". Dwa wymiary nie muszą straszyć pikselozą, a przy tym naprawdę wolniej się starzeją. Kiedy najnowsze wysokobudżetowe hity utracą swe dawne piękno, na tę grę nadal będziecie spoglądać tak samo, jak wówczas, kiedy pierwszy raz wkroczyliście do świata zwanego Falaną.

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Czy jest możliwość jakiegoś kontaktu? Adres e-mail, twitter, facebook, cokolwiek?

PKP pisze...

O, rzeczywiście nie było. Już naprawione. Wystarczy kliknąć w mojego nicka w polu "O mnie". Znajduje się tam opcja wysłania maila, która po najechaniu myszką pokazuje mój adres. Pozdrawiam.

Iga Janczura pisze...

Ciekawy blog. Zapraszam do mnie http://etiendo.blogspot.com/ :D

akcesoria do ogorodzeń pisze...

super gierka :D

Natan Fahrentz pisze...

Polajkujesz? ;3
https://www.facebook.com/1001inspiracjii?fref=ts

Grzegorz Laskowski pisze...

Przyjemnej zabawy!