
„Ziarnko prawdy” to na pierwszy rzut oka typowy komiks fantasy: są tu zarówno smoki, jak i krasnoludy, jest wreszcie wieśniak z łukiem, który przeciwstawia się złemu panu. I wszystko byłoby do końca typowym fantasy, gdyby nie całkiem oryginalne zakończenie.
Jerzy Szyłak to w komiksowym światku uznany autorytet. Jeśli chodzi o opublikowane książki, dotyczące komiksu, to nikt w tym kraju nie może się z nim równać. Ten wybitny badacz teorii komiksu trochę mniej znany jest ze swojej twórczości scenariuszowej. I mimo, że scenariusze pisane przez pana Szyłaka spotykają się z różnym, czasami bardzo negatywnym, odbiorem czytelników, to zdecydowanie warto się z nimi zapoznać. Prezentowane „Ziarnko prawdy” wyróżnia się wśród nich in plus. Fabuła jest dobrze poprowadzona, a bohaterowie co prawda sztampowi, ale idealnie dopasowani do przedstawionej historii. Sama opowieść o losie, jaki spotkał smoki, potrafi zainteresować, a różne gatunki tychże stworów (nie będące jednak, typowymi dla fantasy, wariantami kolorystycznymi) i zła prasa jaką całemu rodzajowi robił jeden z jego gatunków, to pomysły całkiem świeże. Ogólnie, nie jest to nic wybitnego, ale jako szybkie czytadełko sprawdza się bardzo dobrze. No i morał całej opowieści, którym jest znana prawda, że kiedy uciskani sięgają po władzę, to sami zaczynają uciskać innych, stanowi dobrą alternatywę dla innych baśniowych opowieści, które zawsze kończą się wzmianką, że po zwyciężeniu zła wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Tutaj długo i szczęśliwie żyli tylko ci, którzy owo „zło” zwyciężyli...
Rysunki Huberta Ronka sprawiają wrażenie niezbyt pasujących do opowieści fantasy. Karykaturalne postacie i duże uproszczenia nie każdemu przypadną do gustu, a niektórych mogą od tego komiksu odrzucić. Na pewno nie zachęca do niego też chaotyczna okładka. Jednak każdy, kto przejrzy szkice z końca albumu, zrozumie, że rysownik poświęcił swojej pracy dużo czasu i włożył w nią niemało wysiłku. Śledząc kolejne etapy tworzenia wizerunku jednego z bohaterów można również przekonać się, że Hubert Ronek rysuje tak a nie inaczej, nie dlatego, że nie potrafi tworzyć realistycznych ilustracji, lecz dlatego, że taki po prostu ma styl. Niby oczywista sprawa, ale czy dla wszystkich?
„Ziarko prawdy” wydane zostało w nakładzie 400 egzemplarzy. W związku z tym może dziwić nadzieja rysownika, że album znajdzie nabywców wśród dzieci i odbiorców na co dzień nie siedzących w komiksach. Sam trafiłem jednak na ten komiks w opolskiej bibliotece miejskiej. Zaraz przy wejściu stoi tam koszyk, w którym znaleźć można kilka mang, co nieco z Egmontu, jakieś Giganty i naprawdę dużo pozycji z wydawnictwa Timof i Cisi wspólnicy. Jak zatem widać, mały nakład nie przesądza o małym gronie odbiorców.
Czy warto kupić „Ziarnko prawdy”? Za cenę okładkową – tak, ale jakoś nie wydaje mi się żeby łatwo było ten komiks nabyć. Jeśli zatem, tak jak ja, traficie na niego w bibliotece, to śmiało wypożyczajcie. Fajna, nieskomplikowana, ale i niegłupia lektura. W sam raz na wakacje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz