sobota, 23 stycznia 2010

Whiteout: Odwilż

Co prawda nadal oglądam całkiem sporo anime, jednak, aby wprowadzić nieco ożywczego wiatru, proponuję tekst o komiksie. "Odwilż" dorwałem już jakiś czas temu na empikowej wyprzedaży. "Zamieci" nigdy nie czytałem, ale wchłaniałem już mnóstwo kontynuacji, bez uprzedniego zapoznania się z pierwszą częścią. Fabuła samodzielna, więc spokojnie daje radę. W jaki sposób Carrie Stetko straciła palce, dowiem się już z filmowej adaptacji. Chociaż obraz przyjęto dosyć chłodno (tutaj to określenie pasuje jak ulał) jakoś nie mogę go sobie darować. Jak tylko obejrzę, podzielę się wrażeniami. Teraz tylko o komiksie.


Za oknem trzaska mróz, słońce skryło się za szarą ścianą blokowiska, a ja zabieram się do napisania kilku słów o komiksie, który udowadnia, że gdzieś tam na świecie może być ostrzejsza zima niż w Polsce. Dobrze, że nie mają tam polskich drogowców i energetyków...

"Whiteout: Odwilż" to kontynuacja "Whiteout: Zamieć". Oba tomy mają ze sobą wspólne miejsce akcji i główną bohaterkę. Miejsce akcji to Antarktyda, a bohaterka to Carrie Stetko. Antarktyda jaka jest każdy wie: zimna, płaska, sucha i jeszcze raz zimna. Pani szeryf jest jej całkowitym przeciwieństwem, w związku z czym ciężko do niej odnieść którykolwiek z powyższych przymiotników.

Urlop głównej bohaterki zostaje przerwany przez dosyć nietypowe wydarzenie. Oto Specnaz rabuje z jednej z rosyjskich baz na Antarktydzie broń jądrową. Oczywiście o atomówkach oficjalnie nikt nie wie. Mimo to sprawą trzeba się zająć, a fakt, że cała załoga wspomnianej bazy została wymordowana, daje Amerykanom pretekst, aby pomóc w śledztwie. Panowie w garniturach dochodzą do wniosku, że nikt nie poradzi sobie z tym zadaniem lepiej niż Carrie Stetko. I tyle w kwestii wprowadzenia fabularnego. Dalej akcja zmierza już do finału. Pani szeryf poznaje rosyjskiego agenta, kapitana Aleksandra Iwanowicza Kuczina, z którym wspólnie rusza w pościg. Głównym zagrożeniem nie okaże się jednak Specnaz, lecz nieprzyjazny kontynent.

Używając określenia rodem z gier komputerowych, można napisać, że fabuła omawianego komiksu jest liniowa. Bohaterowie zmierzają prosto do celu, a jedynym, co ich zatrzymuje, jest burza śnieżna. Nie ma tutaj miejsca na wątki poboczne, akcja jest wartka, a ilość postaci na tyle niewielka, iż nie ma mowy o pogubieni się w ich natłoku. To, co stanowi o sile historii, to mistrzowska narracja. "Odwilż" czyta się niczym najlepszą powieść sensacyjną. Co prawda sam pościg wydaje się nieco zbyt krótki, a zakończenie pojawia się jakoś tak nagle, ale przecież na Antarktydzie trzeba działać szybko, a każdy kolejny dzień spędzony na Lodzie jest kolejnym krokiem w stronę śmierci. Bardzo przypadły mi do gustu wprowadzenia do poszczególnych rozdziałów. Narrator, którym jest sama bohaterka, przybliża w nich Antarktydę: historię kolonizacji, zagrożenia jakie czekają na polarników, a także charakterystykę klimatu tego miejsca. Te chwile wytchnienia są doskonałym patentem i sprawiają, że lodowy kontynent postrzega się jak pełnoprawnego bohatera opowieści. Duża w tym zasługa również ilustracji.

Steve Lieber pokazał jak może wyglądać groza, jeśli zamiast czerni przedstawi się ją w bieli. Antarktyda w jego wykonaniu jest miejscem surowym, bezkresnym i diabelnie zimnym.Chłód dosłownie przebija z każdej ilustracji. Sama kreska jest bardzo realistyczna i ma w sobie coś z klasycznego uroku, jaki odnaleźć można w pracach rysowników tworzących zaraz po drugiej wojnie światowej. Zwraca uwagę świetne kadrowanie i mistrzowskie operowanie bielą. Zresztą warto zapoznać się z posłowiem samego Liebera, w którym rysownik zdradza nieco szczegółów dotyczących przygotowywania ilustracji do "Odwilży".

Greg Rucka stworzył doskonałe, odprężające czytadło. Nic tu specjalnie nie zaskakuje, a jednak ten komiks po prostu urzeka. Bez ilustracji ta historia dużo by straciła. Niektóre opowieści sprawdzają się idealnie w formie komiksu. I właśnie tak jest w tym przypadku. Wyrazista bohaterka, niezwykle oryginalne miejsce akcji, sensacyjna intryga, a wszystko przedstawione przy pomocy doskonałych ilustracji. Muszę przyznać, że teraz, kiedy za oknem rozpościera się taki, a nie inny krajobraz, "Whiteout: Odwilż" nabiera dodatkowego uroku. Mroźnie polecam.

Brak komentarzy: