sobota, 7 listopada 2009

Star Wars Komiks Wydanie Specjalne #02 - Biggs Darklighter: Bohater Rebelii

Od dwóch tygodni nie było nowego wpisu. Znowu się opuszczam w pisaniu... Ba, w październiku limit 4 wpisów na miesiąc nie został wypełniony. Już nie uda się tego nadrobić, ale postaram się by chociaż listopad przyniósł cztery nowe teksty. Z innych rzeczy, które być może ktoś zauważył, to dodałem parę linków po prawej stronie, jak również własną podobiznę, coby jeszcze bardziej utożsamiać się z niniejszym blogiem. Jak widać te zmiany wcale mnie nie zmobilizowały do częstszego pisania. A inne nowości? Hm, skończył mi się staż, w związku z czym wróciłem do stanu egzystencji zwanego bezrobociem. Teraz już nie przedłużam i zapraszam do tekstu (co sądzę o pierwszym zeszycie wydań specjalnych "Star Wars Komiks" można przeczytać na Alei).


Wydania specjalne "Star Wars Komiks" to zacna inicjatywa. Za naprawdę małe pieniądze czytelnik dostaje niemal 100-stronicowy, w pełni kolorowy zeszyt. Z samej ciekawości warto wyłożyć 10 zeta. Pozostaje tylko pytanie: czy warto poświęcić swój (w wielu przypadkach ograniczony, a tym samym cenny) czas na lekturę?

Elementem, który rzuca się w oczy już w momencie kartkowania "Star Wars Komiks" #2 są niezwykle realistyczne ilustracje. Każdy, kto na oprawę graficzną zwraca dużą uwagę i nie toleruje artystów, którzy przedkładają prezentowanie indywidualnego stylu nad wierność realiom gwiezdnej sagi, będzie usatysfakcjonowany. Doug Wheatley nie tylko radzi sobie z fotorealistycznym odwzorowaniem bohaterów swojego dzieła, lecz pokazuje równie dobry warsztat przy przedstawianiu rozmaitych wytworów techniki. Zarówno imperialne TIE, jak i rebelianckie X-Wingi na kartach tego komiksu robią nie mniejsze wrażenie niż miało to miejsce w filmach Lucasa. Oczywiście i tak jest się do czego przyczepić. Twarze bohaterów nie grzeszą zbytnią różnorodnością mimiki, a jeśli już rysownik decyduje się na zaprezentowanie np. krzyku czy uśmiechu, to efekty jego pracy wypadają dosyć nienaturalnie. Poza tym, zbytnia szczegółowość niektórych ilustracji sprawia, że te, w których twórcy zabrakło pary na ich "dopieszczanie", zwyczajnie kłują w oczy. Na szczęście takich wpadek jest na tyle mało, że nie psują ogólnego odbioru warstwy graficznej omawianego tytułu. "Biggs Darklighter: Bohater Rebelii" to kawał porządnego rysunkowego rzemiosła. Co prawda pozbawionego indywidualnego stylu autora, ale naprawdę cieszącego oko.

Gorzej ma się sprawa ze scenariuszem. Już tytuł podpowiada, że będziemy mieli do czynienia ze sporą dawką patosu. Sama fabuła to szybki rajd przez życiorys Biggsa - od momentu opuszczenia Tatooine aż do bitwy o Yavin. Wypada w tym miejscu wspomnieć, że tytułowy bohater przewija się ponoć przez filmową trylogię, a raczej przewijałby się, gdyby scen z jego udziałem nie wycięto z finalnej wersji "Nowej Nadziei". Mało tego, Luke Skywalker okazuje się być najlepszym kumplem Biggsa z czasów młodości. Paul Chadwick chciał przedstawić jak najwięcej wydarzeń, dzięki którym tytułowy bohater stałyby się bliższy fanom "Star Wars". Chyba jednak nie był to zbyt dobry pomysł... Komiks jest przeładowany ramkami narracyjnymi, z których tak naprawdę nie wynika zbyt wiele. Po co w ogóle postać Hobbiego? Wraz z nim zniknęłoby kilka zbytecznych wątków. Chociaż, z drugiej strony, bez swego nowego przyjaciela Biggs wydawałby się postacią jeszcze bardziej posągową, a tak ma przynajmniej wobec kogo okazywać uczucia: wpierw niechęć, a potem współczucie. Mimo tych mankamentów fabuła drugiego wydania specjalnego "Star Wars Komiks" ma jeden duży atut: świetnie oddaje klimat oryginalnej filmowej trylogii.

"Biggs Darklighter: Bohater Rebelii" to typowy przykład komiksu będącego cegiełką budującą świat "Gwiezdnych Wojen". Ma dobre, realistyczne ilustracje i sztampową, pełną akcji i patosu fabułę. Ma również głównego bohatera, który w filmie był tylko statystą. Szkoda, że nie mam w tej chwili dostępu do "Nowej Nadziei", bo idąc za radą Jacka Drewnowskiego, chętnie bym go sobie przypomniał. I chyba właśnie fakt, że po lekturze omawianego komiksu na nowo poczułem magię oryginalnej trylogii Lucasa, mogę uznać za jego największy plus.

2 komentarze:

Orion pisze...

"Wypada w tym miejscu wspomnieć, że tytułowy bohater przewija się ponoć przez filmową trylogię, a raczej przewijałby się, gdyby scen z jego udziałem nie wycięto z finalnej wersji "Nowej Nadziei". Mało tego, Luke Skywalker okazuje się być najlepszym kumplem Biggsa z czasów młodości."

Przewija się - wspomina o nim Luke w rozmowie z ciotką i wujem o wyjeździe do Akademii i przed atakiem na Gwiazdę Śmierci, tam wita się z Lukiem, namawia nawet dowódcę do pozwolenia Skywalkerowi dołączenia do Red Squadronu, życzą sobie powodzenia itd a później Biggs ginie zestrzelony przez Vadera. Czyli w sumie jednak trochę o nim jest.

PKP pisze...

Dobrze wiedzieć. Tym bardziej muszę odświeżyć sobie klasyczną trylogię.